The Settlers: Rise of an Empires
5 sierpień 2007 /Z

Znowu? Tak jest, oto nadchodzi kolejna gra z osadnikami w roli głównej. Jeżeli nie liczyć ogromnej masy najróżniejszych dodatków i jednego remake’u, to będzie już szósta produkcja sygnowana nazwą The Settlers. Po odchodzącej nieco od standardów serii części piątej (której notabene było bliżej do Age of Empires niż do starych dobrych osadników) programiści z Blue Byte postanowili pohamować nieco swoje RTS-owe zapędy i w niektórych kwestiach powrócić do pomysłów wykorzystanych w Settlersach III i IV.
Bo przyznajmy szczerze - Dziedzictwo Królów może i było grą ciekawą w swojej dziedzinie, ale praktycznie niewiele uchowało się jeżeli chodzi o klimat i specyfikę rozgrywki. Jasnym było, że ortodoksyjnym fanom się to nie spodoba (dla takich bardzo słusznie wydano właśnie remake Settlersów II). Tak i Niemcy wyciągnęli z tego faktu wnioski, które wykorzystano przy projektowaniu The Settlers VI. Co mianowicie? Ano, zamarzyli sobie by stworzyć coś pomiędzy częścią czwartą a piątą. Mają nadzieję wypracować swoisty złoty środek, by fanatycy byli kontent, tak jak i osobniki lubiące nieco szybsze tempo rozgrywki. To zadanie nie łatwe, ale wykonalne choć i tak znajdą się tacy, co narzekać będą.
Klarownym jest, że w najnowszych Settlersach - jak i, o dziwo, w poprzednich częściach - głównym zajęciem gracza będzie budowa od podstaw miasta i zarządzanie nim tak by wyrosła z niego pokaźna metropolia, a może nawet i swoiste imperium. Żeby było ciekawiej, wszystko to osadzono w średniowiecznych realiach. Najczęściej rozgrywkę rozpoczynać będziemy nawet nie z wioską, a jedną samotną chatynką i kilkoma osadnikami. Reszta pozostaje już w naszych rękach - gdzie staną domy, sklepy, bazary, warsztaty, stajnie czy mury obronne zależy już wyłącznie od gracza. Bo to w końcu jego kaprys – będzie mógł stworzyć miasto sztywno trzymając się praw Magdeburskich bądź nawet spontanicznie lokować struktury gdzie go tylko myszak powiedzie (co lepsze, sami dojdźcie do wniosku).
Rozwój miasta swoją drogą, ale aby skonstruować choćby budę dla psiaka potrzebne są surowce budowlane - jak drewno, tudzież kamień. I nie myślcie, że zapewnienie dostaw kolejnych partii desek rozwiąże wszystkie problemy miasta. Otóż będziemy musieli zadbać także o jedzenie dla mieszkańców, surowce mineralne - złoto czy żelazo dla rzemieślników. Pilnować zakwaterowania oraz organizować rozrywki dla osadników, tak by im życie w naszym miasteczku nie obrzydło. No i oczywiście zapewnić bezpieczeństwo osady w dzień, jak i w nocy.
Wszelakie surowce, narzędzia i towary luksusowe rozprowadzanie w mieście będą, zupełnie jak niegdyś, za pomocą wytyczonych ścieżek i pracujących w pocie czoła tragarzy. Jednak ów szlaków komunikacyjnych nie będziemy wyznaczać sami - gra robić to będzie automatycznie samodzielnie lokalizując gdzie przepływ towarów jest najszybszy i najbardziej efektywny. W sumie to i lepiej, bo w nawale wielu obowiązków i spraw do załatwienia wyręczenie gracza choćby w jednej sprawie będzie wielką ulgą. A większości decyzji nie można podejmować zbyt pochopnie - ot, na ten przykład wycięcie całego lasu (by rozbudować południowe skrzydło miasta) nieść będzie ze sobą nieodwracalne skutki - zwierzęta, które w nim mieszkały wyemigrują lub po prostu wymrą. A dziczyzna najlepiej przecież zaspokaja głód zimą, gdy spichlerze świecą pustką.
Głód to nie jedyny przeciwnik, z jakim się zmierzymy. Jeżeli nasza metropolia ociekać będzie od złota i innych bogactw wielu nikczemników może połasić się na zorganizowanie armii i próby splądrowania naszej spuścizny. Na całe szczęście możemy się i przed tym zabezpieczyć - budując grube mury i obsadzając je świetnie wytrenowanym regularnym wojskiem dowodzonym przez bohaterów. Mimo konieczności podboju kolejnych terytoriów sfera militarna ma stanowić jedynie dodatek do, w głównej mierze, ekonomicznej rozgrywki.
Co najlepsze w nowych Settlersach to fakt, że przedstawiany świat naprawdę żyje. Pośród czterech stref klimatycznych hasają sobie nieświadomie zwierzęta, zaś bogata roślinność wystawiona jest na działanie warunków atmosferycznych. Nasi podwładni przechadzają się po mieście, pracują, bawią, a nawet biorą śluby. Karawany leniwie toczą się po wytyczonych szlakach handlowych z nadzieją by jak najszybciej dotrzeć celu i sprzedać wieziony towar. A wszystko to okraszone naprawdę atrakcyjną oprawą graficzną. Zapewne, aby cieszyć się w pełni atrakcjami najnowszych Settlersów posiadanie nowego i dość mocnego komputera będzie podstawowym warunkiem do spełnienia. Jedno jest pewne - będzie warto.
Premiera The Settlers: Rise of an Empire (autorzy nie dopisują numerków do tytułu, może sami już nie pamiętają która to część?) będzie miała miejsce już we wrześniu, a obecnie Blue Byte przygotowuje się do, miejmy nadzieję, solidnych betatestów. Co prawda u mnie pojawiają się już lekkie objawy zmęczenia serią, ale mimo to uważam, że na najnowszą część osadników warto czekać. Szczególnie, jeżeli będzie tak dobra jak się na to zapowiada. A znając Blue Byte, będzie.


Napisz odpowiedź