Idiotyzmy z Marsa (czyli wstępniak do GTAc)
Witam serdecznie w kolejnym numerze zreinkarnowanego GTAcENTER! Ha! Wspomnąć jednak trza, że ja z Wamy spotykam się dopiero pierwszy raz za rządów Szkuta, a iżli czytali Wy dawien dawniejsze wydania magazynku to powinni mnie kojarzyć. Ot, tak. Mmmh!! No więc słuchajta, bo tu ostatnio w takim bloku jednym we piwnicy rura poszła. No to lecim ze Zdziszkiem żeby załatać, coby wody nie nalało się ludziskom na graty. No i Zdziszek zasapał się na schodach od piwnicy, bo jeno pomyliły mu się i biegł niemi do góry cały czas. Nie wiedzieć czemu. I mu aż papieros na brzuchola spadł i poparzył dziury w koszulinie. Ja w tem czasie wygładziłem wąs, pomacałem się po brzucholcu i mówię do Zdziszka. Zdziszek! Zdziszek! Na dół biegnij, nie do góry! No to ten zleciał ze tobołami i narzędziami. No i patrzemy. Słuchemy. No i próbujemy wybadać gdzie ta rura poszła.
Ja mówię. Pójść musiała tam, bo dudni. No, ale Zdziszek mówi żeby w drugą stronę, bo wilgocią zalatuje. No to my obaj żeby się nie kłócić i sprawę przemyśleć wyciągli po browarze, coby sił witalnych nabrać i nowe horyzonty myślowe roztworzyć. No i tak nam z dumania niewiele wyszło, więc wyciągli po papierosie i zapalili. Po dziesięciu minutach doszli my do wniosku, że źle my piwnicę obrali, a w ogóle to zły blok to był. No i biegiem dalej na rower i do bloku dalej. A tam i dudni i wilgocią zalatuje i śmierdzi zgnilizną jeszcze jednocześnie ze trzech stron na raz. No i my znowu dylemat mieli, więc wyciąglim po browarze, coby sił witalnych nabrać i nowe horyzonty myślowe roztworzyć. Z dumana nam jeno wyszło, że podróże w czasie są nie możliwe, a teoria superstrun conajmniej naciągana.
Tak czy inaczej zapalilim po papierosie, żeby se odpocząć po tem wysiłku całem z myśleniem związanem. Więc my poszli za przykładem wykrywania planet pozasłonecznych i badać zaczelim widmo rozwalonej rury. I tak my namierzyli, że to na wprost przed nami było. No i rzeczywiście conieco tam wody ciekło. No ale żeby taki jazgot robić o przecieczek taki malutki? No ja to nie wiem. Zdziszek też nie wiedział. Pogładziłem wąs i mówię, że rozwalać trzeba coby do rury się dokopać. Zdziszek się zgodził. Ale na to już nie była pora dzisiaj, bo zara W11 było, więc my zabezpieczyli miejsce napisem by nie tykać, potem na rower i w długą do domu, tam pół litra i W11. Dnia następnego my wrócili do bloku, a tam już kałuża się ulała sporawa. No i przechodzim do demontarzu ściany. Tłuczemi, bijemy a tam… TAAKIE RURY! No mówię wam. A jedna cieknąca franca. Więc chwycilim za narzędzia i dawaj rurę wydzierać, bo do niczego się nie nadawała, choć solidne, żeliwne rursko. Aż mnie się wąs spocił. No a ta franca nic, nie drgnie nawet. Wtedy Zdzich mówi, żeby my chociaż wodę odcięli czy co tego. No ale po co? Wzielim więc taśmy klejącej, woskiem skapali, szpachlą zarzucili, na rower i w długą. No i to bedzie tyle. Fascynująca historia, tylko nie ma w niej żadnego słonia. Ale tak czy inaczej dyszka dla ciebie. Historią przemówił do państwa Pan Edek – renomowany hydraulik z Sandomierza. A teraz posłyszmy co do powiedzenia ma głos Budynia z Xerdunordanu 76. BLe blwe ell lelblebleblblbl ebeee!!! BEUEUUE!EEE!!!!!!! UEEEEUEUEU KUEEKEKEUE!!!!!!!! BLEEEEEEEEEEEEEEE!!!! BELELELELEL!!!! BUBUBUBUBEEELELLELELEL!LEL!EL!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Święte słowa, panie Budyń (zwany także czasem, nieco z francuska, Budę). Mimo tej dosadnej krytyki Budę jednak czytajcie nowy numer. Bo to fajna sprawa – czytać i rozumieć co czyta się. Czyż nie? Kumbaja ptang?
Napisował to wszystko: Pan Edek / Budyń / Tedi — Trójca Śnięta (dziś tylko trzy osoby w jednej)

Dodaj komentarz