7 maj 2007
Długi weekend to coś naprawdę miłego - człowiek może zapomnieć, która jest godzina, dzień tygodnia i w jakim kraju mieszka (to ostatnie wyłącznie po alkoholu). Długi weekend to coś naprawdę miłego, jednak wyłącznie do czasu. Do jednej tragicznej w swoich skutkach chwili - do chwili, w której tenże długi weekend się kończy. Nie histeryzujmy jednak, bowiem gdy jedna rzecz się kończy, kolejna ma swój początek. Dzięki temu z uśmiechem na ustach powrócić możemy do umiłowanych szkół i zakładów pracy. Pozostawię tę oto przyjemność wam samym, bo i przejść chciałem do innej sprawy - telewizji mianowicie.
Gdy już człeka przygniecie, zdominuje i zdruzgocze ten nadmiar wolnego czasu nachodzi go jedno pytanie - “Cóżby począć?” I już w chwilę po tym niczym polska husaria pod Wiedniem z pomocą przybywa wiecznie uśmiechnięty Krzysztof Ibisz i zachęca by włączyć laicko-masońskie urządzenie, jakim jest niewątpliwie teleodbiornik. I cóże tam zastajemy? Można się sprzeczać, jakiego słowa by użyć, ale że od wulgaryzmów na piśmie stronię pozostaje mi kwestię tę pominąć. Ale mimo wszystko poczynania takie chwali się niepomiernie, wszak telewidz z nudy wylezie może wreszcie na powietrze, wybierze się na spacer, nogami porusza, pooddycha świeżym powietrzem i zdrowszy będzie - ludziska nacieszą się pogodą a stacje telewizyjne zaoszczędzą trochę grosza - wszyscy zadowoleni. A potem się Amerykanie dziwią, że u nich sami tacy puszyści i z nadwagą. Produkują tych seriali, że aż biedny John czy George z kanapy się nie może ruszyć, bo mu jakiś moment ulubionego filmu przepadnie. No i z braku lepszej alternatywy zagryzie sobie kurczakiem. Całym.
No, ale o Ameryce może innym razem, bo tu o Polskim showbusinesie miała być mowa. Od dawien dawna wiadome jest, że telewizja kształci - choćby w ostatnim czasie naroiło się nam specjalistów od tańca, tudzież śpiewu. Nawet rzec można by, że nasz naród stał się specjalistą, szczególnie w tej pierwszej dziedzinie. Przedszkolak w piaskownicy potrafi odróżnić fokstrota od quickstepa, i Tango od Casha. A tak na marginesie, w ósmej (już planowanej) edycji Tańca z Grabiami, tfu, Gwiazdami ponoć wziąć udział ma sam Pan Zdzich - odtwórca roli anonimowego menela mówiącego kwestię “Pół kilo fasoli” w 479 odcinku “M jak Miłość”. I wystartuje w tym przednim show nie dlatego, że swym ekspresywnym debiutem zasługiwał na Oscara w kategorii “Tło” - oczywiście gdyby przyznawali za to statuetki - a jedynie z tego faktu, iż ma wujka w zarządzie i dużo wolnego czasu.



