DEaktywacja
10 marzec 2005 /R

Terroryzm to ostatnimi czasy bardzo popularny zwrot. W telewizji mówią o terrorystach, mamy książki i filmy o terroryzmie. A teraz przyszedł czas na ich wirtualny odpowiednik.
Ludziska chyba wręcz kochają strzelać do tych brodatych facetów w turbanach mówiących arabskim akcentem (a widzieliście innego terrorystę? Nie sądzę, ach te stereotypy). 11 Września pozostawił na nas wszystkich to piętno. Od tamtego czasu tematem przewodnim w grach jest właśnie walka z terroryzmem. Warto przytoczyć chociażby najnowszą część Command & Conquer, czy parę nawalanek rozgrywających się na fikcyjnej (choć wszyscy dokładnie wiemy, której) pustyni.
DEnominacja
I tak właśnie dobrnęliśmy do gwoździa dzisiejszego programu. DEaktywacja właśnie opowiada nam żmudną historię walki z terroryzmem. Tylko nieco innym, bo prawie-że-cybernetycznym i to bez turbanów!
W XXII wieku rozpoczął się szybki rozwój nanotechnologii i robotyki. Zaczęły powstawać różne maszynki zastępujące ludziom wszystko dookoła, popielniczkę, gosposię, masażystę czy nawet sokowirówkę, która daje kawalerom to, czego potrzebują. Oczywiście pojawia się pewne ugrupowanie terrorystyczne, które wykorzystuje nanoboty do zadań typu “kamikadze” (ciekawe czy napisali im cyfrowy Koran, hehe). Zostaje powołany oddział do walki z nimi, i to właśnie ty graczu zostajesz jego przywódcą!
DEtronizacja
Gra, jak twierdzą autorzy, jest kombinacją strategii, zagadek i akcji. Ale ja określiłbym DEaktywację jako zwykłą strategię taktyczną z odrobiną kombinacji. Gracz kontrolując grupę droidów musi rozbroić (wsadzić do utylizatora) wszystkie bomby zawarte na danym poziomie i zniszczyć roboty-kamikadze. Oprócz tego warto zadbać by nie zginął żaden cywil i przydałoby się również zmieścić w wyznaczonym czasie.
Wydaje się proste? Oczywiście drogę blokują nam wszędobylskie drzwi z zamkiem elektronicznym. Taki właśnie zamek trzeba własnoręcznie “złamać”. Łamanie owo sprowadza się jedynie do znalezienia konsolki z kodem przez drugiego droida i wysłanie siecią pierwszemu, który otworzy drzwi… A tak na marginesie, kto bierze na siebie rachunki za użytkowanie sieci?
Strata robota wyklucza wszelkie możliwości pozytywnego zakończenia etapu. Dziwi mnie tylko jedno, dlaczego ci cywile drący się w niebo głosy “Uratuj mnie” (jakby samie nie potrafili znaleźć drzwi wyjściowych) nie raczą otworzyć drzwi sami, lub chociaż podać kodu, w końcu tu pracują, nie? Ale to jeszcze nic, gdy taki gracz myśli, że sobie obok cywila przejedzie bez problemu to się grubo myli! Wredne mendy mają masę niewidzialnego tłuszczu, albo za pomocą siły woli potrafią wytworzyć pole ochronne, przez które nasz droid nie przeniknie (albo obie te rzeczy na raz). Tak, więc trzeba ich omijać szerokim łukiem, bo mają ciężkie buty (ewentualnie są przyspawani do podłoża) i się nie ruszą nawet na centymetr.
DEstylacja
Czasem też spotkamy wrogo nastawione droidy-kamikadze. Wtedy wystarczy potraktować ziomka turbofrazerem zamontowanym w obudowie. A poza tym, wszędzie porozstawiane są wieżyczki, które nas wspomagają. Tylko, jakim sposobem terroryści dostali się do budynku, skoro jest tak chroniony? Poza tym te kamikadze przejawiają jakąś nieskrępowaną przyjemność w obijaniu się o inne przedmioty. Nieustanne parcie w fotela oparcie + miłe pociski teleutwardzacza magnetycznego na tytanowej obudowie to musi być coś, skoro terroryści to tak bardzo lubią. Z kolejnymi nie powiązanymi ze sobą misjami dostaniemy dotacje od rządu.
Za te parę dolarów możemy dokupić własne droidy, oraz odpowiednio je uzbroić. Musze przyznać, że znajdziemy nawet duży wybór części. Zawsze milej prowadzić do boju “swoich” (możemy ich włączyć do akcji w każdej chwili), a nie oddanych nam z urzędu, narzekających na zarobki rutyniarzy.
DEnaturat
Muszę przyznać, że gra przez pierwsze kilka misji jest ciekawa. Z chęcią niszczymy kolejnych wrogów i utylizujemy bomby. Jednak jest coś, co sprawia, że po tych kilku poziomach ma się dosyć. I tym czymś jest schematyczność oraz monotematyczność (wow, jakie trudne wyrazy) zadań. Człowiek nie będzie wiecznie przenosił tych bomb z jednego krańca na drugi (a to piekielnie długo zajmuje i jest potwornie nudne), tyczy się to szczególnie tych ogromnych, wielopoziomowych plansz.
To właśnie jest największą bolączką DEaktywacj. Gdyby Akella postarała się o kilka etapów różniących się od reszty, lub chociaż urozmaiciła te obecne to byłbym skłonny uznać Deaktywację jako grę w okolicach dobrej.
DEmonstracja
Grafika może nie należy do tych efektownych i powalających na kolana, ale muszę przyznać, iż jest ładna, funkcjonalna i nawet ciekawa. Nie powoduje ślinotoku efektami specjalnymi, ale silnik całkiem nieźle radzi sobie z wyświetlaniem dużej ilości obiektów. I to jest jednym z atutów DEaktywacji. Poziomy zachwycają bogactwem przedmiotów. Nie powinno to być dziwne, w końcu najczęściej działamy w biurowcach i budynkach mieszkalnych, w których urzędują zwykli ludzie, a nie roboty. Mamy biurka, krzesła, szafeczki, takie skaczące rzeczy z Chin, kwiatki porozstawiane po kątach. Na ścianach wiszą lustra i obrazy. Od razu widać że zamieszkujący ten budynek “ktoś” nie jest amiszem, czy innym mnichem grandżersem, tylko normalnym ludziem!
Jedynym mankamentem oprawy graficznej jest źle dobrana czcionka. Litery rozmazują się i często mamy problemy z odczytaniem danej litery. To jest ważne, gdyż kody do drzwi oznaczone są dużymi literami alfabetu. Przez to nie można rozróżnić B od E czy P od F. My się zastanawiamy, co jest napisane, a cenny czas leci…
DEklinacja
Dźwięki stoją na przyzwoitym poziomie. Nie zachwycają polskie odzywki cywilów oraz głos w intrze (które przybrało formę lecących w górę napisów), są strasznie sztywne. Widać, że nagrywający w ogóle nie wyobrażał siebie na miejscu odgrywanej roli. Muzyka za to jest niczego sobie, doskonale buduje klimat miasta przyszłości.
DEportacja
Zawiodłem się. Do pewnego czasu DEaktywacja wydawała mi się całkiem dobrą grą. Niestety, rutyna i nuda wdzierają się z postępami w grze. Brakuje również fabuły, owszem jest główna oś, ale historia by przedłużyła żywotność gry i zapewne zachęciłaby mnie do ukończenia gry (jeśli byłaby dobra, oczywiście). Jednak i teraz mogę grę polecić, ale tylko największym fanom.
Oceniono na 4


Napisz odpowiedź