Myślę, więc gram…
25 czerwiec 2007
Futurologia to niezła fucha. Wszak wystarczy zmarszczyć czoło, zacząć mędrkować, nazmyślać bzdur i człek od razu przemienia się w pełnokrwistego, soczystego futurologa. A, co najlepsze, aby to uczynić nie trzeba mieć doktoratu z dziedziny biotechnologii, inżynierii genetycznej, spintroniki czy nanotechnologii. Wystarczy wysilić nieco mózgownicę i zmusić szeroko pojętą wyobraźnię do pracy.
Co prawda z początku skupić się miałem na roztrząsaniu idei sterowaniu myślą w branży rozrywki elektronicznej, ale moje pseudofuturologiczne zapędy pozwoliły mi zagalopować z tematem ciut dalej. Mniejsza jednak o moje intencje bo i nikt się z nimi nie liczy…
Oglądawszy pewnego dnia telewizję, co czynię niekoniecznie często, ujrzałem prezentację najnowszej technologii pozwalającej sterować poczynaniami wirtualnego alter-ego za pomocą myśli. Nakładając specjalny hełm wystarczy rozsiąść się w fotelu i masakrować dziesiątki przeciwników jednym skinieniem neuronu, burzyć miasta kiwnięciem dendrytów tudzież niszczyć światy drgnięciem aksonów. Pomysł to ryzykowny, jeżeli wziąć pod uwagę stan umysłowy niektórych elementów społeczeństwa, ale ta część, o której mowa raczej nie potrzebuje gier komputerowych by masakrować dziesiątki przeciwników - wystarczy solidny kij bejsbolowy i przewiewne dresy. Co jednak nie zmienia faktu, iż wymagania takiego sposobu rozgrywki są dość wysokie. Wyobraźcie sobie, czasy w których na pudełku najnowszego FPS’a Johna Carmacka widnieć będzie “Wymagania minimalne: myśl”. Co jak co, ale niektórych może to zniechęcić do zakupu.
Myśl a głos
Nim jednak ktoś mądrze wpadł na pomysł myślowej rozgrywki, pojawiały się idee sterowania poczynaniami wirtualnych postaci za pomocą głosu. I co z tego wyszło? Technika ta stosowana jest w ilościach minimalnych, jako marginalny bajer do poniektórych gier. Pewno po to by nie pogrążać graczy jeszcze bardziej jeżeli chodzi o opinię fachowców w dziedzinie psychiatrii. “Gada do komputera? Jakiś wariat!” - jak twierdzi znany autorytet wśród psychologów, pani Gienia. Poza tym wydawanie komend wiązało się z wypowiadaniem skomplikowanych formułek. Wszak rzucenie do mikrofonu w taktycznym FPS’ie “Wy na lewo, wy na prawo i hajda na wroga” bądź w strategii lakonicznego “Atakujemy!” nie przynosiło żadnych wymiernych skutków. Hm, w zasadzie nie przynosiło żadnych skutków. Bowiem aby komputer zrozumiał, że mówimy akurat do niego, a nie do sąsiada koszącego trawnik za domem potrzebne były frazy rodzaju “Jednostka Osioł_Bitewny_Upgrade_MaxIduo3 wersjazewścieklizną numer 278247 przemieszczenie kąt 45 stopni na północny-wschód pod wiatr w poprzek na ukos”. Toteż pomysł nie wypalił, bowiem gracze zawsze woleli rzucać obelgi w stronę komputera niż prowadzić z nim jakieś zawiłe dysputy. Bo czyż nie milej jest zwyzywać jednostkę centralną, zelżyć monitor tudzież obrazić lewy głośnik?
Głos w życiu codziennym
Niejeden film science-fiction już oglądałem (ba, nawet w niektórych książkach sf ten temat był poruszany) i w wielu z nich ukazano wizję gospodarstwa domowego przyszłości - czyli dom, w którym coraz mniej rzeczy robimy sami, a zastępują nas w tym maszyny czekające na rozkaz niczym pies na kość. Tam również wielokrotnie pojawiało się sterowanie oświetleniem tudzież sprzętami RTV za pomocą własnego głosu. Takie wyobrażenie możemy sobie w buty wsadzić. I to głęboko. Już dziś dysponujemy technologiami, które pozwoliłyby na zastosowanie takiego rozwiązania na szeroką skalę. Więc dlaczego ich nie stosujemy? Bo i są zupełnie niepraktyczne. Już pomijam fakt, że trzeba w ogóle otwierać gębę by włączyć mikser, co notabene może być dla wielu problemem. Potrzebne byłyby także różnorakie komendy, jak w przypadku gier komputerowych. “Dalej! Dalej! Sokowirówka” na ten przykład. Bo i samo “sokowirówka” mogłoby uruchamiać tenże sprzęt podczas gdy byśmy wymienili to słowo w luźnej rozmowie w trakcie kolacji z przyjaciółmi. Gorzej jednak jak wymienimy słowo “światło” rzeźbiąc w lodzie piłą mechaniczną.
Mowa ludzka ma to do siebie, że jest wysoce nieprecyzyjna, o czym już wspominam bodajże od początku tekstu. Dlatego stosowanie w przemyśle ciężkim maszyn reagujących na komendy inne niż Start i Stop byłoby dość niebezpiecznym przedsięwzięciem. Zostawmy więc ten prymitywny sposób komunikacji jakim jest mowa i przejdźmy do głównego tematu tychże dywagacji.
Myśl w życiu codziennym
Zamiana głosu na myśl jest rozwiązaniem milszym, bo nie trzeba męczyć gardła i gadać do siebie samego (w domyśle do sedesu, ażeby choćby ociupinkę uchylił nam klapę. Ale przyznajcie, że to musi wyglądać dziwnie, gdy mężczyzna ze spuszczonymi spodniami pochyla się stojąc przy sedesie i uprzejmie prosi o możliwość skorzystania z wygód cywilizacyjnych). Owszem jest to rzecz milsza, ale niekoniecznie znowu dużo bardziej praktyczna. Weźmy teraz sytuację, w której - tak jak w przypadku mowy - całe nasze mieszkanie jest jednym wielkim odbiornikiem myśli. Z pozoru zdawać by się mogło, że do idea wyśmienita. Leżąc w łóżku można spuszczać wodę w toalecie, gasić światło bez wstawania, parzyć kawę… No, ale. Jeżeli mieszkanie odczytywałoby nasze intencje cały czas, mogłoby prowadzić to do sytuacji, w których domownicy ‘wykonywaliby prace domowe’ najzupełniej przypadkowo (komuś na ten przykład nieświadomie przemknie przez głodny rozumek myśl o upieczeniu babeczek, i co wtedy?). Nie wspominając o tym, że na złość mogliby gasić i zapalać światło w pokoju, w którym czytamy książkę, bądź z ogródka przełączać nam kanały w telewizorze. I co najgorsze - jeżeli byłoby kilku potencjalnych winowajców takiego żartu, nie sposób jest dojść który z nich to uczynił.
Drugim wyjściem może być specjalny hełm - jeden na całe mieszkanie - który trzeba będzie przywdziać by gasić światło i uruchamiać telewizor. Byłby to odpowiednik dzisiejszego urządzenia zwanego Pilotem Do Wszystkiego, swoją drogą mało popularnego. Bo co jest użyteczniejsze - zwyczajny, klasyczny pstryczek na ścianie czy ganianie po domu w piżamie w poszukiwaniu hełmu, który trzeba przywdziać by wyłączyć lampę?
Hełm taki byłby ciekawym rozwiązaniem w przemyśle - można za jego sprawą sterować maszynami budowlanymi, robotami, cybernetycznymi żołnierzami, samochodem i wreszcie komputerem. Będzie to także wielka szansa dla osób niepełnosprawnych - sparaliżowani nie będą skazani na całe lata nudnawej bezczynności.
Ale nie wybiegajmy zbytnio w przyszłość i zajmijmy się… Dajmy na to najbliższymi dziesięcioma latami.
Gesty i myśl a komputery; myśl a gry
Wielu już próbowało odesłać poczciwego myszaka i klawiaturę do lamusa. Ot choćby w “Raporcie Mniejszości” objawiono nam wizję komputera, obsługiwanego za pomocą gestów. Oczywiście uprzednio przywdziać należy odpowiednie rękawice (Podobne rzeczy, w dość szczątkowej formie, otrzymaliśmy niedawno wraz z premierą Wii). Co nie zmienia faktu, że przychodzi człowiekowi machać rękami na lewo i prawo jak podczas ataku padaczki… Chociaż, pozytywnym akcentem byłoby zamknięcie systemu na gest w postaci samotnie wystawionego środkowego palca.
Najwyraźniej pomysłodawcy urządzenia pozwalającego kontrolować działania komputera za pomocą myśli są najbliżej odstawienia klawiatur na półki. Ciekawym pomysłem jest pisanie za pomocą tego gadżetu, sam bym z chęcią wykorzystał ten sposób po prostu w myślach dyktując cały tekst. Ale jak zastosować to w grach komputerowych, które przecież w dużej mierze mają symulować nie tylko psychicznie ale i fizycznie? Główną zaletą choćby gier stricte zręcznościowych jest fakt własnoręcznego sterowania postacią. Jaka będzie radość z przeskakiwania na kolejne platformy wąsatym hydraulikiem, gdy wiedzieć będziemy, że w zasadzie tobi się to samoczynnie? Gdy nie trzeba będzie sięgać granicy zręczności ludzkich palców? Myśl zabija refleks, który jest znacznym elementem składowym większości gatunków - wyścigów, bijatyk, FPSów, hack’n’slashy… Ja sobie tego jakoś nie wyobrażam, ale to pewnie i dlatego, że jeszcze nie grałem za pomocą myśli nawet w pasjansa. Poza tym może i nieco demonizuję, albo po prostu jestem człekiem minionej epoki, ale nie wróżę szybkiego sukcesu myśli w grach komputerowych. Może tego typu gadżety staną się wyłącznie dodatkiem, jak w przypadku głosu, ale dodatkiem dużo bardziej znaczącym. Ot choćby w FPS’ach za pomocą myśli można by zmieniać bronie, przeładowywać je lub kontrolować umiejętności specjalne bohatera w chwili gdy ręce mamy zajęte myszakiem i klasycznym układem WSAD. Gdyby tenże heros posiadał umiejętność telekinezy - jak choćby w Psi-Ops, to sterować moglibyśmy to myślą bez potrzeby odszukania odpowiedniego klawisza ją uruchamiającego. I dzięki temu jednocześnie będziemy zdolni we wrednego bossa pakować ołów myszką i miotać weń beczkami z chlorowodorem myślą. A prawdziwe zastosowanie produkt znalazłby dopiero w strategiach, gdzie stanowić mógłby trzon sposobu rozgrywki…
Oczywiście rozwój tej dziedziny techniki wieść może to rozwiązań pokroju Matrixa tudzież Neuromancera, ale większość z was czytających ten tekst pewno tego już nie dożyje. Może to i lepiej? Ale ten temat zostawmy na inną sposobność.
Co do wysnutych w tym artykule wizji - może i nie mam racji, może to tylko stek bzdur, a może święta prawda. Jak będzie, to się dopiero okaże. Ot, los proroka taki, że nie zawsze spełniają się jego przepowiednie (w zasadzie to nigdy nie spełniają się w całości). Cóż poczniesz, ryzyko zawodowe. Ale przynajmniej zabawnie jest potem. I dlatego warto być futurologiem.

Napisz odpowiedź