header image
 

Suma wszystkich Czechów (scenariusz)

10 grudzień 2005

“The sum of All Czech”
(scenariusz)

Scena 1:
Praskie lotnisko. Przy głównym wejściu zatrzymuje się czarny samochód z przyciemnianymi szybami. Trzej mężczyźni ubrani w czarne garnitury i przeciwsłoneczne okulary wysiadają z auta. Każdy z nich dzierży czarny neseser.

Spokojnym krokiem wchodzą do budynku lotniska.

Przy bramce zatrzymuje ich ochrona, prześwietlają bagaż. Komputer pokazuje, że w pierwszej walizce są trzy pary stringów, w drugiej pluszowy miś, a w trzeciej dwa banany. Jeden z ubranych na czarno wkłada ochroniarzowi plik banknotów do kieszeni.
Samolot powoli wznosi się do góry.

Scena 2:
Nowy Jork późną nocą. Jakaś melina. W pomieszczeniu jest bardzo ciemno. Widać tylko biurko, za którym siedzi gruby facet palący cygaro, przed nim stoją dwaj mężczyźni.

CHUDZINA:
Mam dla was zadanie. Jutro o godzinie 11 samolotem przylecą bardzo ważni dla mnie ludzie. Macie ich odebrać z lotniska.

NARRATOR:
Ten gruby za biurkiem nazywa się Mark „Chudzina” Loreno. Jest znanym gangsterem. Bardzo nie lubi, gdy wytyka się mu jego wagę. Ci stojący przed nim to Johny „Pitbull” Forcetti oraz Billy „Doberman” Mandel – jego dwa psy gończe.

CHUDZINA:
Będzie ich trzech. Łatwo ich poznacie, będą ubrani na czarno.

DOBERMAN:
Rozumiem, że mamy ich przywieźć tutaj…

CHUDZINA:
A, i uważajcie tam, doszły mnie słuchy, że ten suczysyn Corgan chce ich przejąć. Miejcie się na baczności. Zniknięcie moich zagranicznych przyjaciół, oznacza waszą śmierć.

NARRATOR:
A „Chudzina” zawsze dotrzymywał słowa. Gdy rozpoczynał karierę w swoim fachu pewien znajomy nazwał go „grubym”, „Chudzina” wpadł w furię i odgryzł mu rękę. W sumie miał rację, w końcu przyrzekał, że pójdzie mu na rękę.

PITBULL:
E, zaraz. Czyli mamy jechać na lotnisko, zabrać paru frajerów i przywieźć ich tutaj?

CHUDZINA:
Nie idioto, masz ich przerzucić na Jamajkę.

PITBULL:
Szefie, ale wcześniej nic nie mówiłeś o żadnej Jamajce, ja nie chce tam lecieć. Tam mieszkają sami bobsleiści.

CHUDZINA:
Zabierz stąd tego kretyna…

PITBULL:
Ale co ja takiego powiedziałem?

Scena 3:
Nowy Jork, ranek. Inna melina, tym razem schludna, czysta i jest w niej jasno. Na samym środku stoi biurko, przy ścianach ustawiono regały z książkami. Obok biurka stoi palma, na obrotowym fotelu siedzi siwy, dochodzący sześćdziesiątki mężczyzna. Głaszcze swojego psa – owczarka niemieckiego.

NARRATOR:
To właśnie Frank „Papcio” Corgan. Niech was nie zwiedzie miły wyraz twarzy i wygląd potulnego dziadziusia. W rzeczywistości „Papcio” to kawał drania.

Do pomieszczenia wchodzą dwaj kolejni mężczyźni. Widać, że między nimi jest spora różnica wieku.

PAPCIO:
Co tak długo?!

IRON:
Nowy nie chciał płacić. Wyperswadowaliśmy mu to.

PAPCIO:
Macie towar?

EDDIE:
Czysty jak łza…

PAPCIO:
Teraz możecie go sobie wsadzić w dupę i zaciągnąć. Mam dla was inne…

IRON:
Inne? To po jaką cholerę pobiliśmy dwóch gości i zdemolowaliśmy im bar?

PAPCIO:
Czy George Bush zastanawiał się po jaką cholerę co najechał Irak?

EDDIE:
Ale który Bush? Było ich dwóch…

PAPCIO:
Nie wymądrzaj się gnojku. Ja wiem swoje. W każdym razie, jest akcja. Jutro samolotem o godzinie 12 przyleci trzech Czechów. Będą mieć przy sobie trzy walizki. Jedna z nich mnie interesuje, jest w niej nowy czeski narkotyk o niespotykanej dotąd sile…

IRON:
I mamy ci go przywieźć?

PAPCIO:
No tak, to spieprzajcie stąd. I nie chce was widzieć bez walizki!

NARRATOR:
Eddie McTingley i Benjamin “Iron” Haig, wolni strzelcy, którzy przez przypadek zostali wciągnięci we „współpracę” z Papciem. Uważają go za dupka, i z chęcią wpakowaliby mu kulkę prosto między oczy.

Eddie i Iron wychodzą. Przed budynkiem stoi ich samochód, czerwony Dodge Dart typu Sedan. Iron otwiera drzwi kluczem i zasiada na miejscu kierowcy. Eddie idzie w jego ślady i także wsiada do samochodu.

EDDIE:
Cholera, tylko jak my zmieścimy tu tych Czechów?

Scena 4
Typowa żółta nowojorska taksówka. Niczym nie wyróżniający się kierowca z lekkim, paru dniowym zarostem. Waha się na lewo i prawo przywieszony do lusterka pluszowy banan. Obok schowka przywieszone jest, oprawione w ramkę, zdjęcie tejże taksówki z podpisem „I love you Betty!” i domalowanym małym serduszkiem. Tylnie siedzenie zaokupował inny mężczyzna, jego twarz zdobi bujna broda. Ma długie włosy związane w kitkę. Ubrany jest w skórzaną kurtkę.

NARRATOR:
Kierowcą jest Max O’Neil, zwyczajny taksiarz. Pasażerem jest jego znajomy, Ted „Misiek” Morgan, jest przestępcą, ale Max nic o tym nie wie.

MISIEK:
Jak tam utarg?

MAX:
Słabo, dziś późno wyjechałem na trasę.

MISIEK:
Szkoda, chciałem coś pożyczyć…

MAX:
Eee… To chyba ty mi powinieneś zapłacić za przejazd…

MISIEK:
O wybacz, muszę już lecieć, patrz, tam jakaś kobieta woła taksówkę.
MAX (rozgląda się):
Gdzie?

W tym czasie Misiek wyskakuje z taksówki. Przetacza się parę razy po asfalcie, po chwili podnosi się i otrzepuje kurz z kurtki.

MISIEK:
Czego to się nie robi, by nie płacić…

MAX:
Eh. Ten znowu mi uciekł.

Max zatrzymuje samochód. Kobieta otwiera drzwi, bierze swoją kilkuletnią córkę i wsiada.

KOBIETA:
Na lotnisko, ale szybko, spóźnimy się na samolot.

DZIEWCZYNKA:
Mamo, a misiu!

Kobieta wychodzi, bierze pluszowego misia wielkości dorosłego człowieka i próbuje upchnąć go w samochodzie.

MAX:
Pani go posadzi na przednim siedzeniu.

Kobieta otwiera przednie drzwi i usadza go obok Maxa.

MAX:
Więc jedziemy na lotnisko? Wycieczka?

DZIEWCZYNKA:
Gówno to pana obchodzi.

MAX:
Racja.

KOBIETA:
No jak się odzywasz?!

DZIEWCZYNKA:
To nie ja, to miś!

MAX:
Właśnie, a jak miś ma na imię?

DZIEWCZYNKA:
Apolinary Fidiasz Robespierre de Saint-Exupéry.

MAX (mówi sam do siebie):
A mówią, że ja jestem popieprzony, że ja mam skrzywioną psychikę. No dobra, może trochę, w końcu gadam sam do siebie, ale nie AŻ TAK!

KOBIETA (szukając tematu, by przerwać niewygodną ciszę):
Długo pan już jeździ?

MAX:
Nie, kursuję od niedawna. A tak poza tym, mam inną pracę, a w taksówce sobie po prostu dorabiam.

KOBIETA:
Tak? A gdzie pan pracuje na co dzień?

MAX:
Jestem programistą…

Kobieta zaczyna panicznie wrzeszczeć, szarpać się i machać na wszystkie strony rękami.

KOBIETA (krzyczy):
O mój Boże! Święta matko Tereso! Wszyscy święci i Maryja zawsze dziewica! Córciu, uciekamy!

Otwiera drzwi i razem z córką wyskakują z samochodu. Max bierze do ręki radio.

MAX:
Cholera…

GŁOS Z RADIA:
Co tam Max?

MAX:
Znowu…

GŁOS Z RADIA:
Max, chłopcze, przecież miałeś już o tym nie mówić…

MAX:
Ale sama zapytała. Kurde, to już piąta w tym tygodniu…

GŁOS Z RADIA:
Gdzie jesteś?

MAX:
Ano, wiozłem ich na lotnisko. Kurna, ten bachor zostawił tu swojego misia.

GŁOS Z RADIA:
Nie przejmuj się jakimś małym pluszakiem, ich strata. Może przy lotnisku złapiesz jakąś okazję…

MAX:
Ok Jerry, do usłyszenia.

Scena 5:
Nowojorskie lotnisko. Na parking przed wejściem zajeżdża biały Seat Ibiza 900. Tuż za nim parkuje czarny Chrysler Cabrio La Baron. Doberman i Pitbull siedzą w tym drugim samochodzie. Ten pierwszy należy do Eddiego i Irona.

EDDIE:
Skąd wziąłeś to gówno?

IRON:
Facet mówił, że to samochód. Kłamał…

EDDIE:
Przynajmniej nam ci azjaci tapicerki nie zaciapią…

IRON:
Kurna, mam już tego dosyć. Iron przywieź to, Iron pobij tamto, zabij tego… Kończę z tym…

EDDIE:
Myślisz, że ten pojeb Papcio puści cię ot tak?

IRON:
Najwyżej go zastrzelę. Tyle lat w fachu… Eh… Założę sobie bar, będę popijał piwko… Dosyć…

EDDIE:
Daj spokój…

IRON:
Gdybyś przeszedł tyle co ja…

NARRATOR:
A Iron przeszedł naprawdę wiele. W tym mieście nie ma osoby bardziej „zapracowanej” niż on. W końcu 3 razy go wysadzono…

Scena 6:
Iron wsiada do niebieskiego samochodu, zamyka drzwi, przekręca kluczyk. Słychać „cyknięcie”. Bum.
Iron wsiada do czerwonego samochodu, zamyka drzwi, przekręca kluczyk. Słychać „cyknięcie”. Wybuch.
Iron wsiada do żółtego samochodu, zamyka drzwi, przekręca kluczyk. Słychać „cyknięcie”.

IRON:
Nie… Znowu…?

Eksplozja.

NARRATOR:
…12 razy postrzelono…

12 ujęć pokazujących wystrzał z różnych broni. Przy dwunastej Iron mówi:
„No nie, chłopaki, to znowu wy?” – trzymający broń odpowiada – „Sorry Iron. Taka praca. Ale tym razem, po znajomości, kulka w nogę?” „No dobra…” po czym następuje wystrzał.

NARRATOR:
… i dziesięciokrotnie pobito… Zawsze wychodził z tego cało. No prawie zawsze. Iron to po prostu facet nie do zdarcia. Stąd też jego ksywka – IronMan.

Scena 7:
Typowa kuchnia restauracyjna. Brak tu tylko krzątających się kucharzy i biegających kelnerów. Zamiast tego, w pomieszczeniu znajdują się dwie osoby. Jedna z nich – afroamerykanin w fioletowym garniturze – smaży coś na patelni. Druga – biały mężczyzna – stoi obok i przygląda się wyczynom tego drugiego.

KLUCHA (posypując ziołami potrawę na patelni):
Teraz dodaje jeszcze bazylii… Co tam u ciebie Lind?

NARRATOR:
Ishie „Klucha” Strom, choć pochodzi z gangsterskiej rodziny nigdy nie ciągnęło go do strzelanin, rozbojów i morderstw. Zawsze wolał zostać w domu i upichcić rodzince ciasto, ojciec nie mógł patrzeć jak jego syn „marnuje się w chałupie” i znalazł mu odpowiednią robotę…

NARRATOR:
Lindon Drake – alfons, znajomy Kluchy.

LINDON DRAKE:
Ano niezbyt dobrze, prostytutkę mi zgwałcili… I do tego jeszcze zapłacił! Cham!

KLUCHA:
No, ale nadal nie wiesz po co cię tutaj ściągnąłem. Rozumiesz, ja ten intersik mam.

DRAKE:
Coś tam słyszałem, ale bardzo mało… Wiem, że coś ze zwierzętami, tak?

KLUCHA:
Importują dla mnie różne egzotyczne zwierzęta, pingwiny cesarskie, niedźwiedzie polarne… A ja robię z nich różne obiadki dla całej „ekscentrycznej” elity Nowego Jorku. Wiesz, uszy goryla w sosie własnym, kopyto zebry na słodko… Debile płacą po parę set tysięcy za jeden talerz!

LINDON:
Ale ja dalej nie wiem…

KLUCHA:
Ok., ok. Bo moim klientom znudziło się dotychczasowe jedzenie, mówią, że jest „za mało egzotyczne”. Kruca fuks! Wyobrażasz sobie? Żyrafi kutas jest dla nich „za mało egzotyczny”!

LINDON:
Więc?

KLUCHA:
Potrzebuje czegoś mega egzotycznego! Dostałem informację, jakoby dziś miało wylądować paru ludzi z Czech. Mają przy sobie walizkę, a w środku… Czeskie knedliczki!!!

LINDON:
O ja pierniczę!! Czechy… Czechy… gdzie to może być…?

KLUCHA:
Cholera wie. Załatw ty jakiegoś speca od „brudnej, acz cichej roboty”. Nie mogę sobie przecież zepsuć reputacji i zdobądź dla mnie ten rarytas…

Scena 9:

?
komus najwyrazniej nie chcialo sie dokonczyc

~ autor tedeward w dniu grudzień 10, 2005.

Jedna odpowiedź to “Suma wszystkich Czechów (scenariusz)”

  1. Aaaarrrghhhhhh..!

Napisz odpowiedź