Baldur’s Gacie: Tron Tedona
20 czerwiec 2006
Osoby dramatu (tzw. Fellowship of the Ted):
Imię: Tedi
Poziom: 39
Rasa: Dźwiedź Pluszasty
Klasa: Pieprznik Jadalny
Broń: Głupota
Wróg rasowy: Menda
Umiejętności:
- bimbanie
- upierdliwość
- absurd
- młąmłą
Imię: Żabol
Poziom: 11
Rasa: Płaz
Klasa: Żaba
Broń: Lepki jęzor +1
Wróg rasowy: Bocian
Umiejętności:
- skakanie
- kumkanie
- rechotanie
- pluskanie w bajorku
Imię: East
Poziom: 15
Rasa: Menda
Klasa: Menda
Broń: Dwusieczny KijSamobij
Wróg rasowy: Dźwiedź Pluszasty
Umiejętności:
- smęcenie
- mendowanie
- nudyzm
Imię: PiroMan
Poziom: 8
Rasa: Ogr
Klasa: Pirotechnik
Broń: Koktajle Mołotova
Wróg rasowy: Azbest
Umiejętności:
- palenie własnej matki
- palenie
- wysadzanie
- picie paliwa rakietowego
Imię: Chemosh
Poziom: 12
Rasa: Zią Peleryniarz
Klasa: Alchemik
Broń: Peleryna +3 przeciw żulom
Wróg rasowy: Abstynent
Umiejętności:
- pędzenie bimbru
- pędzenie wina
- pędzenie nalewek
- pędzenie stada bizonów po amerykańskiej prerii
Imię: Aria
Poziom: 4
Rasa: Kobieta
Klasa: Kapłanka
Broń: Glany
Wróg rasowy: Skin
Umiejętności:
- rapowanie
- rymowanie
- zapodawanie fristajlem
- rymy częstochowskie
Imię: lord Pentagramus
Poziom: 3
Rasa: Kto wie?
Klasa: Czarnoksiężnik
Broń: Wirujący Pentagram
Wróg rasowy: Klecha
Umiejętności:
- skakanie z wyspy na wyspę
- rozróba
- walenie głową hostessy o kupioną właśnie umywalkę
“Stoi Tedon na krzesełku,
Stoi sobie w strasznym zgiełku,
Myśli Tedon co za zgiełk,
i tu stołek jeb”Ewangelia wg Św. Miśka (2,7-10)
Wielka Księga Tedonizmu
Świat zalała fala terroru, przemocy i zła. Istniało tylko jedno wytłumaczenie - ktoś zasiadł na tajemniczym Tronie Tedona. Ktoś nieodpowiedzialny, kto chciał zachować cały świat tylko dla siebie. Przez wiele ostatnich lat kontynenty toczyła nieustająca wojna. Jedna wielka armia sformowana w celu odbicia tronu podzieliła się na dwa zwalczające się obozy. Jedni pragnęli, tuż po jego oswobodzeniu, unicestwienia artefaktu, drudzy chcieli przejąć i go wykorzystać. Pośród kłótni i sporów zapomnieli, iż Ten Co Siedzi Na Tronie nie da się tak łatwo z niego strącić. Oto jednak pojawiła się nadzieja dla wszystkich żywych - odnalazł się jedyny Avatar Tedona…
W redakcji jak zwykle panował zgiełk. Ludzie biegali w tę i z powrotem. Jedni urządzali wyścigi wokoło komputerów, inni śmigali redakcyjnymi korytarzami na hulajnogach. Ktoś jeździł windą w górę i w dół, kolejny kserował swoje pośladki i rzucał bananami w przebiegających kolegów, ostatni zaś wskoczył na biurko i z gumowym kurczakiem w zębach tańczył salsę. To był trudny miesiąc, cały zespół redakcyjny musiał wziąć się ostro do roboty, wszak przygotowywali jubileuszowy numer GTAcENTER. Wszyscy pracowali tak już trzeci tydzień z kolei, a mimo to wcale nie było widać końca.
Redaktor tańczący salsę okazał się być nikim innym jak Żabolem. Zeskoczył z biurka, po czym podszedł do jednego z okien. Żabolowi nieco zakręciło się w głowie (w końcu redakcja mieściła się na 45 piętrze sandomierskiego drapacza chmur) lecz szybko się opamiętał i popukał palcem w rękę, która trzymała się za parapet.
- Tedi! Wyłaź! - ręka poczęła podciągać resztę ciała, po chwili zza okna wyłonił się On - był ubrany w czarny garnitur, czarny krawat i czarną koszulę.
- Hę?
- Mamy problem… PiroMan zepsuł ksero.
- Eee… To tylko po to przerywasz mi wypoczynek?
- No bo ja chciałem sobie teraz pośladki skserować!
- A, to w porządku. Zadzwonię po fachowca.
- Jak to dobrze, że przenieśliśmy się do twojego wieżowca!
- Nie mojego, lecz korporacji TeddyBear Industries.
- Ale to twoja firma…
- Cóż. Miałem wybór, albo kariera i pieniądze, albo wy.
- Wróciłeś przecież.
- Myślę, że 50 miliardów na koncie plus majątek oszacowany na 100 miliardów mnie w pełni zadowala. Mogę teraz zbudować świątynię dla tedonistów.
- Fajnie, fajnie. Ale ja tekstów potrzebuje…
- Przecież ci piszę właśnie jeden.
- No tak, ale on jest słaby i durny.
- A to takich już ci nie potrzeba?
Wnet do pomieszczenia z wieloma komputerami wpadł płonący człowiek. Przeleciał pomiędzy labiryntem biurek, wskoczył do toalety i szybkim susem zanurzył się w pisuarze. Tedi mu pomógł spuszczając wodę.
- Łoho! Tedi! Rzadko cię tu widujemy!
- Tak jakoś wypadło Pirku, mordo ty moja. Spalił ty już matkę?
- Jeszcze się opiera. Ale niedługo ją złamię! Zobaczycie!
- Okie, okie. Żabol, poczekaj no chwilę. Muszę się załatwić.
- A co? Znowu brudny bimber piłeś?
- No podpijałem trochę. Nie używacie tutaj Domestosa?
- Nie. Chyba WuCe Pikera.
- Uf. To dobrze.
Ted wlazł do jednej z kabin. Rozpiął rozporek, po czym zaczął swoje. Nie przewidział tylko jednego - Żabol się mylił. Personel ds. konserwacji urządzeń sanitarnych jednak używał Domestosa! Skład chemiczny brudnego bimbru przereagował z Domestosem tworząc silny środek wybuchowy. Ted stał z rozpiętym rozporkiem gdy przed nim otworzyła się między wymiarowa brama hiperprzestrzenna do innego świata. Tego dnia Tedi już nie wyszedł z toalety.
Tedi znalazł się w ciemnej jaskini bez wyjścia. Ściany zdobiły przedziwne posągi przedstawiające tajemnicze postacie. Tuż obok w kółko latał dziwaczny zwierz.
- Świecuszka! Chce zabawić się twoją świecuszką! Ue! Ue! UE!! ŚWIECUSZKA! - Ted po chwili namysłu szybkim ruchem ręki wyciągną Beretę z marynarki i rozwalił skrzata celnym strzałem między nogi.
- Witaj Tedewardzie! - za jego plecami pojawiła się istota na kształt anioła.
- Ło kruca fuks! Już wiem dlaczego Kłos żre tyle Etopiryny.
- Czekaliśmy na ciebie Tedewardzie!
- Nie jestem żaden Tedeward, zaraz mi powiesz że to moje prawdziwe imię i wpleciesz mnie w jakąś tajemną służbę przepowiedzianą w przepowiedni przepowiedzianej przez przepowiednię proroka Zzumaltyra. Że jestem wielkim bohaterem, tylko że zagubiłem się pomiędzy wymiarami i poza tym jestem bogiem, ale się z tym kryję. I zaraz mi każesz świat ratować, który pierwszy raz na oczy widzę i ogólnie mam go w dupie.
- W twoim umyśle jest was wielu!
- To akurat wiem, ale dziś jestem nie w sosie, a Tedeward pojechał na wakacje.
- W takim razie z kim gadam?
- Z pięciodrzwiową wersją malucha.
- Ugh?
- Ja tutaj wpadłem tylko na piwo, zaraz spadam.
- Tedas?
- Nie. Dziś jest tylko Tedi.
- Eh… Musi nam to wystarczyć.
- Tak… Musi wam to wystarczyć. No… Chyba, że chcecie zamiast Tediego Mucha Wacława.
- Nie!
- Bz. Bz. Bzzzzzzzzzzz. Bz. Bz. BZZzzZZzzzZZzz.
- NIE!
- Okie. Kto lepił to badziewie?
- To badziewie jest bramą między wymiarową.
- Hiperprzestrzenną, zapomniałoś dodać.
- No tak. Ona pozwoli sprowadzić sześciu twoich towarzyszy broni, którzy pomogą ci uratować nasz świat.
- Niech zgadnę. Piszą o tym w przepowiedzianej przepowiedni przepowiedzianej przez przepowiednię proroka?
- Tak! Nazywał się Zzumaltyr. Był dobrym sługą.
- Tylko mi nie mów, że czeka na nas wieeeeelki stwór, który pilnuje wspaniałej, cennej i runicznej rzeczy i muszę go zabić.
- Ok. Więc nie powiem. Będzie to niespodzianką.
- Mogę się jakoś wycofać?
- Nie. Wyjście z tego świata prowadzi tylko przez bramę tuż pod Tronem Tedona! Ta brama tutaj może tylko sprowadzać, ale odsyłać już nie. Jest jeden wyjątek. Jeżeli istota się do końca nie zmaterializuje, jest możliwość przerwania procesu. Ale skutki mogą być opłakane.
- Tedon, Tedon… Gdzieś to już słyszałem… Mniejsza z tym.
- Więc kogo chcesz przywołać?
- I on tutaj się niby pojawi?
- Niby.
- Ok. Więc chcę abyście sprowadzili… Hm… Wasza brama sięgnie do Żarnówki?
- Gdzie?!
- No do Żarnówki.
- Tedzie drogi! To jest tylko hiperprzestrzenna brama między wymiarowa! Nie wymagaj od niej aż tyle! Jak mamy sięgnąć do… Eee…
- Żarnówki.
- No waśnie.
- Ah tak. No to ściągnijcie mi tu Crade’a.
Tuż przed nimi coś zaczęło się materializować. Po chwili już widzieli co - to był całkiem nagi Crade.
- Pika, pika! Rozpierducha! - jak się okazało, Crade w ręku trzymał najnowsze wydanie Hentai Magazine.
- Ugh! Crade!
- Ted! Gdzieś ty mnie wciągnął gdy akurat przeglądałem moje hentaje?!
- Wybacz! Panie, niech go pan odeśle zanim się całkiem zmaterializuje!
- Dobrze więc.
I Crade zniknął. W jego domu zapanowało zdziwienie. Crade stał się postacią komiksową z dość pokaźnymi piersiami.
- Ściągnij tu Lorda Vadera.
- Obawiam się, że to nie możliwe.
- Why?
- Ekhm. Lord spał, a ktoś mu puścił płytę Tokio Hotel. Przez sen przesłuchał całą.
- Uuuu. Rozumiem. To w takim razie… Żabol!
- Może się w reszcie uda.
Zmaterializowana żaba wcale nie przypominała naczelnego GTAcENTER.
- Dziń dybry! Marian Żabol, do usług!
- Hm. Chyba GPS nawala.
- Albo ktoś ma downa.
Kolejna próba już się powiodła.
- Rerekumkum? Gdzie ja?
- Hehs. To ja Ted. Przeżyłem.
- Ale co ty? Tu? Ja? To?
- Czekaj, niech no ci ja wszystko wytłumaczę… [tłumaczenia]
- Rozumiem… Skoro już tu jestem, to ci pomogę. A co!
- Masz może pomysł, kogo jeszcze wsiąść?
- PiroMana!
- O! Panie, dawaj pan go!
PiroMan zmaterializował się wraz z ręczną wyrzutnią napalmu.
- U&#*&#@!!! A już miałem spalić matkę!!!!
- Żabol wytłumacz mu…
- No więc… [tłumaczenia]
I tak w ciągu kolejnych dwudziestu minut ekipa Teda wzbogaciła się o kolejne osoby: Easta, Chemosha, lorda Pentagramusa i Arię.
- Właściwie, to dlaczego my? Ja tam nie miałem ochoty szlajać się po zakurzonych tunelach! - odezwał się East.
- Chciałem zamiast ciebie wziąć Woźnego Leona. Bo jest bananem i byłby bardziej pożyteczny niż ty. No, ale zapomniałem, że ktoś go przecież zjadł.
- A gdzie Ostatni Lamers? - zapytał Chemosh.
- Jest tutaj - Ted wskazał na pustą przestrzeń obok niego.
- A, to dobrze. Już się martwiłem, że go nie ma.
- A my?
- A was wziąłem, bo… Bo… Bo tak. Potrzeba nam kapłankę i czarnoksiężnika, a nikt mi do głowy nie przychodził poza Tomaszem Lisem i Józkiem Buzkiem.
- To miło, że o nas pamiętałeś! - dodała Aria.
- Okie. Teraz musimy się podzielić rolami. Ja będę dowódcą, ja będę gadał i ja będę nadzorował. Żabol…
- Ja się zajmę walką dystansową. Będę pluł wodą! O!
- PiroMan zabezpieczać będzie nasze tyły za pomocą koktajli Mołotova. East, zanudzać będzie wrogów na śmierć, Chemosh dostarczać będzie magicznych trunków leczniczych, lord Pentegramus zajmie się czarnoksięstwem, a Aria rymowaniem. Całe szczęście, że ma tylko 4 poziom. Inaczej i nas by pozabijała tymi rymami.
- Twoja drużyna jest gotowa. Możesz iść odzyskać Tron Tedona!
- Dobra, dobra panie jAnioł. Gdzie mamy podążać?
- Idźcie na wschód. Tam musi być jakaś cywilizacja.
Siedmiu wspaniałych podążyło korytarzem na wschód. Po paru minutach błądzenia wśród ciemnych tuneli dotarli do ciężkich, kamiennych drzwi. Tutaj rozpoczynała się ich wędrówka do samego Tronu Tedona ukrytego wśród mrozów Gór Zukrytymtronemtedona. Ted włączył przycisk wyłącz, a wrota powoli poczęły się uchylać. Promienie słoneczne padły na ich niemyte twarze. Świat Powódzie stał przed nimi otworem.
Koniec Części Pierwszej
(całkiem możliwe, że ostatniej)

Napisz odpowiedź