Saga Age of…
22 październik 2005
Grunt to dobrze zacząć. Tyle że w tym przypadku również mam nieunikniony problem recenzenta, pojawia się bowiem pytanie “Jak?”. Normalnie – ktoś by odrzekł…
I tak oto pokonałem, jakże trudne, zagadnienie zwane “wstępem”, teraz szybciutko przejdę do sedna. Po zagraniu w świeżutkie demo Age of Empires III wpadł mi do głowy świetny pomysł. Zaklepałem temat u naczelnego i oto piszę kolejny tekst ze słowem “Saga” w tytule.
Po poprzednim akapicie ktoś mądry by się domyślił (a gdyby był sprytny, przeczytałby nagłówek), że tym razem będzie tu chodzić o nic innego jak cykl Age of Empires (wraz z pochodnym Age of Mithology). Temat ten jest mi bardzo bliski, gry z tej serii goszczą w moim życiu praktycznie od początku wstąpienia do gierkowej braci i z przyjemnością rozpakowałem folder, w którym to przechowuje archeologiczne znaleziska. Drżyjcie imperia, drżyjcie królestwa, śmiertelnicy błagajcie o przebaczenie, oto bowiem do waszych krain powraca śmierć i zniszczenie w jednej osobie!
Age of Empires
Data wydania: 1997
Koniec XX wieku dla graczy był okresem bardzo, ale to bardzo dobrym. Sam pamiętam te czasy, kiedy w jednym roku pojawiało się przynajmniej kilka hitowych gierek, gdy większość z nich była w jakimś sensie przełomowa, posiadała wiele odkrywczych rozwiązań… Pierwsza część AoE narodziła się właśnie w roku 1997, choć nie dostawała ocen rzędu 10/10, to bardzo się spodobała graczom na całym świecie, a Microsoft mógł już zbijać kasę nie tylko na Windowsach…
Age of Empires przenosiło nas w czasy na długo przed narodzeniem Chrystusa. Rozpiętość wiekowa to prawie cała Starożytność, ba nawet nieco (tylko jakieś 10 tysięcy lat) prehistorii się tu i ówdzie wkradło. Jako wódz jednej z dwunastu cywilizacji musimy przeprowadzić swych poddanych przez kolejne wieki.
Co prawda oficjalnych kampanii mamy zaledwie kilka i prezentują one tylko małą część całej gry. Prawdziwa zabawa zaczyna się dopiero w multiplayerze lub, jak kto nie ma stałego dostępu do internetu, w potyczce z komputerem.
Mówiąc zwięźle i prostymi słowami: gra polega na jak najszybszej eliminacji wroga z mapy. Ale za nim to nastąpi musimy wyprodukować armię, którą to wypadałoby ulepszyć opracowując nowe technologie produkcji broni. Nie będę ukrywał, że to wszystko kosztuje i to sporo, trzeba więc zapędzić chłopów do zbierania surowców (drewno, jedzenie, złoto, kamień). Człowiek jednak spać gdzieś musi, aby wyprodukować zbieraczy musimy najpierw posiadać “domki”, w których będą mieszkać… Tak naprawdę AoE jest maksymalnie uproszczone i wszystkie te czynności dzisiejszy gracz zapewne wykonuje już automatycznie.
Oddane nam nacje powinny być znane przeciętnemu graczowi, mamy tu bowiem chociażby Egipcjan, Greków czy Babilończyków. Ogólnie mówiąc są to cywilizacje śródziemnomorskie (z dodatkiem trzech ludów chińsko-orientalnych). Różnice między nimi są znikome, prawdę mówiąc mamy tu tylko inny wygląd budynków, acz zastosowanie pozostaje to samo. Wojsko to już inna bajka, jednostki są takie same dla każdego z imperiów. Czasem tylko się zdarza, że (przykład wzięty z głowy) np. ciężki łucznik niedostępny jest dla Fenicjan lecz za to mogą trenować lekką jazdę, której nie posiada Persja itd… Podobnie jak w przypadku jednostek, żadna rasa nie jest w stanie opracować wszystkich technologii (w tamtych czasach AoE miało bodajże najwięcej “upgradeów” wśród strategii, oczywiście do czasu AoE2).
Na armię naszego państwa-miasta składa się piechota, łucznicy, kawaleria, machiny oblężnicze oraz statki. Razem 42 jednostki, z czego część to ulepszone wersje wojsk podstawowych (taki Clubman na ten przykład posiada aż 5 kolejnych ulepszeń). Jest w czym wybierać.
Grafika stoi na dość wysokim poziomie, trzeba zaznaczyć że jako jedna z niewielu strategii z tamtego okresu jest możliwość ustawienia rozdzielczości ekranu nawet na 1027/768 pikseli. Jedyne co może szwankować to animacja ruchu jednostek, gołym okiem widać iż nie są one tak płynne jak być powinny.
Jako że gra fabularnie skupiona jest wokoło morza Śródziemnego, krajobrazy, które będą świadkami wielu bitew podzielić można na dwa typy: pustynny i europejski. Chyba nie trzeba ich szczegółowo opisywać?
Z oprawą dźwiękową jest różnie, o ile dźwięki i odzywki jednostek można jeszcze przełknąć bez odruchu wymiotnego to muzyka niestety nie jest na żołądki dzisiejszych graczy… Piszę “dzisiejszych” bowiem mi osobiście przypadły do gustu. Melodyjki nagrane w formacie MID są sympatyczne i ciekawe, ale szczerze mówiąc, to już nie ta epoka.
Gry tej oficjalnie z internetu ściągnąć nie można (nie została uznana przez twórców jako abandonware), acz znalazłem kilka stron na których jest link do pełnej wersji AoE, oczywiście pod warunkiem że (cytuję) “usuniemy grę po 24 godzinach od chwili jej pobrania”, zabawne. Ale pojawia się inny problem, wersja ta jest w języku portugalskim…
Age of Empires: Rise of Rome
Data wydania: 1998
Pierwszy i jedyny dodatek do Age of Empires. Od tego rozszerzenia rozpoczęła się tradycja wydawania jednego takiego produktu do każdej części serii “Age of…”.
Do gry zostaje wniesionych parę nowości, przede wszystkim nieco w przód przeniósł się okres historyczny , tym razem w czasy Cesarstwa Rzymskiego. Tak więc pojawiły się też cztery nowe cywilizacje, Rzym oczywiście, Kartagina, Macedonia oraz Palmyranie(hm. Czy tylko mi ta nazwa nic nie mówi?). Każda z nich ma swoją, nową kampanię. Dołożono pięć nowiusieńkich jednostek, z ciekawszych można wymienić opancerzone słonie i jeźdźców na wielbłądach. Mniej widoczne było dodanie kilku nowych technologii oraz… listy produkcyjnej! Dziś nie wyobrażamy sobie strategii bez tego bajerku, no ale cóż, wtedy była to nowość… Ale to jeszcze nic, w tym dodatku sprawiono iż podwójne kliknięcie na danej jednostce spowoduje zaznaczenie wszystkich wojsk danego typu znajdujących się na ekranie(!!!).
Rise of Rome, oprócz sporej dawki dobrej zabawy przyniosło, jak widać, wiele zmian, większość z nich tyczy się bardziej trybu multiplayer, choć i w singlu są całkiem przydatne.
Age of Empires II: Age of Kings
Data wydania: 2000
Przez wielu uważana za najlepszą część serii, a nawet za jedną z najlepszych strategii w ogóle! Trudno się z nimi nie zgodzić, AoE II posiada wszystko to, co mieć powinna, a na dodatek świetnie zniosła próbę czasu i dziś bawi tak samo jak kiedyś.
Opuszczamy barwną Starożytność i przechodzimy w mroczne wieki Średniowiecza. Wraz z tym całkowicie zmieniają się cywilizacje nam udostępnione (tym razem jest ich trzynaście), rozgrywka odsunęła się nieco na północ od Morza Śródziemnego, tak więc poprowadzimy chociażby Celtów (Szkocja, Irlandia), Brytów, Franków czy Wikingów. Innymi, bardziej orientalnymi narodami są Persowie, Saraceni, Turcy, Mongołowie, Chińczycy oraz Japończycy.
Ogólny zarys rozgrywki nie zmienił się, nadal wydobywamy te same surowce, stawiamy podobne budynki (wśród nich są jednak nowości), produkujemy armię i likwidujemy wroga.
Twórcy udostępnili nam pięć kampanii (jedna z nich to samouczek) z różnego okresu średniowiecza. W tym trybie duże znaczenie mają bohaterowie (np. Joanna d’Arc dla Francuzów), nierzadko kilkukrotnie silniejsi i wytrzymalsi od zwykłych wojaków, ale poza tym nie posiadają żadnych nadnaturalnych zdolności.
Wprowadzono większe zróżnicowanie poszczególnych nacji. W tej części każda grupa cywilizacji ma własny design budynków (np. kraje dalekiego wschodu). Bardziej znaczącymi nowościami konstrukcyjnymi jest palisada (dużo tańsza od kamiennego muru acz również mniej wytrzymała) oraz zamek, który to ustawiony w strategicznym miejscu może być doskonałym punktem obronnym naszego miasta. Kolejną nowością jest dodanie jednostek unikalnych, które to, jak łatwo się domyśleć, wyprodukować może tylko jedna cywilizacja. Reszta jednostek, tak jak w przypadku pierwszej AoE, jest ogólnie dostępna. Znacznie powiększyła się ilość dostępnych technologii do opracowania, obecnie jest ich około sto.
W AoE II mamy aż 22 jednostki podstawowe (nie wliczam w to tym unikatowych ani bohaterów), a zaznaczyć trzeba, że każda z nich ma co najmniej jedno ulepszenie (rekordzista ma cztery), to wszystko daje ponad pół setki różnego rodzaju wojsk. Ich podział jest oczywisty, piechota – kawaleria – łucznicy – machiny oblężnicze – statki. Pomocny w zarządzaniu armią jest tryb rozbudowany, gdy klikniemy na pewien przycisk w menu, pojawią się nowe opcje oraz rozkazy. Ukryte zostały po to, by nowym graczom nie pomieszało się w głowie od tych wszystkich przełączników, pstryczków elektryczków i innych buttonów. Zaprawiony w bojach strateg zaś ucieszy się na ich widok, w końcu tylko w “trybie rozbudowanym” możemy zmienić formację zaznaczonego oddziału oraz ustawić jego tryb agresywności.
Oprawa graficzna to zaleta tej części serii. Dziś, po ponad pięciu latach nadal wygląda świetnie. I choć to nadal zwyczajne 2D w rzucie izometrycznym, mimo to jest na czym zawiesić oko. Poprawiono wszystkie błędy graficzne, które pojawiły się w części pierwszej – nasi podwładni nareszcie nie są gigantami, którzy aby wejść do swojego domu muszą się wtoczyć lub wczołgać, animacje są płynne, a budynki zachowują skalę. Najważniejsze jest jednak to, że w AoE II nie trzeba grać z papierową torebką na pawie w drugiej ręce.
Gra przez te lata nie straciła nic ze swojej świetności, nawet do zwyczajnych życzeń urodzinowych wprowadziłem “życzę Ci, abyś trzymał się jak Age of Empires II”. Sęk w tym, że jeszcze nikt tego nie zrozumiał… Ignoranci.
Age of Empires II: The Conquerors
Data wydania: 2001
Ten dodatek do Age of Empires II (identycznie jak ten wydany do części pierwszej) przesuwa okres historyczny nieco w przód. The Conquerors przenosi nas w ostatnie lata średniowiecza i początek renesansu. Ale rozszerzenie owo to nie tylko skok w czasie, ale również w przestrzeni. Oto bowiem przed nami nowy ląd, Ameryka!
Pojawia się pięć nowych cywilizacji: Majowie, Aztekowie, Hiszpanie, Koreańczycy oraz (aby całkowicie nie zostawić średniowiecza) Hunowie. Tak więc pojawiają się nowe jednostki unikatowe dla każdego z tych państw oraz większe znaczenie zaczyna mieć broń palna.
Dodatek The Conquerors to cztery kampanie, kilka nowych rozwiązań do gry w multiplayerze (nowe rodzaje oraz rozmiar map), pięć jednostek i kilka technologii więcej, tropikalna dżungla, nowe dzikie zwierzęta oraz masę innych bajerków ułatwiających rozgrywkę. Ot chociażby takie “nic” jak automatyczna odbudowa zużytych pól uprawnych (tyle, że trzeba najpierw się o to zatroszczyć samemu w młynie) czy to, że po budowie tartaku wieśniacy samoczynnie zabierają się za zbieranie drewna.
Cała reszta pozostała bez zmian i bardzo dobrze, bo czy da się zrobić bardziej okrągłą piłkę?
Age of Mithology
Data wydania: 2002
O grze tej chciałem rzec tylko parę słów, bo to w końcu całkiem inna gra o podobnej nazwie, pomysłach i rozgrywce oraz tych samych twórcach. Age of Mithology to zupełnie inna seria, acz grzechem byłoby o niej nie wspomnieć, bo to dobra gra była.
Tym razem powracamy do starożytności, ale starożytności znanej bardziej z mitologii niż faktów historycznych. Mamy tu bogów walczących o władzę, odważnych bohaterów oraz mityczne stwory. Cała gra bazuje na Age of Empires II, można by powiedzieć że całe AoM to nic innego jak AoE w trzecim wymiarze z dołożonymi boskimi mocami oraz stworami. Dla jednych może być to zaletą, dla innych wadą, ale trzeba przyznać że dzięki temu rozgrywka jest prosta i przyjemna, a starzy wyjadacze serii poczują się tu jak w domu.
Nie będę się zbytnio rozpisywał, więc przejdę od razu do rzeczy ważnych. Pod naszą kontrolą będą trzy cywilizacje, Grecy, Wikingowie oraz Egipcjanie. Misje nam przydzielone po części wzorowane są na mitologii danych ludów (np. oblężenie Troi), ale pojawiają się także te, wymyślone przez twórców ( a już chciałem tu użyć słowa “fikcyjne”).
Oczywiście zbieramy surowce (jedzenie, złoto, drewno. Kamień został wyrzucony), rozwijamy miasto, tworzymy armię i najeżdżamy na wroga. Pomocni mogą być bogowie, których wybieramy wraz z przejściem w kolejną erę (za każdym razem mamy do wyboru dwóch, obydwaj będą różnić się diametralnie i dawać będą zupełnie inne profity), dzięki ich łasce (zdobywamy np. poprzez zmuszanie wieśniaków do modlitw) możemy stworzyć bohaterów oraz mityczne bestie (centaury, hydry, chimery, minotaury itp.). Każdy z bogów posiada też umiejętność specjalną, którą użyć możemy tylko raz. Może to być np. deszcz meteorytów czy uleczenie wszystkich sojuszniczych jednostek.
Oprawa audio-wizualna stoi na wysokim poziomie. Jednostki są szczegółowe, krajobrazy malownicze, widowiskowe efekty specjalne, ciekawa muzyka. AoM ma wszystko co powinna mieć bardzo dobra strategia.
Age of Mithology: Titans
Data wydania: 2003
Jest to jedyna gra ze wszystkich tu opisywanych, w którą niestety nie grałem. Wiem tylko tyle, że pojawiła się nowa rasa Atlantydów, dodano jedną kampanię, w której motywem przewodnim jest walka Zeusa z Wielkim I Ohydnym Złym Stworem. Zapewne pojawiło się wiele nowych jednostek, potworów, bohaterów i innych mniej lub bardziej ważnych rzeczy. Każdy fan Age of Mithology powinien mieć, ale tym lubiącym AoE radziłbym się zastanowić.
Age of Empires III
Data wydania: 2005
Najnowsza część serii, na półkach sklepowych znalazła się dość niedawno, jakiś miesiąc temu. Do serii AoE wprowadziła wiele nowego, ale czy aby na pewno lepszego?
Przesuwając się dalej w historii ludzkości dochodzimy do czasów kolonialnych, gdy spora część obu Ameryk została wydarta Indianom po czym zasiedlona przez europejskich najeźdźców. Co by nie mówić, nie było to miłe z naszej (Europejczyków) strony. Konkretnie okres historyczny to lata 1500-1800, mamy zawarte tutaj takie wydarzenia jak “przeprowadzka” Indian zorganizowana przez dobrodusznych Hiszpanów, wojny kolonialne czy walka o niepodległość Stanów Zjednoczonych.
Nacje, którymi przyszło nam dowodzić to potęgi kolonialne pokroju Wielkiej Brytanii, Francji, Hiszpanii czy Portugalii, poza tym znalazło się miejsce dla tych mniejszych czyli Holandii, Rosji, Niemiec, Otomanów (Turcja) no i oczywiście Indian. Każda z tych cywilizacji (tutaj to słowo już mi nieco nie pasuje) posiada wady oraz zalety, jedni mogą mieć mocną flotę, ale słabą np. gospodarkę.
O rzeczach pozostałych rozpisywać się zanadto nie będę, w końcu gra dopiero co ujrzała światło dzienne i ciągle się o niej mówi, czy to w czasopismach czy to w portalach internetowych. Ba, przecież można zagrać w demo i dowiedzieć się więcej niż gdyby się przeczytało i sto kilobajtów czystego tekstu. Nie będę się rozpisywał także z innego powodu, mianowicie wiele elementów gry pozostało praktycznie bez zmian od ostatniej części. Tak samo wygląda rozgrywka, zbieramy te same surowce, mamy także zamki i jednostki specjalne dla każdego z narodów. Wielu właśnie wymienia to jako najpoważniejszy błąd Age of Empires III – wtórność. Chociaż nie, słowo to ma zbyt negatywne znaczenie, ja bym to określił jako “zbiór najlepszych rzeczy, które już widzieliśmy”.
Aczkolwiek jest parę nowości. Ot chociażby szlaki handlowe, na mapie mamy jedną lub więcej drogę przecinającą cały teren. Wystarczy zbudować w wyznaczonym miejscu punkt handlowy i już gotóweczka (lub jakiś inny surowiec) spływa na nasze konto. Innym dobrym pomysłem jest uzależnienie nasze kolonii od miasta-matki. Z niego możemy wysłać do Nowego Świata surowce bądź żołnierzy. Wraz z naszymi sukcesami jesteśmy w stanie rozwijać nasze miasto-matkę, co zaowocuje nowymi jednostkami czy większą ilością surowców do wysłania.
Chyba najbardziej widoczna zmiana zaszła w oprawie graficznej. AoE poszła w ślady wydanego wcześniej Age of Mithology, a dzięki temu najnowsza cześć serii jest w pełnym 3D. Engine jest bardzo podobny do tego “mitologicznego”, ale zdecydowanie upiększony i podrasowany. Gra prezentuje się naprawdę okazale.
No i do tej pory nie wiem czy zaletą Age of Empires III jest to, że skorzystano z wielu świetnych, acz mało oryginalnych rozwiązań? Czy to znaczy, że w strategiach już nic nowego wymyślić się nie da? Zostawmy jednak te pytania natury filozoficznej, bowiem teraz czas zagrać w świetne AoE III!
To co? Teraz czekamy na dodatek, który na pewno już jest w fazie produkcji, a po tym pozostaje wypatrywanie Age of Empires IV…

Napisz odpowiedź