Tribes: Zemsta
12-13 sierpień 2006 /R

W naszym kraju gry, w których na pierwszym miejscu stawia się tryb wieloosobowy stopniowo zyskują popularność. Od kilku lat rośnie liczba domów wyposażonych jest w dość szybkie łącza internetowe, a wraz z nimi sprzedaż produkcji wyłącznie on-line’owych. Faktem jest, że na zachodzie internet królował wiele lat wcześniej niż w pozostałych (czt. wschodnich) częściach Europy, dlatego też wiele gier multiplayerowych wydanych przed rokiem 2000 przeszło u nas bez większego echa. Taki los spotkał dwie pierwsze części serii Tribes, ale już trzecia - o podtytule Zemsta - trafiła do nas w nieco lepszym momencie.
A to dlatego, że w 2004 roku z dostępem do internetu nie było już żadnych problemów. Nawet jeżeli ktoś w swoim domu nie miał łącza ze światem, wystarczyło że podreptał do najbliższej kawiarenki internetowej i tam zabawiać mógł się dowoli. I jesienią tegoż właśnie roku gracze dostali trzecią i zarazem najbardziej przełomową część serii. Dlaczego przełomową? Ano, bo właśnie w Tribes: Zemsta po raz pierwszy pojawił się pełnoprawny tryb dla gracza pojedynczego dysponujący fabułą z prawdziwego zdarzenia.
Tribes: Zemsta to przede wszystkim sieciowy FPS, a kampania single player jest tylko dodatkiem, rozbudowanym samouczkiem przygotowującym do walki z żywymi graczami. A trzeba przyznać, że jak na dodatek, fabuła owej kampanii jest zadziwiająco dobra, do tego rozciągnięta na ponad dwadzieścia lat i pięciu różnych bohaterów. Na początku można poczuć się nieco skołowanym gdy akcja nagle przeskakuje dwie dekady do przodu by znowu chwilę ponownie powrócić do przeszłości. Jednak wraz z kolejnymi pokonanymi misjami historia tu opowiedziana zaczyna się składać w jedną spójną całość. Znajdziemy tu wątek miłosny i zdrady, ale prym wiedzie tytułowa zemsta (prawdę mówiąc, co chwila ktoś się tutaj na kimś mści) a wszystko to w otoczce nieustającej wojny pomiędzy Plemionami a Imperium. Z góry radzę nie przywiązywać się zbytnio do poszczególnych bohaterów, gdyż ich udział w tej historii może się skończyć szybciej niż by się mogło to wydawać.
By odkryć co tak naprawdę się wydarzyło trzeba pokonać osiemnaście misji i zabić kilka setek przeciwników. Rozgrywka w Tribes jest dużo szybsza niż w pozostałych FPS’ach, a wszystko za sprawą plecaka odrzutowego i ślizgu (szybkiego zjeżdżania po stromych powierzchniach). Aby przeżyć, trzeba mieć niezły refleks, celne oko i umiejętnie wykorzystywać zdolności bohaterów. W innym wypadku śmierć będzie twoim nierozłącznym przyjacielem. Sam na początku miałem niemałe problemy z nadążeniem za akcją, ale już po paru chwilach obcowania z grą człowiek przyzwyczaja się do szybkiego tempa rozgrywki. Po Tribes: Zemsta trudno jest wrócić do innych, wolniejszych (hm… w sumie wszystkich innych) FPS’ów.
Twórcy oddali nam sporą ilość broni pomocnych w eksterminacji przeciwników. Przez większość gry używa się jednak zazwyczaj trzech pukawek podstawowych - karabinu, Spinfuzora (wystrzeliwującego wybuchające dyski) oraz strzelby zwanej tutaj Miotaczem. Poza tym jest jeszcze specyficznie działający miotacz ognia (wystrzeliwuje pociski, które wybuchają ogniem po dotknięciu podłoża), moździerz, granatnik, karabin snajperski (występujący w postaci railguna) i wyrzutnia rakiet. Dodatkowo, każda postać dysponuje granatami. Oręż wymieniać można w specjalnych punktach zaopatrzenia bądź zabierając ją zwłokom zabitego właśnie wroga. Maksymalny udźwig bohatera to trzy bronie palne oraz miecz energetyczny.
Ważną rolę spełniają tutaj pancerze, które nosi bohater. Tak samo jak w przypadku broni, zmieniamy je tylko w wyznaczonych miejscach. Są trzy rodzaje opancerzenia - lekkie, średnie oraz ciężkie. Każde z nich ma swoje wady i zalety. Pancerz lekki pozwala na szybsze ruchy dysponując za to mniejszą wytrzymałością, w średnim wyważono obie te proporcje, ciężki jest zaś zupełną odwrotnością tego pierwszego. Na dodatek pancerz ciężki jest zbyt wielki, by postać go nosząca zmieściła się w pojazdach bądź działkach stacjonarnych. A w ciągu całej gry poprowadzimy cztery maszyny - dwie naziemne (łazik i skaczący czołg) oraz dwie latające (myśliwiec i dużo większy pojazd szturmowy).
Prowadzoną przez nas postać można wyposażyć w sprzęt dodatkowy. Każdy pancerz ma bowiem na biodrach miejsce do zainstalowania tam modułu wspomagającego. W grze do wyboru są cztery takie urządzenia, a każde z nich ma dwa tryby działania - efekt bierny (funkcjonuje już po założeniu) oraz aktywacyjny (działa przez krótką chwilę po wciśnięciu odpowiedniego klawisza). Mamy więc Moduł Energetyczny przyspieszający regenerację energii potrzebnej do plecaka odrzutowego (po wciśnięciu klawisza przyspiesza lot); Moduł Tarczy zmniejszający obrażenia zadawane przez przeciwników (aktywacja zmniejsza je jeszcze bardziej); Naprawy przywracający punkty życia (uruchomiony reperuje wszystkie znajdujące się w pobliżu przyjazne obiekty) oraz Przyspieszenia zwiększający prędkość naszej postaci (działający ukróca czas pomiędzy kolejnymi strzałami z używanej aktualnie broni).
W Tribes: Zemsta główny nacisk położono na tryb wieloosobowy. Już po uruchomieniu gry pojawia się napis mówiący o tym, jakoby wrażenia z “Zemsty” zmieniać się miały w trybie multiplayer. Pewnie jest w tym sporo racji, ale mnie osobiście nie udało się zagrać z kimś bardziej żywym niż chomik spieczony na patelni, gdyż gra przez internet na modemie jest jedynie pobożnym życzeniem twórców tego sprzętu przyszłości. Pozostaje mi jedynie wspomnieć o pięciu różnych trybach gry (w tym klasyczne Capture the Flag), w których maksymalnie może wziąć udział 32 graczy z całego świata. Szkoda tylko, że twórcy nie udostępnili (w ramach treningu) możliwości przetestowania danej dyscypliny w walce z botami, co niezmiernie wydłużyłoby żywotność gry osobom kupującym Tribes: Zemsta wyłącznie dla trybu single player.
Mimo iż od premiery minęły już niemal dwa lata, Tribes: Zemsta prezentuje się całkiem nieźle. Oprawa graficzna przywodzi na mi myśl innego sieciowego FPS’a - Unreal Tournament 2004. Bardzo mało jest tutaj miejsc ciemnych i mrocznych. Czy to we wnętrzu czy na świeżym powietrzu, wszędzie otaczają nas kolory, dzięki czemu kolejne podziemia czy wnętrza baz nie przerażają wszechobecną szarością i niezmiennym wystrojem wnętrz. Jest żywo i nieco cukierkowo, co pasuje do ogólnego wydźwięku gry. Bardzo dobrze wyglądają modele postaci oraz pojazdów, miłe dla oka są także wybuchy i miotane nimi ciała wrogów. Całe szczęście, dziś nie trzeba mieć komputerów rodem z NASA by cieszyć się Tribes: Zemsta w pełnej okazałości. Mam tylko jedno zastrzeżenie odnośnie zasięgu widzenia naszych bohaterów. Obszary będące bardzo daleko zostają przykryte mgłą by odciążyć nieco tą całą maszynerię składający się na “bebechy” komputera. Rozwiązanie słuszne, ale niejednokrotnie zdarzało mi się (mimo detali ustawionych prawie na maksimum) iż wróg do mnie strzelał a mimo to ja go nie widziałem, bo właśnie skrywał się w owej mgle…
Niedługo po światowej premierze, do naszej ojczyzny zawitała profesjonalna polska wersja gry. Na całe szczęście zastosowano tutaj lokalizację kinową, więc przetłumaczono jedynie wszelkie napisy występujące w grze, a same dialogi oraz inne dźwięki pozostały oryginalne. Czasami jednak trafiała się sytuacja, że postacie konwersowały ze sobą, a nijak można było doszukać się tekstu tłumaczący ich wypowiedzi. Podobne momenty powtarzały się jedynie kilka razy w ciągu całej gry i dotyczyły krótszych wypowiedzi, a moja znajomość języków zachodnich pozwoliła mi w pełni zrozumieć treść, tak więc nie jest to zbyt poważny błąd.
W zasadzie Tribes: Zemsta mogę z czystym sumieniem polecić każdemu fanowi FPS’ów, nawet temu, który z grą on-line spotykał się tak często jak ja (czyli prawie nigdy). Gra mimo upływu czasu wcale się nie zestarzała, a na dodatek nabyć ją można za bardzo niewiele, bo jedyne 19,90 w serii eXtra Klasyka neXt wydawanej przez CD Projekt.
Oceniono na 8


Napisz odpowiedź