header image
 

Baldur’s Gate II

4 styczeń 2006 /R

Oj, pamiętam jak to się za młodu wojowało, wraz z ekipą wojów obalało bestyje przepotężne, skarbów się szukało, a potem piło noc całą w pierwszej lepszej tawernie. Tak, to były czasy… Jednak kres przygód nadejść musiał, drużyna rozbita, miecz rdzą się okrył, a ja większość czasu spędzałem na przepijaniu swego majątku z łezką w oku wspominając jak to czarnego smoka kiedyś ubiliśmy. Pewnej nocy, gdy wlewałem w siebie litry mocnych trunków odnalazł mnie tajemniczy człek. A zwano go Dzieciem Bhaala…

W zamian za dołączenie do jego kompanii, obiecywał sławę, bogactwa i przygody na miarę mitycznych bohaterów. Przestrzegał jednocześnie, iż wyprawa ta jest śmiertelnie niebezpieczna. W sytuacji mej, trudno było na propozycję takową nie przystać. Jakiż to ja wybór miałem? Pójść z nim, bądź stoczyć się na samo dno spowite pijackimi oparami. Jeszcze raz przywdziałem swą sfatygowaną płytową zbroję, starłem kurz z hełmu poświęconego przez kapłanów Helma po czym chwyciłem w dłonie od dawna nie używany miecz oburęczny zdobyty w jakowym grobowcu dawnego króla. Na początek to musiało wystarczyć.

Oprócz mnie, z Dzieciem Bhaala podróżowało pięć innych osób. Wielki wojownik Minsc wraz ze swoim najwierniejszym przyjacielem - chomikiem o imieniu Boo. Jakową broń by mu się nie powierzyło, walczył nią doskonale. A i z kuszy szył niezgorzej. Po nim była zakochana w naszym tajemniczym przywódcy po czubki swych szpiczastych uszu Aerie. Może nie była w orężu najlepsza, lecz magyją władała wyśmienicie. Elfka ta nie była jedyną niewiastą w drużynie, towarzyszyła również nam Nalia ze szlacheckiego rodu D’Arnise – mimo, iż z dobrego domu pochodziła, całkiem zręczna z niej złodziejka. Czwarty to Anomen Delryn, wojownik w służbie Helma. Piąte miejsce w składzie zajmowało wielu, a to Haer’Dalis bard z trupy aktorów, Korgan krasnolud, któremu zależało tylko na pieniądzach czy choćby mag Edwin, którego Dziecię Bhaala znało z poprzednich swych wędrówek. Ostatecznie jednak piątym towarzyszem został szlachetny paladyn-inkwizytor Keldorn z Zakonu Promiennego Serca.

Wielokrotnie słuchałem opowiadań Potomka Bhaala o jego ojcu przybranym i tym prawdziwym, Candlekeep, siostrze Imoen, o tym jak u Wrót Baldura walczył i wiele zła z tego świata usunął. Do tej pory jednak nie jest w stanie zrozumieć jak trafił w nasze strony, wie tyle, że dostał się w niewolę do Irenicusa. Dowiedziałem się również o jego ucieczce z więzienia oprawcy i o porwaniu siostry. A to właśnie było właśnie celem naszej wyprawy - odnaleźć Imoen, pojmaną przez złowrogiego Iona Irenicuisa. Ale żeby to zrobić, wpierw dwadzieścia tysięcy złotych monet zebrać trzeba nam było. Oto, bowiem zgłosił się pewien człowiek do Potomka Bhaala, a zwał się Galean Bayle. Pomoc nam zaproponował w zamian za ową “małą” dotacyję. O ile u podstaw naszej podróży pieniądze te wydawały się sumą wręcz astronomiczną, to w miarę kolejnych przygód oszczędności nasze wielokrotnie przekraczały tę liczbę i po jednej wizycie u płatnerza nieraz wydawaliśmy więcej.

Aleśmy się namęczyli, żeby zebrać tyle, ile zażądał Galean! Odbiliśmy twierdzę Nalii D’Arnise z łapsk wściekłych trolli, niezmiernie trudne to zadanie było, szczególnie, iż bestyje te odporne są na ciosy miecza. Później uratowaliśmy Targowo przed druidami, dzięki czemu ostaliśmy się bohaterami tegoż miasta. Ale to jeszcze nic! Załatwiliśmy nawet cały pogański kult Niewidzącego Oka! Oczywiście to nie wszystkie nasze przygody, trudno bowiem było by tu je spisać, a i miejsca szkoda. A przecież wystarczy, że zajdziecie do którejkolwiek tawerny i, założyć się mogę o mój miecz, znajdzie się ktoś, kto o nas słyszał, bądź nawet widział i opowie o naszych wyczynach.

Wreszcie, gdy obiecana suma dotarła do Bayleya, ten wyjawił nam miejsce, gdzie odnajdziemy człeka, który nam pomoże. Po tym spotkaniu wreszcie natrafiliśmy na trop Imoen. Okazało się, że Irenicus współpracuje z wieloma przebrzydłymi kreaturami i bardzo dobrze przygotował się do wykonania swego niecnego planu. Zanim jednak dopadliśmy naszego wroga najpierw było trzeba zapolować na wampiry - stwory przebrzydłe, zawojować z mrocznymi elfami oraz pokonać wiele innych strasznych potworów. Gnolle, gobliny, koboldy, orki, ogry, giganci… Tak, mój miecz zakosztował krwi wielu ras. Golemy różnorakie, obserwatorzy, łupieżcy umysłu, magowie, lisze, szkielety i ghule, smoki… Gdziekolwiek byśmy się nie pojawili, po naszej wizycie zostawały same trupy i kałuże pełne krwi. Nie było stwora, który oparłby się sile naszego oręża. Nie znaczy to jednak, że zabijaliśmy wszystko, co się tylko ruszało. Kiedy było można, stosowaliśmy bardziej pokojowe rozwiązania…

Wystawiano nas, a przede wszystkim Dziecię Bhaala, na niezliczoną liczbę najróżniejszych prób. Zazwyczaj mieliśmy dwie drogi do celu, ścieżkę dobra, która, jeśli się dało, prowadziła do uniknięcia rozlewu krwi, bądź też ta zła wiodąca ku przemocy. Nie jest mądrze nieprzerwanie przeć jedną z nich, wielu osobom, które spotkaliśmy nie można było ufać, a sprzymierzenie z oszutami czy krętaczami mogło się dla nas skończyć zdradą lub nawet śmiercią. Dzięki ostrożności uniknęliśmy “przyjaźni” z pewną panną, która, jak się później okazało, była wampirzycą. Zawsze musieliśmy uważać na wypowiadane słowa, kiedyś uratowana przez nas osoba przybyła nam z pomocą, gdy nasze życie wisiało na włosku.

Tak… To była przygoda warta opisania w wielu księgach. Przemierzyliśmy setki kilometrów, odwiedziliśmy dziesiątki miejsc, od najgłębszych lochów po przepiękne pola i łąki, które chwilę później zmieniały się w krwawe wrzosowiska pełne poszatkowanych ciał, odciętych członków i bezpańskich mózgów leżących tu i ówdzie. Najważniejsze jednak jest to, że udało się nam wszystkim wyjść z tego cało… Podstawą tu była zgrana i uzupełniająca się drużyna. My walczyliśmy w zwarciu, a niewiasty wspomagały nas leczeniem, atakami z broni dystansowych oraz czarami bojowymi i defensywnymi. Każdy prawdziwy wojownik zachwyciłby się nad tym, co w wpadło w nasze ręce. W ruch szły ostrza krótkie, długie, półtora ręczne, oburęczne, magiczne i zwykłe, sztylety, katany, sejmtary… Machało się także toporami, halabardami, maczugami i wekierami. Na wyposażeniu były zarówno cepy bojowe, łuki, kusze jak i włócznie oraz kije. Niekiedy i z procy się pociski miotało. Nieraz znajdywało się bronie unikalne, a to tarcza z łuski czerwonego smoka, miecz władcy śmierci, zbroja Królowej Elfów, płaszcz cieni, młot boga grzmotów… Dziesięć hardych koni nie uniosłoby tego wszystkiego cośmy zdobyli w czasie naszych wypraw. Aż żal za serce chwytał, gdy znalazło się co lepszego i było się trzeba pozbyć starego oręża.

Wraz ze stępianiem kolejnych mieczy człek uczył się różnych tajemnych sztuczek, ja sam wymyśliłem specjalny cios rozrywający pancerz przeciwnika. Ale to jest nic, w porównaniu do naszych magów i kapłanów. Tamci to dopiero wiedzieli jak zamieszać na polu bitwy. Błyskawice i kule ogniste nie były czymś nadzwyczajnym, ale już taki deszcz meteorytów czy burza płomieni potrafiły przechylić szalę zwycięstwa na naszą stronę. Do dyspozycji mieli również cały wachlarz zaklęć ochronnych, mogliby zabezpieczyć Cię dosłownie przed wszystkim. Wraz z nimi trucizny, choroby, klątwy, opanowanie umysłu czy zamrożenie nie były nam straszne. Anomen oprócz tego, że był świetnym wojem, przeszedł również szkolenie kapłańskie, dzięki czemu potrafił uleczyć wszelakie rany a nawet wskrzeszać poległych towarzyszy. Jego zaklęcia ofensywne głównie polegały na odpędzaniu zła - demonów oraz nieumarłych, istoty złe do szpiku kości w popłochu uciekały przed chwałą Helma. Na swej drodze ku Irenicusowi weszliśmy w posiadanie masy zwojów magicznych, lecz nie wszystkie zmieściły się w księgach naszych magów. Poza tym, czarodziej nie jest przecież w stanie zapamiętać wszystkich zaklęć.

Jak wiadomo, jeden zaprawiony w boju wojownik jest w stanie zastąpić dwudziestu nowicjuszy. Gdy Dziecię Bhaala wyrwało mnie z oberży, trwałem w przekonaniu, iż jestem mistrzem w posługiwaniu się mieczem. Czas jednak zweryfikował mą opinię o sobie. Aby nie zginąć musiałem się jeszcze wiele nauczyć. Może to się zdawać śmieszne, ale niekiedy, gdy ubiłem jakieś okropne stworzenie zdawało mi się jakbym awansował na kolejne stopnie, czy też poziomy w swoim fachu. U zwieńczenia naszej podróży nie miałem już równych sobie i dopiero wtedy mogłem się nazywać Wielkim Pogromcą Zła.

Mimo iż musieliśmy się spieszyć z pomocą dla Imoen nieraz zatrzymywaliśmy się w jakimś pięknym miejscu by chwilę odsapnąć i nabrać sił przed dalszym pościgiem za Irenicusem. Do dziś pamiętam te zachody słońca nad malowniczymi Wzgórzami Umar, chłodny wiatr od morza w Brynlaw, zewsząd otaczającą nas śmierć w katakumbach pod Dzielnicą Cmentarną, dotyk pierwszych promieni słonecznych tuż po wyjściu z Podmroku czy też ciepły letni deszcz w stolicy Elfów. Nie zapomnę miasta Athkatla i ulic pełnych spacerujących ludzi, krzątających się handlarzy, dzieci bawiących się w jakieś gry. Już pewnie nigdy w życiu nie zobaczę tych miejsc, Targowo, Suldanessellar, Wzgórza Wichrowych Włóczni… Będę miał co opowiadać wnukom, oj będę… Chyba nikt do tej pory nie przeżył tylu przygód co my i przez czas długi podobnych wyczynów nie dokona. Przez lata dziewki śpiewać będą o nas piosenki, a młokosy opowiadać o naszych heroicznych wyczynach. Z biegiem lat staniemy się legendą, aż wreszcie znikniemy w mrokach niepamięci by zając miejsce w panteonie bohaterów starożytności…

Mama - Jacuś! Jacuś! Wyłącz wreszcie ten komputer!
Jacuś – Ale już jestem przy końcu opowieści! Jeszcze tylko 55 godzin gry!
Mama – Siedzisz przed tą skrzynką bez przerwy przez 200 godzin! Ty znowu grasz w jakieś satanistyczne gry?
Jacuś - Nie mamo.
Mama - Więc pewnie są okropnie brutalne i w dodatku pełne pornografii!
Jacuś - Nie mamo.
Mama - Ha! Na pewno propagują alkohol, narkotyki i skakanie na spadochronie!
Jacuś - Nie mamo, to Baldur’s Gate II.
Mama - A jednak! Czytałam o tym w “Twojej Gospodyni”! Napisali, że gra jest satanistyczna, brutalna, propaguje narkotyki i seks! Masz szlaban na komputer za kłamstwo!
Jacuś - Może jednak da się to załatwić inaczej…
Mama - No i jeszcze pyskuje! Ojca zawołam!
Jacuś - Hm… Chyba mam za małą Charyzmę i Inteligencję. Ale nie wydaje mi się, wszystkie postacie Neutralne oraz Dobre powinny ulec… Widzę, że nie w tym leży problem… Matko! Jesteś postacią o charakterze Chaotyczny Zły! Nie zasługujesz na to by żyć! Giń więc! Ku chwale Torma!

Jacuś wyciąga runiczny “KijSamobij +3, 5 pk. obrażeń od mrozu, ognia i elektryczności, odporność na zamęt i dominację”.
Jacuś zadaje 15 pk. obrażeń dla Mama.
Mama wyciąga “Trzepaczka do Jajek +2, +6 przeciw nieumarłym”.
Mama zadaje 21 pk. obrażeń dla Jacuś.
Jacuś zadaje trafienie krytyczne. 52 pk. obrażeń dla Mama.
Mama: ogłuszenie.
Do pokoju wchodzi Tata z “Pas +1″
Jacuś: strach.
Tata rzuca czar “Zamienienie ciała w kamień”.
Jacuś: Rzut obronny przeciw czarom.
Jacuś rzuca czar “Słup ognia”.
Mama: śmierć.
Tata: panika.
Jacuś rzuca czar “Polimorfia”
Tata: Zamiana w szczura.

Jacuś - Pokonałem was, potwory!

Oceniono na 9+

~ autor tedeward w dniu styczeń 4, 2006.

Napisz odpowiedź