Black Prophecy

20 wrzesień 2007 /Z

Nie wiem jakim to cudem się stało tudzież innym łutem szczęścia, ale ja – wzorcowy wręcz przykład gracza amultiplayerowego otrzymałem pod groźbą kary śmierci rozkaz napisania zapowiedzi – o zgrozo – gry MMO.

Nie wiem czy Hoob na głowę upadł, bądź też nasłuchał się za dużo techno – tak czy inaczej tekst napisan być musi. I właśnie tutaj zaczyna się mój – jeden z bliższych notabene – kontaktów z grami MMORPG, a uściślając z będącym właśnie w produkcji Black Prophecy. Czymże będzie ta produkcja? Ano, niemieccy programiści z Reakktor Media postawili sobie za cel konkurować z EVE Online, tak więc i wydedukować nie jest trudnym, że Black Prophecy będzie ot kosmicznym symulatorem z elementami RPG w mulitplayerowej konwencji. Oczywiście skomplikowanym, niecodziennym i ogólnie bardzo fajnym, zajedwabistym, niebuc i kto nie zagra ten noob.

Oczywistym jest, że każdy tytuł MMO opatrzon musi być jakąś fabułą. Nie potrzebna zawiła intryga, wystarczy że jedni hołdują złu, a drudzy są dobrzy i wszyscy gracze będą żyli w cyfrowej krainie w przekonaniu, że robią coś dla wspólnego wyższego celu. Jeżeli chodzi o Black Prophecy to muszę przyznać, że twórcy się wysilili (ponoć pracuje z nimi bardzo bardzo znany niemiecki pisarz science fiction – Michael Marrak, ponoć bo ja go tam nie znam, taki ze mnie ignorant, o). Oto bowiem mamy dwudziesty szósty wiek, a jakiś czas temu ludzkość ot postanowiła skolonizować sobie pół wszechświata. Skutki tego były jednak nieco inne od zamierzonych – z jednej rasy ludzkiej wysublimowały się dwa praktycznie oddzielne podgatunki – cybernetyczni Tyi i preferujący biologiczne udoskonalenia Geniden. Jednak cała historia skupi się na walce tych dwóch gatunków z całkiem obcą (prastarą, nienawistną i ogólnie niesympatyczną) cywilizacją z najgłębszych odmętów ciemnej strony wszechświata (a nazwa ich z angielskiego The “Restorers”). Gracz, gdy sobie już zainstaluje grę i przeleje na konto twórców odpowiednią ilość Euro będzie mógł stworzyć postać reprezentującą go we wszechświecie Black Prophecy. Ale aby było śmieszniej ową ‘postacią’ będzie wyłącznie statek kosmiczny i to należący tylko do Tyi lub Geniden. O obcych niemilcach – niszczycielach cywilizacji i postrachu galaktyk – możemy już teraz zapomnieć, bowiem będziemy do nich tylko strzelać. Ale nie będę złośliwy, bowiem wierzę, że Michael Marrak (kimkolwiek on by nie był) wie co robi.

Swój statek, którym przemierzać będziemy wszechświat zbudujemy sami z dostępnych już na początku części. Twórcy obiecują całkowitą dowolność designu pojazdu, a ogromna ilość kombinacji danych elementów ma prowadzić do tego, iż nie będzie możliwości spotkania na swej drodze dwóch identycznych wehikułów. Dodatkowo wraz z kolejnym questami będziemy mogli nabyć kolejne elementy, co jeszcze bardziej zróżnicuje wygląd poszczególnych graczy.

A gdy już ukończymy nasze alter-ego w formie pojazdu kosmicznego pozostaje nam czynić to co czyni się w każdej innej grze massive online – podejmowac questy, nabijać punkty doświadczenia, zapisywać się do klanów, strzelać, nabijać punkty doświadczenia, zabijać, walczyć, rozwijać statystyki, nabijać punkty doświadczenia, ulepszać statki, kupować nowe uzbrojenie, nabijać punkty doświadczenia i nabijać punkty doświadczenia. Podejrzewam, że lubujący się w tego typu zabawach będą zachwyceni grając w Black Prophecy. Gra zaś z pewnością nie przekona do tego gatunku tych, dla których MMO jest symbolem… cóż, pozostańmy przy samym symbolu. Żeby było ciekawiej, gracz wykonując przydzielone mu zadanie nie tylko rozwija swoją postać, ale także popycha do przodu całą fabułę świata gry.

W ramach dwóch dostępnych nacji gracze będą mogli – niespodzianka – się dowolnie organizować. A każdy z klanów będzie mógł wziąć w posiadanie własną stację kosmiczną. Stwierdzenie ‘każdy’ to oczywiście lekka przesada, bowiem na stację taką pewno pozwolić sobie będą mogły jedynie większe i zamożniejsze klany. Bowiem ważnym będzie by stacje o owe stacje cały czas dbać i modernizować poszczególne jej elementy. Oczywiście jak przystoi na każdą grę MMO, tak i w Black Prophecy dochodzić będzie do epickich potyczek i batalii (phi, trzystu graczy maksymalnie w jednym pojedynku, też mi epickość…). A w bitwach tych brać udział będą prócz myśliwców także lotniskowce i inne znacznych rozmiarów statki kosmiczne.

Od strony graficznej Black Prophecy plasuje się dość wysoko pośród produkcji MMO. Cholera wie jakiego potrzeba będzie sprzętu by osiągnąć to, co zaprezentowano na screenach (i by to jeszcze wszystko płynnie działało), ale powinno być warto. Z resztą, jeżeli kogoś stać by (przykładowo) płacić piętnaście dolarów miesięcznie za możliwość nabijania punktów doświadczenia to i stać go będzie na odpowiedni sprzęt, o.

Premiera Black Prophecy nastąpi w okolicach czwartego kwartału przyszłego roku. Nie wiem jak wy, ale ja czekać z niecierpliwością na BP nie będę, taki ze mnie zgrywus. Ba, pewno w to nigdy nawet nie zagram, ale fani MMO i inne osobniki nie posiadające życia mogą już zacierać nibynóżki i szczękoczułki. Czy gra Niemców odciągnie graczy od EVE Online? Czy Black Prophecy stanie się kolejnym multiplayerowym hitem? Czy ludzie będą umierać z wycieńczenia i głodu grając w BP? A kogo to w ogóle obchodzi…

~ - autor: Przemysław Bryk w dniu Wrzesień 20, 2007.

Dodaj komentarz