Biegnąca żyrafa na tle wybuchającej bomby atomowej
18 wrzesień 2006
Tedi Preclovitz-Salaterka (1947-2005) był nietypowym malarzem z przełomu XX i XXI wieku. W ciągu całego swego życia namalował jedynie cztery bardzo podobne obrazy niosące ze sobą zgoła odmienną treść. Był artystą, któremu nie obce były rozwiązania nowatorskie i oryginalne.

Jego dzieła łączyły w sobie cechy impresjonizmu i postmodernizmu, artysta jednak dość często ocierał się o antyk a miejscami nawet o neogotyk i surrealizm. Obrazy cechuje powierzchowna infantylność, pod którą skryte jest głębsze przesłanie. Dorobek artystyczny tego malarza to: “Biegnąca żyrafa na tle fabryki płytek ceramicznych”, “Biegnąca żyrafa na tle zachodzącego słońca”, “Biegnąca żyrafa na tle huraganu” i “Biegnąca żyrafa na tle wybuchającej bomby atomowej”. Dziś chciałbym przybliżyć ten ostatni.
Tedi Preclovitz-Salaterka do stworzenia tego dzieła wykorzystał najzwyklejsze farby plakatowe dzięki czemu obraz zdaje się być namalowany przez pijaną, upośledzoną małpę bez jednej ręki. Zabieg ten potęguje poczucie ogólnej nieatrakcyjności owego malunku, a zarazem pogłębia jego znaczenie symboliczne. Nic na tym obrazie nie zostało umieszczone bez powodu, wszystko ma swój sens i przesłanie.
Na pierwszym planie “Biegnącej żyrafy…” jest, o dziwo, biegnąca żyrafa. Zmierza ona na wschód, by skryć się przed zabójczymi skutkami bomby atomowej. Eksplozja widniejąca na drugim planie jest tylko pretekstem do ucieczki żyrafy, ona ucieka, bo musi. Nie dlatego że się zmutuje, nie dlatego że umrze, ona po prostu musi uciec. “Dokąd ona biegnie?” - to właśnie jest pytanie jakie zadaje oglądającym Preclovitz-Salaterka. Szuka on odpowiedzi w piłce, która znajduje się tuż przy jednej z przednich nóg żyrafy. Piłka jednak nie udziela mu żadnych informacji. Więc dokąd biegnie żyrafa? Gdzie jest cel jej podróży? Skoro nie ucieka ona przed bombą atomową, to przed czym? Przed szarym kolcem wbijającym się w jej szyję? Przed osuwającą się ziemią pod jej kopytkami?
Ponad żyrafą dostrzec można napis o treści “1 gr”. Jest to zapewne wartość życia człowieka w dzisiejszych czasach. Malarz ubolewa nad kruchością istnienia i brakiem szacunku dla wszelkiego żywota.
Preclovitz-Salaterka specjalnie użył w swoim obrazie bardzo skromnej palety barw. Cały świat skąpany jest w pomarańczowo-brązowym świetle rzucanym przez wybuchającą bombę atomową. Jednolita kolorystyka stwarza poczucie beznadziejności sytuacji i nonsensu ucieczki przed zagładą, która i tak dopadnie biegnącą żyrafę niezależnie od tego gdzie ta się skryje. Kolor ten zarazem mówi o świecie będącym w cieniu atomowego grzyba i o tym, że wszystko, co nas otacza jest skazane na jego łaskę lub niełaskę. Wojna, która przyjść może w każdej chwili, zagłada zesłana przez własny twór, niebezpieczeństwo ze strony szaleńców opętanych własną wizją świata… Preclovitz-Salaterka pokazuje nam o niebezpiecznych stronach życia i o bezowocnej od nich ucieczce. Mówi nam, że nie można w nieskończoność biec, trzeba stawić opór ścigającym i żyć według własnych upodobań.
Surrealistyczna wizja zagłady ludzkości stworzona przez autora obrazu pokazuje także wewnętrzne oblicze samego Preclovitza-Salaterki. W jego umyśle kłębią się smutne wizje końca, malarz ma nadzieję, że nigdy do nich nie dojdzie, więc przelewa myśli na płótno by pokazać światu prawdę o samym sobie. Pragnie by ludzie dostrzegli swoje wady i ułomności, by z nimi walczyli i zwyciężali. “Biegnąca żyrafa na tle wybuchającej bomby atomowej” to wspaniały obraz, jakich mało na naszym świecie. Niewiele jest innych dzieł niosących ze sobą tyle emocji: cierpienia, żalu, smutku i gniewu…
[Od autora: Sarkazm. Obraz namalowałem sam w przypływie debilizmu wymieszanego z czterdziesto stopniową gorączką. Chciałem tylko pokazać, że nawet w malunku przypominającym muchę zgniecioną na kartce papieru można odnaleźć "głębszy sens" i "przesłanie". Problem leży jednak w tym, iż takie praktyki często stosują najróżniejsi krytycy sztuki, literatury, filmu... Jeżeli artysta popełniający dzieło ma Nazwisko, to takowy krytyk będzie rozpływał się w zachwytach nawet nad czerwoną kropką na różowym tle (bądź innym, mam nadzieję, żartem malarskim), chcąc w ten sposób pokazać jaki to on jest mądry, jaki to z niego "krytyk sztuki"... Najgorsze, że młodzi, pełni pomysłów, którzy naprawdę mają Coś do powiedzenia są wręcz spuszczani w toalecie wraz ze swoimi tworami. Nie żebym miał jakieś niemiłe doświadczenia, myśli takie przyszły mi do głowy po obejrzeniu (jakiś czas temu) zapowiedzi Warszawskiego (Wrocławskiego?) Festiwalu Filmowego. Moim zdaniem powinni przemianować nazwę na: Wrocławski (Warszawski?) Festiwal Filmowy - Czyli Filmy, Których Nigdy Nie Obejrzysz.]

Napisz odpowiedź