header image
 

Space Siege

Kto ma ochotę skopać kulki hordzie kosmitów dybających na życie bezbronnych Ziemian? Uprzejmie prosiłbym rączkę do góry podnieść. Ah, rozumiem. No dobrze. Drzwi są tam, niech pan weźmie swojego dmuchanego aligatora i znajdzie pomieszczenie numer 69. A pan obok niech się nie ślini, bo podłogę zalał.

Gas Powered Games - twórcom Dungeon Siege najwyraźniej znudziło się zabijanie, mordowanie, wyżynanie i eksterminowanie potworów w kolejnych krainach fantasy toteż postanowili nieco odmienić sobie życie wysyłając następną grę w kosmos. Tak, więc nowiusieńki i będący właśnie w produkcji Space Siege polegać będzie na zabijaniu, mordowaniu, wyżynaniu i eksterminowaniu potworów na kolejnych poziomach statku kosmicznego. Łał. Niemniej jednak miła to odmiana, szczególnie że hack-n-slashy osadzonych w konwencji science-fiction jakoś dużo nie było. Ostatnie, co pamiętam to ten nieszczęsny Space Hack polskiej produkcji… Grając weź można było zejść z tego świata z nudów (lub zjeść pół biurka). No i ta różnorodność rozgrywki - raz na dziesięć godzin zmieniał się kolor jednego z przeciwników i dochodziła broń z nowymi parametrami do sklepiku, z tym, że wyglądała zupełnie tak samo jak poprzednie (swoją drogą i tak nie można było kupić, bo za droga i za dużo siły wymagała). No, ale miejmy nadzieję, że twórcy - skądinąd niezgorszego - Dungeon Siege podejdą to tematu bardziej… kreatywnie.

Dramatyczna historia ukazana w Space Siege rozpoczyna się w XXII wieku, kiedy to dumna ludzkość postanawia skolonizować parę układów planetarnych wykopując przy tym mieszkańców tychże planet w… no, wykopując ich daleko. To się wszak nie godzi! Te wstrętne kosmoludy miały czelność zająć nasze planety zanim się o nich dowiedzieliśmy! Szatany! Tak czy inaczej wreszcie odważni kolonizatorzy ze statku Rebecca Lee trafili na rasę, której nie uśmiechało się ot tak po prostu wyginąć.

Korzystając z umiejętności dziesięciokrotnego rozszerzania swoich brzuszków kosmiczni Kerak pożarli przybyszów z Ziemi i, co lepsze, postanowili że to oni skopią kulki Ziemianom zanim Ziemianie skopią kulki im. I tym oto sposobem pewnej spokojnej nocy Kerak zeźarły wszystkich, wszystkich ludzi. I już. Koniec rasy ludzkiej. Ha! Ale nie… Okazało się bowiem, że jeden statek kolonizacyjny o nazwie Armstrong (pewnie jest pomalowany na czarno i potrafi grać na hiperkosmicznej trąbce) przewozi ostatnich ludzi w poszukiwaniu nowej planety do podbicia. Kerak nie odpuszczają i tym razem. Napadają więc na statek. Ale tam jest on… Seth Walker.

Seth Walker to oczywiście gracz. Kierując tym superkomandosem i zarówno kosmicznym inżynierem pozwoli maleńkiej garstce ludzików przetrwać i odbudować cywilizację gdzieś daleko od Kerak. W tym celu Sethowi trzeba przemierzyć, przepełznąć i przeczołgać się przez cały statek kolonizacyjny strzelając przy tym do wszystkiego co się rusza a nie umie grać na banjo. Podczas tej wyczerpującej podróży Walkerowi towarzyszyć będzie jedynie robot-nijna-zabójca, nici więc z drużyny wzorem Dungeon Siege. HR-V - ów cybernetyczny przyjaciel będzie wykonywał wszystkie nasze polecenia bez mrugnięcia najmniejszą nawet diodą. A gracz dowolnie go sobie nawet zmodyfikuje. Ciekawość czy będzie mógł przenosić przedmioty? Bo i dobry z niego osioł juczny by był.

Jak to w hack-n-slashu bywa, cała rozgrywka opiera się na eliminowaniu kolejnych trylionów wyskakujących zewsząd niemilców (plus ćwierć miliona niemilców wyskakujących znikąd i sto tysięcy wyskakujących z szafek na buty). Aby było ciekawiej, pretekstem do kolejnych rzezi będą… questy! Należy jednak zaznaczyć, iż zadania nam przydzielane przez NPC będziem mogli przejść na kilka różnych sposobów. A skutki obranej drogi mają nie ograniczać się jedynie do różnicy w parametrze ataku karabinu-nagrody. Scenarzyści Space Siege coś cichutko mruczeli o wpływie gracza na linię fabularną, ale był to zbyt cichy pomruk by wiele z tego zrozumieć się dało.

Twórcy zapewniają, że frontalny atak na grupę wielkich zmutowanych dżdżownic nie będzie jedynym sposobem na ich eliminacje. Co prawda jest on najfajniejszy, ale ponadto możemy zastawiać na kosmitów pułapki, czaić się nań w mroku pomiędzy rurami za ściennym lustrem czy zachodzić od strony rectum. W tem wszystkim pomogą nam specjalne umiejętności, jakich nabywa Seth Łazik. A nabywa je w sposób stricte futurystyczny - przez wszczepianie kolejnych cybernetycznych narządów w zamian za te swoje, upośledzone bo organiczne.

Każden jeden narząd będziemy mogli dowolnie wymienić. Nogi, ręce, płuca, oczy - co kto lubi. Jednak pamiętać należy, że twórcy zaaplikowali do gry coś, co zwie się Współczynnik Człowieczeństwa. I będzie on spadać z kolejnym mechanicznym urządzonkiem wszczepionym w nasz tyłek. Jeno parsknąć się chce. Człowieczeństwo… Cóż to w ogóle jest?! Chyba lepiej być łażącym cyber-sługusem samej Śmierci niż jakimś tam człowiekiem, co dwóch karabinów nie uniesie, gdy załadowane do pełna są. Szczególnie, że fantów rozrzuconych po statku ma być ilości ogromne. I kto to nosić będzie? Wszystkie te karabiny, strzelby, pistolety, pancerze, granaty i masę innych zabawek, których zjedzenie prowadzi do niestrawności? Kto?

Jeżeli chodzi o stronę techniczna Space Siege to cóż, ale nie widzę w tym nic powalającego. Grafika prezentuje się jak na dziś standardowo - dobrze acz bez rewolucji. Modele postaci czy kreacja lokacji zdają się być jak najbardziej prawidłowe. Miejmy tylko nadzieję, że twórcy nie stworzą trzech pomieszczeń, które będą się powtarzać przez całą grę jeno tylko w różnych kombinacjach. Pamiętajmy jednak, że w hack-n-slashach nie chodzi jedynie o samą oprawę, a przede wszystkim o przyjemność płynącą z ciągłego mordowania, zbierania nieprzydatnych przedmiotów i podbijania statystyk kierowanej postaci. A o to raczej nie powinniśmy się bać, wszak twórcy nie są nowicjuszami w tym gatunku gier komputerowych.

Kosmiczną rąbankę rozpoczną gracze na całym świecie już w pierwszym kwartale przyszłego roku. Zwykli gracze pewno nie zdzierżą więcej niż trzech poziomów, ale fani hack-n-slashów będą wniebowzięci (ew. wkosmoswzięci) i zalani własną śliną od stóp do głów (niezależnie ile tych głów posiadają, a pewnym jest, że więcej niż jedną).

~ autor tedeward w dniu grudzień 1, 2007.

Napisz odpowiedź