World War II: Panzer Claws II

26-27 maj 2006 /R

Są gry dobre, zawierające ciekawą fabułę, oszałamiające oprawą graficzną, będące na swój sposób nowatorskie, są też takie do których niejednokrotnie będziemy jeszcze wracać ciesząc się ich niezmienną grywalnością. Nie będę ukrywał, że World War II: Panzer Claws II w żadnym wypadku do nich zaliczać się nie może.

Z początku nastawiłem się do tytułu dość pozytywnie. Autorem jest dobre polskie studio Reality Pump, gra przenosi nas na fronty II wojny światowej, a co najważniejsze, PCII jest przedstawicielem najbardziej cenionego przeze mnie gatunku. Mój optymizm był jednak dalece przedwczesny. Z każdą chwilą od rozszarpania koperty, w której otrzymałem ów dzieło było coraz gorzej. Już samo pudełko, w którym gra jest sprzedawana nie wróżyło niczego dobrego – grafik musiał być na kacu bądź do stworzenia okładki używał jedynie Painta (w najgorszym przypadku, czego nie wykluczam, oba te stwierdzenia są prawdziwe).

Moje wysokie oczekiwania co do gry uzasadnić mogę tylko tym, iż byłem święcie przekonany jakoby do recenzji dostać miałem pierwszą część World War II. Logo jest tak przebiegle skonstruowane by wprowadzić prostego człeka w błąd, instalacja też chwali się tylko tytułem “Panzer Claws”, ale już w samej grze w głównym menu jak byk na łące widnieje “Frontline Atack: War over Europe”. Dopiero z instrukcji i creditsów dowiedzieć się można o prawdziwej nazwie i pochodzeniu gry. Otóż World War II: Panzer Claws II ma również niewiele wspólnego z autorami poprzedniej części – krakowskim Reality Pump. Kontynuację stworzyło bowiem… Sześć osób (a zwą się “Forces of Chaos Development Group”, cóż za trafna nazwa). Oczywiście jeśli beta-testerów (dwóch) liczyć jako skład zespołu.

Teoretycznie PCII skupia się na walkach zmechanizowanych jednostek pancernych drugiej wojny światowej. Misje, które stawiają przed nami twórcy odbywają się w Europie pomiędzy 1941 a 44 rokiem. Przyszło mi więc sprawdzić się w realizacji planu Barbarossa, otwarłem drugi front na zachodzie a także poprowadziłem armię niemiecką do ostatniej ofensywy w Ardenach. Z góry zapomnijcie o jakiejkolwiek zgodności z tym co znaleźć możemy w podręcznikach do historii. Wszystkie ‘bitwy’ zostały stworzone tylko i wyłącznie przez sześć genialnych umysłów.

Grę podzielono na cztery kampanie. Podstawą we wszystkich drugowojennych strategiach są oczywiście Niemcy, Sowieci i Alianci. Czwarta przedstawia zaś działania bohaterskiego, francuskiego ruchu oporu. Scenariusz do gry musiał pisać programista, wszak nikt inny nie zdołałby wymyślić sytuacji w której Ruch Oporu z wrodzoną subtelnością przemienia w gruzy niemiecki garnizon wraz z pobliskim miasteczkiem.

Już nie będę wypominał obrony Moskwy za pomocą sześciu pojazdów opancerzonych typu BA-20 czy ataku na Związek Radziecki trzema ciężarówkami. Misji takich jest czterdzieści i banana dam temu, kto przejdzie je wszystkie nie popełniając harakiri przed komputerem. Niech kto mi powie, czy to ja jestem taki durny, czy ta gra jest niewykonalna? Oczywiście nie zawsze sytuacja jest tak dramatyczna. Niekiedy dostaniemy coś ze sprzętu cięższego, ale cóż z tego, skoro wróg i tak dysponować będzie pięciokrotnie większą liczba jednostek pancernych i na dodatek osłoniętych setką dział przeciwczołgowych?

World War II: Panzer Claws II to chyba jedyna strategia, w którą nie miałem ochoty grać nawet gdy nic innego na dysku nie było. Już sam widok piechoty czołgającej się szybciej niż rozpędzony Jeep zniechęcał do dalszej współpracy. Lipny jest także system zadawanych obrażeń, mamy tutaj bowiem do czynienia ze staroświeckim ‘paskiem życia’. Owszem, taki sam pasek był choćby w Blitzkriegu i Codename: Panzers, ale tam Tygrys potrafił rozwalić amerykańskiego Halftracka jednym strzałem. A tu choćby chciał, to i tak rady nie da, z góry ustalone jest ile ma zadawać obrażeń danemu typowi jednostek (przypomina mi się Trening, w którym Królewski Tygrys musiał oddać pięć strzałów by rozwalić radzieckiego T-26). Najbardziej komiczny jest widok oddziału piechoty bombardowanego przez grupę czołgów. Po Niemcach mógłbym się tego spodziewać, ale Rosjanie nadludźmi? Okazuje się, że każdy oto żołdak ma swój prywatny mini paseczek, a czołgi ich atakujące zadają jedynie “lekkie obrażenia” piechocie. Z takiego rozwiązania w strategiach (szczególne tych drugowojennych) zrezygnowano już w parę lat temu ze względu iż był bardzo nierealistyczny, ale Sześciu Wspaniałych najwyraźniej ma o tym nieco inne zdanie…

Poza standardową kampanią jest możliwość rozegrania potyczki z komputerowym graczem. Miałem nadzieję, że przynajmniej tam odnajdę cokolwiek przypominające grywalność. Tryb ten jednak jest nieprzemyślany, opiera się na głupich zasadach, a powiew nudy zastąpiony został huraganem. Trzeba przejmować kopalnie, które generują pieniądze. Wszystko by było w porządku, gdyby nie to, że fundusze wpływają z szybkością 50$ sekundę. Pod uwagę należy wziąć także cenę średniej jakości sprzętu, która w większości przypadków przekracza sumę trzydziestu tysięcy. A kiedy już wreszcie kupiłem tego Tigera II (co ciekawe, jego cena jest niższa od Tygrysa zwykłego) w połowie drogi do bazy wroga zostałem zaatakowany i zwyciężony przez czterech żołnierzy przeciwnika. Specjalnie dla sado-masochistów w grze zawarty jest również Edytor, w którym stworzyć można własne mapy do Potyczek z komputerem. Raczej nie powinno to nikogo zainteresować.

Jedynym chyba plusem jest oprawa audio-wizualna. Engine graficzny tutaj wykorzystany już w 1999 roku napędzał świetne Earth 2150, nieco później dobre World War III: Black Gold i nienajgorzej ocenianą część pierwszą Panzer Claws. Po tylu latach raczej nie można użyć epitetu “ładna” w stosunku do grafiki. Trzy-cztery lata temu z pewnością zachwycałbym sie modelami pojazdów jak i najróżniejszymi efektami specjalnymi, dziś pozostaje mi rzec tylko jedno: mogło być gorzej. Za tę jedną z niewielu zalet należy podziękować twórcom pierwszej części, bowiem Sześciu Wspaniałych w tej części gry (na szczęście) nie wprowadziło zmian żadnych.

W Polsce WWII:PCII ukazała się oczywiście dopiero po uprzedniej lokalizacji. Zarzucić jej mogę niewiele bo i tekstu do tłumaczenia było naprawdę mało (rozkazy choćby Stalina to zazwyczaj dwa zdania poprzedzone słowami “Witajcie towarzyszu”). Zaś odzywki naszych podwładnych mogą niekiedy irytować, szczególnie gdy żołnierz mówiący płynnym niemieckim w pewnym momencie przemawia po polsku z zastosowaniem tego paskudnego akcentu.

Nie muszę chyba przekonywać, że Panzer Claws II to gra wyjątkowo słaba (po zastanowienu się, stwierdzam, iż lepiej pasowałoby tu słówko “koszmarna”). Przypomina mi raczej jakiś nieudolny pakiet z dodatkowymi misjami niżeli oficjalny sequel. Grywalności w tym można i z latarnią morską szukać, a niewiele się jej znajdzie. Za parę minut z uśmiechem na ustach kliknę na ikonie “Usuń grę” i powrócę do dużo ciekawszej zabawy z Europą Universalis 2. Nawet nie będę was zniechęcał do zakupu tego badziewia, przecież za te trzydzieści złotych można kupić cokolwiek z eXtra Klasyki czy Rewolucji Cenowej Cenegi i bawić się dużo lepiej i dłużej.

Oceniono na 2

~ przez tedeward w dniu maj 26, 2006.

Napisz odpowiedź