Sins of a Solar Empire
22 czerwiec 2007 /Z

Fani pełnokrwistych kosmicznych strategii czasu rzeczywistego nie są rozpieszczani przez twórców gier komputerowych. Ot, raz na jakiś czas wydany zostaje dobrze zapowiadający się tytuł, który ostatecznie okazuje się nie tak dobry by za nim szaleć, a zarazem nie tak znowu kiepski, by połamać płytę z grą i przemielić ją w maszynce do mięsa. Produkcja w sam raz by o niej szybko zapomnieć.
Bo i przyznajmy szczerze - kto dziś gra w takie tytuły jak Hegemonia czy ORB? Pamięta to ktoś jeszcze? Zasadniczo z pośród kosmicznych strategii czasu rzeczywistego w mej pamięci uchował się Homeworld wraz ze świetnym sequelem. A przecież w ciągu tych blisko ośmiu lat od premiery pierwszej części wydano niejedną grę należącą do tego gatunku. …A może i nie?
No, ale nie będę marudził już więcej, bo i nie marudzenie było przyczyną powstania tego tekstu. A była nią nadzieja w postaci będącej w tej chwili w produkcji gry o jakże intrygującym tytule - Sins Of A Solar Empire. Gdyby nie tytuł, pewno bym nawet nie zwrócił uwagi na produkcję duetu Stardock i Ironcald Games. Ale pomińmy sprawy mojej, niewątpliwie doskonałej, percepcji i przejdźmy do sedna.
Grzechy Słonecznego Imperium
Tysiące lat temu połową znanej nam galaktyki rządziło niepodzielnie Imperium Vasari. Jednak ich niezmierzona ignorancja oraz niepohamowana rządza rozszerzania władzy doprowadziła do ogólnogalaktycznej katastrofy. Smutna sprawa, ale najwyraźniej w proch przemienił się cały dorobek ichniej cywilizacji, a z całej populacji przetrwała jedynie garstka. Dzięki temu eony lat później mógł powstać i bujnie rozkwitnąć inny ruch kulturowo-społeczny, tym razem stworzony przez nieco lepiej znanych nam ludzi. Trade Order, jak już nazwa podpowiada, to stowarzyszenie miłujących pokój, bogatych kupców, którzy wojnę pamiętają jedynie z CNN a morderstwa z W11. Jednak, pewnego dnia odkryto, że na jednej z planet Stowarzyszenia Kupieckiego z lubością rozwijały się najróżniejsze dewiacje, chore praktyki pseudonaukowe oraz społeczne (pewnie reaktywowali Tatu i nakręcili dziesięć nowych edycji Tańca z Gwiazdami, yuck). Ludzie wszystkich planet i wszystkich religii połączyli się w imię szczytnego celu - wygnania dewiantów z tej części galaktyki, ażeby uprawiali ten swój gruppensex gdzieś tam w odległych czeluściach wszechświata, a nie tutaj młodzież będą deprawować…
Mija kolejne tysiąc lat. Punktem wyjścia dla fabuły jest moment, w którym Stowarzyszenie Kupieckie zostaje zaatakowane przez dwie siły - odbudowane Imperium Vasari oraz jeszcze bardziej zdziwaczałych dewiantów-Wygnańców. Problem w tym, że ludzie nieco zaniedbali wojowanie i słabo idzie im obrona kolejnych planet. I teraz już od nas zależeć będzie, czy ludzkość przetrwa nawałnicę bądź zostanie zniszczona, starta na proch i rozsypana na wszystkie strony wszechświata.
Orzechy Słonecznego Imperium*
Już pewno niejeden tęgi umysł zdążył domyśleć się, że SoaSE będzie kosmiczną strategią czasu rzeczywistego zbudowaną na bazie stareńkich, a jakże wyśmienitych, pomysłów zawartych w Homeworldzie. Ale to nie wszystko, co trzeba wam wiedzieć o tym tytule. Otóż wiele koncepcji twórcy zapożyczyli z kosmicznych strategii turowych, czyli dobrze znanych nam 4X (eXplore, eXpand, eXploit and eXterminate), które notabene z zamiłowaniem tworzą panowie ze stajni Stardock. Toteż oprócz samej walki kosmicznych flot otrzymamy rozbudowane zarządzanie planetami, wydobyciem surowców, rozwojem technologicznym i et ceterą. Jako, że we władanie będziemy mogli wziąć wszystkie trzy strony konfliktu, każda różnić się będzie stylem walki - Wygnańcy zastosują swe umiejętności psioniczne, Vasari zaś nano-technologie oraz urządzenia pozwalające manipulować czasoprzestrzenią. A ludzie? Ano, uzbrojenie klasyczne - karabiny, rakiety, lasery i takie tam. Antycypuję także, iż poszczególnie cywilizacje obierać będą odmienne sposoby rozwoju własnego imperium - kolonizacji planet tudzież eksploatacji surowców.
Śmiechy Słonecznego Imperium*
Mimo bardzo rozbudowanej otoczki strategicznej nie zapominajmy o równie ważnych i, jak to we wszystkich tego typu grach, epickich bitwach, w których brać udział będą ogromne pancerniki, niszczyciele tudzież inne gwiazdy śmierci, a także maleńkie i zdawałoby się niewiele znaczące myśliwce. Miejmy tylko nadzieję, że twórcy zaimplementują aktywną pauzę. Bo w innym przypadku trudno będzie ogarnąć całą flotyllę podczas wojennej zawieruchy. W każdym razie na tę chwilę obiecują zapewnić nam pomoc w postaci dowódców flot - wystarczy takiego człowieczka przypisać do grupy okrętów, a ten będzie kierować walką za nas. Z jakim skutkiem, to w dużej mierze zależeć będzie już od umiejętności danego admirała.
Mimo, iż wojna totalna, jako sposób rozwiązywania konfliktów jest przyjemna i miła dla oka (a najważniejsze skuteczna) to istnieć będzie także inna droga załagodzenia problemów natury ideologicznej - dyplomacja mianowicie. Groźby, zastraszanie, szantaże i takie tam politykowanie. A jak wiemy polityka jest dla polityków, a wojna dla prawdziwych mężczyzn, howgh!
Łachy Słonecznego Imperium*
Grafika Sins of a Solar Empire na screenach prezentuje się wyśmienicie. Za parę miesięcy przekonamy się czy w akcji autorski silnik Iron Enginie jest tak dobry jak się na to zapowiada. Nie będę was zanudzał technicznymi specyfikami - shaderami czy innymi bumpmappingami, bo mnie samemu to niewiele mówi. Na chwilę obecną autorzy szykują SoaSE pod standardowe dziś DirectX 9.0c, a nie żadne burżujskie DX10 i inne Viśty. I bardzo dobrze, może przynajmniej sobie w Grzechy Słonecznego Imperium zagram przed rokiem 2015 (szacowana data upgrade’u mojego komputera do stanu, w którym będę mógł na nim uruchomić Windows Vistę). A o multiplayeru dla dziesięciu osób i edytorze scenariuszy nawet nie wspominam, więc zapomnijcie, że to napisałem.
No pięknie, pozostaje czekać do lutego 2008 roku, kiedy to planowana jest premiera Sins of a Solar Empire. Prowadzone są w tej chwili otwarte betatesty (po informacje odsyłam na oficjalną stronę SoaSE), więc jeżeli wszystko pójdzie lepiej niż w założeniach gra być może pojawić się na rynku nawet w grudniu tego roku, ale to już tylko pobożne życzenia autora tekstu, więc je sobie po ludzku zignorujcie. Ja już czekam na Grzechy Słonecznego Imperium, bo każdy grzech to fajna sprawa.
(* - Morsy migrują na północ - powtarzam - morsy migrują na północ.)


Napisz odpowiedź