header image
 

Universe at War: Earth Assault

23 październik 2007 /Z

Wręcz przeraźliwie to oklepany temat - inwazja niezliczonej ilości krwiożerczych obcych na naszą malutką, błękitną planetkę na zaścianku galaktyki. Widzieliśmy to już ogromną ilość razy w filmach, grach, książkach tudzież komiksach - zobaczymy i raz jeszcze.

Ot bowiem Petroglyph odpowiedzialne za całkiem przyjemne w odbiorze Star Wars: Empire at War zbliża się do finalizacji prac nad swą najnowszą strategią czasu rzeczywistego, będącą zarazem pierwszą z całej serii Universe at War. Cała saga rozpocznie się od oczywistej inwazji obcych sił na Ziemię, a w kolejnych produkcjach, jak mniemam, zajmiemy się pozostałą częścią tytułowego wszechświata. Oczywiście jeśli Earth Assault odniesie oczekiwany sukces.

Fabuła Universe at War jest dość standardowa, jeżeli chodzi o gatunek RTS-ów. W roku 2012 niezwykle niespodziewanie Ziemia staje się celem dość licznych wycieczek turystyczno-zbójeckich organizowanych przez posępną i złowrogą rasę kosmitów zwanych Hierarchy. Kolegom tak się spodobała nasza planeta i jej surowce mineralne, że postanowili przerobić wszystkie nasze kontynenty w swój prywatny kurort, ludzkie miasta spalić, baby przegonić, a chłopom podziękować. Zdawałoby się, że ludzkość nie ma żadnych szans z przeważającym technologicznie wrogiem gdyby nie kolejna rasa kosmitów nosząca nazwę Novus. Ci z kolei przybyli tylko by pozbyć się wstrętnych Hierarchy (którzy notabene podróżują po całym wszechświecie wysysając co do kropelki życie z każdej napotkanej planetki) i raczej mało obchodzą ich jacyś tam tubylcy każący nazywać się ludźmi. Ale to nie koniec! Otóż tylko dziś, w specjalnej promocji otrzymujemy także całkiem pokaźne grono Masari gratis! Cywilizacji żyjącej głęboko pod powierzchnią ziemskich mórz i oceanów. Żyli tam przeszło milenia, więc jakiś sensowny powód jest, że zmuszeni byli wreszcie wyleźć. Co było przyczyną? Ano, nie spodobali im się nowi sublokatorzy - Hierarchy i Novus. Postanowili więc skopać im kulki. Hell yeah! I tak właśnie Ziemia stanie się tłem międzygalaktycznego konfliktu. A gracz już sam wybierze lepiej, za którą ze stron się odpowie. A należy wiedzieć, że nie będzie takiej strony konfliktu jak Ludzie, o nie. Wybór ograniczony zostanie do trzech wspomnianych wyżej - Hierarchy, Novus i Masari (dodam jeno, że najbardziej przypominający homo sapiens będą właśnie ci ostatni).

Jeżeli chodzi o sam model rozgrywki to niewiele on różnić się będzie od tego czym mogliśmy się delektować w Empire at War. Petroglyph pozostało przy sprawdzonym podziale na dwie sfery rozgrywki - taktyczną na polu bitwy i strategiczną tym razem obrazującą nie całą galaktykę, a jedynie Ziemię podzieloną na prowincje. W tym drugim zajmiemy się tym co oczywiste - szkoleniem i rozmieszczeniem armii, rozbudową baz, wyznaczaniem kolejnych ataków na wroga i et ceterą. Jednak najważniejsza część rozgrywki to oczywiście faza bojowa, na którą składać się będą zarówno mniejsze potyczki jak i długie batalie podzielone na mniejsze segmenty. Cóż, osobiście liczę na wciągające, dynamiczne bitwy z wieloma jednostkami biorącymi weń udział - i pewno się nie zawiodę. Prócz zwykłej kampanii fabularnej (która będzie w pewien sposób liniowa) będziemy mogli zagrać w trybie wolnego podboju gdzie nic nas ograniczać nie będzie.

Każda ze stron konfliktu będzie w oczywisty sposób różnić się od innych. Dla Hierarchy na ten przykład główną siłą bojową będą ogromne machiny kroczące, przy czym (wzorem dużych statków z Empire at War) jednostki owe będą miały wyszczególnione elementy np. nogi przez co ich eliminacja ma być łatwiejsza przy odrobinie taktyki. (Te właśnie kolosy uwzględniono na większości screenów promujących grę). Hierarchy więc bazować będzie na wielkości i sile ognia, Novus na ilości, Masari precyzji etc, etc…

Jednak to nie koniec, bowiem oprócz ustalonych przez twórców słabostek i zalet jednostek bojowych znajdzie się także miejsce na wkład każdego z graczy. Podporządkowane nam wojsko będziemy mogli odpowiednio w różnym stopniu personalizować. Głównie przejawiać się to będzie w usprawnianiu elementów bojowych bądź obronnych, czy dodawaniu sprzętów pomocniczych - maskujących czy leczących towarzyszy. Możliwym będzie dostosowywanie poszczególnych jednostek do panujących warunków na kilka chwil przed rozpoczęciem bitwy, dzięki czemu zwiększamy efekt zaskoczenia u przeciwników. Nie zapominajmy o bohaterach (po trzech na każdą stronę konfliktu, opis i wygląd można ujrzeć na oficjalnej stronie gry), ich zwielokrotnionej wytrzymałości i magicznych umiejętnościach.

Jako że całość akcji dziać się będzie na planecie, którą w większości znamy, tak i lokalizacje niektórych bitew nie będą zdawać się obce. Wszak będziemy prowadzić batalie w Waszyngtonie czy pod sławetnymi piramidami w Gizie. A poza tym w gruz obróconych zostanie dziesiątki mniej lub bardziej anonimowych miast i miasteczek. Oprawa graficzna zastosowana w Universe at War nie powala, nie wykręca rąk przez oba uda i lewe ucho, oraz nie zmusza by zostać w tej niewygodnej pozycji. Twórcy raczej skłonili się ku płynnemu działaniu gry niż jej efektowności. Choć przyznać trzeba, że niektóre elementy wyszły im wyśmienicie. Ot choćby ich chluba - wspominane już gigantyczne maszyny kroczące i ich działa przemieniające napotkanych przeciwników w pył. To może się podobać. Acz znowu pozostała część oprawy plasuje się gdzieś w okolicy wyższych stanów średnich. Przynajmniej takie me złudzenie po zbadaniu znacznej części dostępnych materiałów.

Czekać nie będziem długo. Bowiem premiera pierwszej części Universe at War o podtytule Earth Assault została ustalona na grudzień bieżącego roku - toć najlepszy, bo gwiazdkowy, termin. Petroglyph wie co robi i raczej nie liczyłbym na spektakularną klapę tego tytułu. Universe at War będzie porządnym RTS-em, który fanom futurystycznych strategii zabierze niejedno popołudnie, a nawet dwa wieczory i poranek. Rzekłem.

~ autor tedeward w dniu październik 23, 2007.

Napisz odpowiedź