Zeus: Pan Olimpu Złota Edycja
25 lipiec 2006 /R

Na początku był chaos, potem zaczęło coś się dziać… Wieki po powstaniu świata władzę nad nim sprawowało wiele istot, ale tylko jeden z nich zdołał ją utrzymać. Tylko jeden bóg spośród wszystkich - Zeus. Wraz z innymi bóstwami przebywał na Górze Olimp, skąd rządził wszystkimi lądami niepodzielnie. No, ale przecież nie można robić tej samej rzeczy przez całą wieczności. Znudziło mi się siedzenie na Olimpie z tymi golasami i postanowiłem zejść do ludzi i zrobić coś, by nie zapomnieli o moim istnieniu. Ta historia rozpoczyna się jednak wiele lat wcześniej…
Gdy za mojego panowania wydarzyła się rzecz okropna - straszliwy potwór Tyfon zbuntował się i począł pustoszyć całe me królestwo. Zebrałem w sobie moc całą i uderzyłem na bestię pozbawiając ją życia. Śmierć Tyfona nie przyniosła ukojenia zmęczonej ziemi, po skończonej walce kontynenty ogarnęły płomienie pożerające całe krainy. Nic nie mogło ugasić rozprzestrzeniającego się ognia, losy świata znów były w moich rękach. Używając swej siły wyrwałem ogromną górę i przygniotłem nią szalejące płomienie. Znów mogło ogrodzić się życie…
Wpierw wyrosły rośliny, tuż po nich powróciły zwierzęta. Wieki później przywędrowali stworzeni przez Prometeusza ludzie. Zaczęli osiadać na tych ziemiach tworząc wsie, uprawiając rolę… Z czasem małe osady przekształciły się w miasta, rozwinął się handel, rozpoczęły się wojny i podboje. Powstały państwa-miasta - Ateny, Sparta, Teby, Mykeny… Wtedy właśnie wybrałem śmiertelnika, którego zadaniem było zbudowanie wspaniałych miast ku mojej czci.
Ów śmiertelnika mianowałem Władcą, a miał za zadanie stworzyć w wybranych przeze mnie miejscach metropolie z zadowolonymi i bogatymi mieszkańcami. Za każdym razem dawałem mu pewną ilość drachm do wykorzystania na rzecz przyszłego miasta. Władca musiał zadbać o miejsca pod budowę domów dla przybywającej ludności oraz odpowiednie połączenie drogowe by podróże nie były niewygodne i uciążliwe. Oczywiście to nie wszystko, by osiedla się rozwijały mój namiestnik musiał spełnić wszystkie potrzeby mieszkańców. Pierwsze z nich były jak najbardziej błahe, ot choćby pragnęli wody pitnej i jedzenia sprzedawanego na agorach. Aby zdobyć to drugie, trzeba było wybudować farmy pszenicy, hodowle bydła, plantacje owoców i przystanie rybackie bowiem tylko one dostarczały produktów nadających się do spożycia. Do prawidłowego funkcjonowania tychże zakładów potrzebni byli pracownicy, a oni zaś pojawiają się tylko wtedy gdy mamy mieszkania i… jedzenie. Niekiedy dochodziło do takich sytuacji, że brakowało jedzenia, a aby uruchomić kolejne plantacje potrzebni byli nowi pracownicy, tak więc liczba głodujących powiększała się jeszcze bardziej. Władca miasta musiał się tym wszystkim zająć.
Gdy upływały kolejne miesiące, mieszkańcy wkraczali na kolejne poziomy społeczne. Wraz z tym potrzebowali odpowiednich rozrywek kulturalnych oraz edukacji. Tym sposobem trzeba było zaopatrzyć miasto w teatry, szkoły aktorów, szkoły oraz miejsca, w których filozofowie wygłaszali swoje mądrości. Budowle takie często ulegały uszkodzeniom, więc zapewnić trzeba było odpowiednią ochronę płacąc inżynierom by naprawiali owe konstrukcje. Po czasie woda i jedzenie nie wystarczały obywatelom miasta i pragnęli jakichś towarów luksusowych. W specjalnych sklepach rozprowadzane więc było owcze runo, oliwa z oliwek oraz uzbrojenie i konie. W dzielnicach elity dodatkowo dostępne było wino. Aby te wszystkie rarytasy trafiły do ludności, osada musiała je najpierw wyprodukować, bądź sprowadzić z innych miast. Własna produkcja jest tańsza, ale jak to mówią “Gdy zaprowadzisz byka do zagrody z krowami, następnego dnia nie znajdziesz cielaków. Ale za to ujrzysz ucieszone ryje.” Zakłady wytwórcze potrzebowały surowca - kiści winogron czy dzbanów oliwek, a ich zbiory odbywały się tylko raz w roku w określonym miesiącu. Niektóre boskie interwencje potrafiły je nieco przyśpieszyć, ale nie było to częstym wydarzeniem.
Im miasto większe, tym więcej problemów przysparzało Władcy. A to higiena spadała i trzeba było dobudować kolejne szpitale, a to ludzie domagali się sportowców i stadionu, to znów po ulicach szwendało się wielu bezrobotnych… W zasadzie nie było chwili wytchnienia dla mojego namiestnika, miał szczęście, że mu niejednokrotnie pomagałem w trudnych sytuacjach, bo inaczej kto wie co by było dalej z kolejnymi miastami. Z pomocą przychodziły też niekiedy inne bóstwa, szczególnie gdy wybudowano świątynie ku ich czci. Budowla taka jest niemałym przedsięwzięciem, wymaga masę surowców i czasu. Na wykucie odpowiedniej płyty marmuru potrzeba ładnych paru tygodni, a do wykończenia świątyni potrzeba było takich płyt niekiedy i setkę! Rekompensują to umiejętności przywoływanych w ten sposób bóstw. Afrodyta potrafiła przyciągnąć nowych mieszkańców, Hades sprowadzał swojego Cerbera by pilnował miasta a Artemida dostarczała jedzenia gdy spichlerze świeciły pustkami.
Miejsca pod budowę miast nie były przypadkowe. Wybierałem takie, gdzie potrzeba mi była pomoc ludzi w bardzo poważnych sprawach. W jednej z osad poprosiłem o pomoc w odzyskaniu Złotego Runa, w innym o zabicie Meduzy, a jeszcze gdzie indziej o to by wspomóc Heraklesa w wykonaniu dwunastu prac. Inne bóstwa także prosiły o pomoc Władcę, w tych przypadkach musiał on sprowadzić do miasta herosów takich jak Achilles, Tzeusz czy Jazon. To jeszcze bardziej komplikowało sprawy, gdyż niewykonanie powierzonego zadania mogło rozgniewać bóstwo, a bogowie wcale nie hamowali się z okazywaniem swego gniewu. Sprowadzali więc na miasto plagi, potwory i wrogie armie. Do obrony konieczna była armia, która w przeciwieństwie do Rzymu czy Egiptu nie była stała, lecz w razie wojny powoływano żołnierzy spośród obywateli posiadających uzbrojenie.
Miasta rozwijały się wspaniale. Jednak ich wygląd wyjątkowo mówił, o tym, że jesteśmy w epoce zwanej starożytnością. Niekiedy dosłownie. Miejscami urzekały swą baśniową stylizacją by w innym miejscu odrzucić surowością i zacofaniem. Obywatele obserwowanych przeze mnie osad wyglądali jakby zatrzymali się w rozwoju wielki temu. Poruszali się dość dziwnie, ale to nie ich wina, cały proces ewolucji jeszcze przed nimi. Zachwycony byłem poziomem muzykalności tych małych ludzików. Melodie, które stworzyli towarzyszyły mi podczas wędrówek ulicami i może nie nuciłem tego co grali, ale brzmiało to ładnie, a co najważniejsze pasowało do klimatu panującego w miejscu ich zamieszkania.
Gdy już Władca przekonał mnie, że w swojej roli sprawdzać się będzie doskonale postanowiłem powrócić na Olimp i cieszyć się tym co stworzyli ludzie mi podlegli. W przypływie euforii podarowałem memu bratu Posejdonowi kontynent zwany Atlantydą, by się nim opiekował i zadbał o pomyślny rozwój tamtejszej cywilizacji. A różniła się znacznie od tego co istniało na kontynencie europejskim - miast kultury i sztuki bardziej rozpowszechniona była nauka. Zamiast teatrów i stadionów budowali muzea oraz pracownie naukowe. Także bardziej byli przywiązani do oceanu, który, na ironię losu, pochłonął ich lata później. Tak samo jak w Grecji na Atlantydzie rodzili się bohaterowie a o ich niesamowitych przygodach śpiewano pieśni. No ale cóż, Atlantyda zatonęła. Trwała tylko niewielki odcinek całej starożytności, była tak jakby dodatkiem do całej reszty, który szybko przeminął.
Budowa miast za pośrednictwem Władcy przyniosła mi wiele przyjemności i satysfakcji. Myślę, że może kiedyś, gdy tylko będę miał chwilę wolnego czasu (no bo jak można mieć na tej górze wolny czas, skoro tyle tu golasów?) ponownie zejdę z Olimpu i odwiedzę którąś z osad wybudowanych ku mojej czci, a może nawet będę nadzorować budowę kolejnych…
Oceniono na 8


Napisz odpowiedź