Tom Clancy’s EndWar

22 wrzesień 2007 /Z

Ludu pracujący miast i wsi, wy domorośli stratedzy w bamboszach i generałowie-hobbyści. Słuchajcie mnie albowiem nadchodzi wojna, która zmieni oblicze wszystkich następnych komputerowych konfliktów i potyczek jakie zaistnieją w przyszłości.

Tak jest, wraz z kolejną produkcją sygnowaną nazwiskiem Toma Clancy’ego liczę na pewne zmiany jeżeli chodzi o gatunek strategii czasu rzeczywistego. Jeśli oczywiście wszystkie plany i pomysły Ubisoftu zostaną zrealizowane, a także – co ważniejsze – zrealizowane dobrze. Tak czy inaczej, na tę chwilę EndWar jest grą, w którą będzie warto zagrać (w przeciwieństwie do większości dzisiejszych tytułów, a taki ze mnie zgred). Nawet już sam trailer promujący grę niemal doprowadził mnie do egzaltacji i sprawił, że w mym oku zaświeciła łezka. Tak, długośmy na ten dzień czekali…

I sobie jeszcze co nieco poczekamy – mniej więcej do okolic lutego przyszłego roku. Wtedy albowiem planowana jest premiera gry na całym świecie. Gdybym miał jakiekolwiek pieniądze, z pewnością już teraz odłożyłbym je na zakup tej obiecującej produkcji. No bo i spójrzcie – już na samym początku tekstu antycypuję, że Tom Clancy’s EndWar będzie czymś niemal idealnym. A, co lepsze, nie mam żadnych argumentów na poparcie tego stwierdzenia.

EndWar, co już wyjawiłem, będzie strategią czasu rzeczywistego z naciskiem położonym na taktykę i planowanie globalne. Bowiem prócz trybu bojowego, w którym dowodzić będziemy wojskiem w bezpośrednich starciach z wrogiem, znaczną część spędzimy na widoku strategicznym obrazującym całą planetę, gdzie głównie zajmiemy się ruchem wojsk i atakami na kolejne prowincje. Tym razem bowiem nasz świat stanie w obliczu konfliktu pomiędzy Stanami Zjednoczonymi, Rosją i połączonymi siłami Europy. Wojna, o której mowa wybucha w 2020 roku, a pretekstem będzie atak terrorystyczny na amerykańską stację kosmiczną Freedom Star. Jednak już jakiś czas wstecz wiadome jest, iż konflikt taki wybuchnąć musi – ot przez takie błahostki jak zaburzona równowaga sił, napięte stosunki międzynarodowe, rywalizacja w przestrzeni kosmicznej czy zapotrzebowanie na surowce naturalne. Jeno potrzebny był właśnie ten jeden pretekst, punkt zapalny, który pozwoli wreszcie na atak.

To oczywiste, że sami zadecydujemy za którą stroną konfliktu się odpowiemy, jednakże pojawi się także czwarta, choć niegrywalna, siła militarna – mianowicie ci nieszczęśni terroryści. A gdy już zasiądziemy na fotelu dowódcy w Moskwie, Londynie bądź Waszyngtonie pozostanie nam uczynić jedno, a co lubią wszyscy od małego do dużego – podbić świat. Podporządkować sobie cały glob przetaczając pancerne zagony przez pola bitwy od Wielkich Równin po Ural. Jednak większą część gry spędzimy prowadząc krwawe walki na ulicach miast i miasteczek, przemieniając przy tym znaczną część zabudowań w gruz. Nie będzie niespodzianką, jeśli napiszę, że pod naszą komendą znajdą się zarówno żołnierze piechoty jak i czołgi, pojazdy wsparcia, samoloty oraz helikoptery. Dodatkowo będziemy mogli sprowadzić na wroga ostrzał orbitalny z naszych satelitów krążących wysoko ponad polem bitwy. Twórcy obiecują iż wszystkie jednostki, które pod nami służą możemy spersonalizować dostosowując je według własnych potrzeb. Każda frakcja bowiem ma ponad sto pięćdziesiąt różnych ulepszeń, a każdy z naszych podwładnych sześć poziomów doświadczenia.

Zapewne twórcy są dumni z zachowania piechoty w EndWar. Żołdacy mają w chwili ostrzału automatycznie kryć się za przeszkodami terenowymi, a gdy któryś z ich kompanów zostanie ranny, mają za wszelką cenę próbować odciągnąć go z linii strzału i, w miarę możliwości, przywrócić do czynnej walki (tj. wyleczyć). Ponadto piechota będzie mogła zajmować budynki i z dachów bądź końcowych pięter wspierać walczących bronią snajperską.

Twórcy chcąc uprościć rozgrywkę graczom postanowili zaimplementować do gry sterowanie głosem. Obiecują, że tutaj będzie się sprawować świetnie za sprawą krótkich acz treściwych komend. Osobiście podchodzę sceptycznie co do tego pomysłu. Ale, jeżeli ten sposób kontroli jednostek będzie zaprojektowany mądrze i intuicyjnie, wtedy kto wie, może i EndWar wreszcie będzie pierwszą grą, w której się udało poprawnie wykorzystać nasze mikrofony.

Ubisoft nie zapomina, iż by gra nie została wymazana z pamięci po dwóch miesiącach potrzebny jest jej doskonały i dopracowany tryb multiplayer. Rozgrywki dla wielu graczy prowadzone będą w dość niecodzienny sposób, bowiem ów wojna z 2020 roku będzie toczyć się bez przerwy, a gracze będą mogli w każdej chwili wspierać dowolną ze stron w kolejnych bitwach. Ot taki massively multiplayer online real time strategy.

Jeżeli chodzi o technikalia to niewiele wiadomo na chwilę obecną, zaś większość screenshotów zdaje się być tylko zdjęciami z filmików pomiędzy misjami. Jednakże jeśli tak ma wyglądać sama gra (co bardziej prawdopodobne) pozostanie mi tylko przyklasnąć autorom oprawy wizualnej. Sugerowałbym, iż warto już zaopatrzyć się w mocny sprzęt obsługujący technologię DirectX 10, bo bez tego w przyszłości ani rusz. Tom Clancy’s EndWar jako najlepiej wyglądająca strategia roku 2008? Być może…

Teraz tylko pozostaje czekać. Niewiele, bo ledwo kilka miesięcy, no ale panie i panowie, stratedzy i dowódcy Końcowa Wojna Toma Clancy’ego to będzie COŚ. Coś co ja osobiście wypatruje od dawna. I, czyżby? Czy to właśnie to? Mam nadzieję… Ale lepiej pomodlić się do boga wojny, tak w ramach zabezpieczenia.

~ - autor: Przemysław Bryk w dniu Wrzesień 22, 2007.

Dodaj komentarz