header image
 

Empire Earth Złota Edycja

22 lipiec 2006 /R

Ceny nowych, oryginalnych gier komputerowych od lat stoją w miejscu. Aby zakupić jakąś lepszą produkcję z wyższej półki, gracz nadal musi wyłożyć na ladę banknot z wizerunkiem Władysława Jagiełło i rzadko kiedy dostanie resztę przekraczającą dziesięć polskich groszy. Mniej zamożnej (i do tego antypirackiej) części gierkowej braci pozostaje więc zgrzytanie zębami i gra w tytuły drugiej lub trzeciej świeżości. Napomnieć warto, iż niższa cena przecież wcale nie musi oznaczać mniejszej grywalności…

Na polskim rynku mamy sporą ilość najróżniejszych kolekcji gier (ceny produkcji w nich proponowanych wahają się od 19 do 49 złotych), które swą świetność obchodziły ładne parę lat temu. Przoduje tu oczywiście najstarsza z nich - eXtra Klasyka wydawana przez CD Projekt. Po wielu zabiegach obecna eXtra Klasyka neXt oferuje bardzo dobre gry w niezmiennej cenie dziewiętnastu złotych i dziewięćdziesięciu dziewięciu groszy. CDP pochwalić się może tym, iż w jego serii wydane zostały takie świetności jak Warhammer 40.000 czy Kroniki Riddicka. Ostatnimi czasy kolekcję uzupełniła także Złota Edycja pewnej gry, w którą niegdyś do bólu się zagrywałem - Empire Earth.

Po tym jakże przydługawym wstępie przejść trzeba do sedna. W pudełku podpisanym Empire Earth Złota Edycja znajdziemy dwie płyty - pierwsza z nich to podstawowe Empire Earth, druga zaś jest jedynym oficjalnym dodatkiem doń zatytułowanym nie inaczej jak Sztuka Podboju. Zaznaczyć trzeba, iż rozszerzenie owo jest wyjątkowo niesamodzielne i do pełni szczęścia (czyt. grania) trzeba nam skopiować dane także z pierwszego krążka.

Zapewne niektórzy z was pamiętają czym jest Empire Earth, spora część pewnie widziała w akcji oficjalny jej sequel. Lecz mój redaktorski obowiązek nakazuje to wszystko przypomnieć. Wielu recenzentów przedstawiło EE jako miks Civilization i Age of Empires. Jest w tym sporo prawdy, ale ja wolałbym pozostać jedynie przy określeniu “bardzo rozbudowane AoE”. I o ile w grze Ensemble Studios zamknięci byliśmy w ramach danej epoki, o tyle Empire Earth obejmuje całą historię wojen człowieka od prehistorii aż po niedaleką przyszłość. Podaje się nawet, iż przedział czasowy tu zawarty wynosi 500 000 lat, ale według mnie liczba ta podana jest nieco nad wyrost.
Sposobem rozgrywki EE nie odbiega od kanonu strategii czasu rzeczywistego, nadal musimy zgromadzić surowce (tych aż pięć), wyprodukować armię, ulepszyć ją i zmiażdżyć przeciwnika.

W grze mamy cztery kampanie prezentujące kolejne fazy rozwoju wybranych imperiów. Grecka pozwala nam uczestniczyć w wojnie trojańskiej, wojnach peloponeskich oraz podbojach Aleksandra Wielkiego. Brytyjska daje możliwość prowadzenia armii Wilhelma Zdobywcy, księcia Normandii na Anglię oraz w ramach wojny stuletniej walczyć z Francją. Niemiecka zaś przenosi w czasy pierwszej i drugiej wojny światowej. Ostatnia kampania to już fantazja twórców, w której z pomocą wojsk Rosyjskich podbijemy świat. Jednak przygotowane przez twórców kampanie nie są tu najważniejsze. Najlepsze bowiem zaczyna się w potyczce z komputerem, gdzie nie zastosowano już żadnych ograniczeń, dzięki czemu można wyprzedzić technologicznie wrogów nawet o kilka epok i za pomocą samolotów kosić średniowiecznych rycerzy.

Wszystkich epok jest czternaście, a znamy je doskonale z podręczników do historii. W każdej z nich pojawiają się nowe jednostki bądź możliwość ulepszenia starych. Ogółem daje to liczbę około trzystu jednostek lądowych, wodnych i powietrznych. Wpierw przyjdzie nam walczyć z pomocą maczug i kamieni by skończyć na bombach atomowych, cyborgach i wielkich mechach bojowych. Pod naszą komendą znajdziemy sprzęty, które zapisały się krwawymi zgłoskami na kartach historii - średniowieczne machiny oblężnicze, bombowce B-17, Heinekel He-111 i atomowe B-29, U-Booty, czołgi typu Sherman… To zaledwie maleńki wycinek z tego co jest w grze dostępne.

Gdy już zainstalujemy zawarty na drugim krążku dodatek, gra wzbogaci się o trzy nowe kampanie. Najpierw przeniesiemy się w czasy Imperium Rzymskiego i poprowadzimy legendarne legiony do zwycięstw ku chwale Republiki. Kolejnym teatrem działań będzie Pacyfik podczas II Wojny Światowej, gdzie dowodząc siłami Aliantów skopiemy tyłki Japończykom. Na koniec wyruszymy w przyszłość i na czele Związku Azjatyckiego odbędziemy podróż w kosmos. Oprócz tego Sztuka Podboju wnosi nową, piętnastą epokę, masę nowych jednostek i budynków (np. palisady, zasieki, legionistów rzymskich, japońskie samoloty typu Zero), nowych bohaterów, dwie cywilizacje (Korea i Japonia) oraz bonusy dla wszystkich nacji. To ostatnie są bardzo przydatne szczególnie w trybie multiplayer.

Oprawa graficzna Empire Earth w chwili wydania była jedną z najlepszych wśród gier strategicznych. Dziś jednak nie zachwyca tak jak kiedyś, a zbliżenia jednostek pozostawiam tylko tym, którzy przespali ostatnie cztery lata bądź z grami komputerowymi mieli tyle wspólnego, co ubogi hydraulik we Freetown, stolicy Sierra Leone (zadziwiają mnie te moje cudne porównania). Nie da się ukryć, że na mapach jest dość ubogo, a ocean zdaje się być czysty i gładki niczym woda w wannie przed kąpielą. Mimo wszystko da się w to grać bez rewolucji żołądkowych, a niekwestionowaną zaletą jest fakt, iż gra płynnie działa nawet na bardzo starych komputerach. Niby tylko pięć lat minęło od premiery Empire Earth (sama gra ukazała się w 2001 roku, dodatek zaś dwa lata później), a graficznie dzisiejsze gry dzieli od niej przepaść, wystarczy spojrzeć na Rise & Fall w akcji…

Słabiej jest z muzyką. Utwory może i są przyjemne, ale ileż razy można słuchać w kółko tego i samego kawałka? Zdawało mi się, jakby twórcy przygotowali trzy, góra cztery linie melodyczne, które ciągle się powtarzają… Acz mogę się mylić, wszak muzyk mógł przecież zmienić miejscami czwartą nutkę z piątą w ósmym takcie tworząc w ten sposób dwie różne melodie, a moje nie czujące sztuki ucho tego ni wychwyciło! Albo, co gorsza, w music03.mp3 w drugiej minucie i trzydziestej szóstej sekundzie obój robi ti zamiast ta…

Empire Earth jak i dodatek Sztuka Podboju trafiły do Polski w pełni zlokalizowane, tak więc i w Złotej Edycji do czynienia mamy z polskimi wersjami obu tych gier. Polonizacja jest pełna, wszystkie teksty zostały przetłumaczone, a głosy lektorów podmienione na polskojęzyczne. W zasadzie to nie popełniono żadnych większych błędów w procesie lokalizacji gier, ale niekiedy zdarzają się odstępstwa od tego co widzimy na ekranie. Tak więc jest jak byk wypisane “Tak jakby” a lektor spokojnie czyta “Niby”. W zasadzie nie ma to wpływu na wydźwięk całego tekstu więc i błędem zbyt poważnym nie jest. Niefortunnie przetłumaczono także słowo Allied na Sojusznicy, a rozum podpowiada nieco inne słówko - Alianci, wszak tak właśnie nazywano koalicję walczącą przeciwko Osi podczas drugiej wojny światowej.

Empire Earth Złota Edycja to doskonały zakup nie tylko dla klasykofilów, ale także dla wszystkich innych fanów strategii. Świetnie się sprawdzać będzie na długie jesienne wieczory gdy już wszystkie pozostałe gry będą leżały w kącie zaliczone przynajmniej raz. Kosztuje naprawdę niewiele, a niesie ze sobą masę grywalności oraz niezliczoną ilość godzin spędzonych przy komputerze. I założyć się mogę o żonę sąsiada, że wracać do niej będziecie niejednokrotnie (do gry, nie do żony sąsiada).

Oceniono na 7

~ autor tedeward w dniu lipiec 22, 2006.

Napisz odpowiedź