Warhammer 40k:Dawn of War – Winter Assault
21 grudzień 2005 /D

Jak ten czas szybko leci… Wydaje mi się, jakbym wczoraj pisał demo-test Codename Panzers: Phaze Two, gdzie nabazgrałem te oto słowa: “Strach pomyśleć, ale już pełny rok minął od premiery…”. Było to pół roku temu. Ten tekst, mógłbym rozpocząć prawie tak samo. Strach pomyśleć…
…ale już ponad rok minął od premiery Dawn of War, strategii osadzonej w świecie Warhammera 40,000. Pamiętam te zachwyty, pochlebne recenzje… Człowiek nawet nie zdążył się nawet obejrzeć, a już na jego konto wskoczyła kolejna wiosna. I tak przeminął świt wojny, zamienił się w dzień wojny, by zginąć wraz z zachodem słońca. Ale dajmy sobie spokój z tymi koheletowskimi rozważaniami (banana dam temu, kto wiedzieć będzie kim był Kohelet. Podpowiem, nie jest to rodzaj kotleta.), oto bowiem po nocy nadszedł kolejny świt! Zimowy Świt Wojny! A może Świt Zimnej Wojny? E, nieważne…
To było prawie pewne, że zostanie stworzone uzupełnienie do Dawn of War, z resztą, kto o zdrowych zmysłach nie stworzyłby dodatku do gry? Przecież dziś prace nad rozszerzeniami rozpoczynane są zazwyczaj na pół roku przed premierą podstawki (i często przez zupełnie inną firmę). A i bardzo dobrze, przynajmniej dodatek ów nie będzie zżynką z oryginała z doprawionymi dwoma jednostkami. W przypadku Winter Assault rozszerzenie zaczęto tworzyć po premierze Warhammera 40k: DoW i zajęła się tym ta sama grupa wirtuozów komputerowych – Relic (chyba przypominać nie trzeba, że to twórcy wspaniałej gry, której tytuł rozpoczyna się na literę “H”? Co?… Ja ci dam hula-hop!! O Homeworlda chodzi, baranie!).
Przeglądając płytę DVD z najnowszego CD-Actiona trafiłem na demo tego samodzielnego dodatku. Po krótkiej chwili na moim pulpicie pojawił się skrót o nazwie “Winter Assault Demo”. Instalacja przebiega znacznie lepiej niż w przypadku dema podstawki, tam potrzeba było około 1 GB na dysku C, niezależnie od tego gdzie chciałeś zainstalować grę. A sam proces trwał nieco przydługawo. Winter Assault kopiuje się na twardziela szybko i łatwo, zajmuje mało miejsca (mniej niż 400 mb).
Z góry muszę zaznaczyć, że Zimowa Ofensywa nie ze sobą niesie rewolucyjnych zmian w środowisku gry. DoW nie zmienił się z RTS’a w szachy, a fabuły nie przeniesiono na dziki zachód. Mamy dwie, widoczne na pierwszy rzut oka różnice, pierwszą z nich jest oczywiście dodanie zimowych scenerii wraz z padającym śniegiem i bałwankami lepionymi przez orków. Dużo ważniejsze jest jednak usunięcie Krwawych Kruków, miejsce ich zajęła Gwardia Imperialna. Czyli armii rekrutów walczących w służbie Imperatora, bazują przede wszystkim na walce dystansowej, przewadze liczebnej i ciężkim sprzęcie. Żołnierze gwardii mają niewiele jednostek walczących w zwarciu a zarazem są mało odporni na broń konwencjonalną. Więc nie lepiej nie dopuszczać wroga do gardeł naszych podopiecznych, a szczególnie gdy będą mieć przy sobie ostre narzędzie.
Fabuła kręci się wokoło jakowejś starożytnej broni wykutej bodajże na Marsie. Podobno leży zakopana gdzieś pod śniegiem na ogarniętej wieczną zmarzliną planecie Lorn V (Dorn? Ludwik?). Celem jest oczywiście odnalezienie i uruchomienie jej ku chwale Imperatora. Demo oferuje tylko jedną misję z całej kampanii. Prowadzimy w niej oczywiście żołnierzy gwardii, ale w pewnym momencie na parę minut obejmiemy dowództwo nad grupką Eldarów. Mapa ta krótką nie jest, przejście jej zajęło mi około 45 minut.
Dostępny jest jeszcze tryb Skirmish, tam również udostępniono jedną bardzo małą mapę oraz, co gorsza, grać można tylko Gwardią Imperialną.
Sama rozgrywka nie zmieniła się wcale. Nadal musimy budować bazę, przejmować punkty kontrole oraz, co najlepsze, eliminować swoich wrogów. Niestety mamy skromny dostęp do jednostek, wyprodukować możemy ledwie parę rodzajów wojsk. Jeden typ piechoty – ten podstawowy oraz dwa pojazdy należące do sprzętu ciężkiego – coś na kształt czołgów oraz maszyny kroczące. Podobnie jest z wynalazkami, opracować można tylko kilka z nich, reszta zastrzeżona jest dla pełnej wersji. W sumie jest to plus, bo nie zdradza wszystkiego, co jest w upchnięte pełnej wersji. W końcu nie po to się wydaje ciężko uciułane pieniądze, na coś co w demie można zobaczyć za darmo.
W grafice nie można zaobserwować większych zmian w stosunku do podstawki (nie licząc oczywiście przeniesienia akcji w głąb śnieżnych krain). Gra nadal prezentuje się znakomicie i nadal jest jednym z najładniej wyglądających RTS’ów. Jednostki wyglądają świetnie nawet w największym zbliżeniu, wybuchy są jeszcze bardziej efektowne, a wojna tak samo brutalna. Ale grafika jest tylko polewą czekoladową na wspaniałym torcie zwanym Warhammer 40,000 – Dawn of War – Winter Assault (ee… na torcie napis taki raczej by się nie zmieścił). Ta gra jest dopracowana pod każdym względem. Wspomniana grafika, bardzo dobre dźwięki i kwestie mówione, świetna muzyka no i ogromna grywalność. Ale to jeszcze nie wszystko! Znalazłoby się jeszcze parę naście rzeczy, które można by dopisać do tej listy, ale nie miałoby to najmniejszego sensu. Po co o tym pisać, skoro można zagrać?
Szkoda tylko, że tak krótko. No, ale od czego jest pełna, oryginalna wersja? Bo gra przesadnie droga nie jest, aby się świetnie bawić wystarczy nam bowiem “jedynie” 60 złotych bez paru groszy. A tym, którym ta cena i tak wydaje się zbyt wygórowana, polecam kupno “zwykłego” Dawn of War za 39.90 (i niech ktoś powie, że drogo, to…). Na nowy rok życzę panom i paniom z Relic więcej takich udanych pozycji. A wszystkim graczom aby inni twórcy gier brali z nich przykład i z byle dodatku potrafili uczynić arcydzieło.
Oceniono na 9


Właśnie że można zmieścić taki napis na torcie!