UFO: Aftermath

13 styczeń 2005 /R

“Wszystkie kraje świata muszą się zjednoczyć, gdyż następna wojna, będzie wojną międzyplanetarną. Nacje Ziemi muszą stworzyć wspólną linię obrony przed atakiem istot z innych planet.”
/Generał Douglas MacArthur, 1955/

“Wszystko zaczęło się 25 maja 2004 roku. Wtedy właśnie na naszym niebie pojawili się Oni. Parę godzin później, losy świata były przesądzone, do atmosfery wpompowali jakieś zarodniki, najprawdopodobniej nieznanych nam grzybów, które zaczęły się szybko rozmnażać całkowicie blokując dostęp życiodajnym promieniom światła. Nastał “Zmierzch”.

Potem był już tylko “Upadek”, gdy zarodniki te po osiągnięciu masy krytycznej spadły na ziemię i stłamsiły życie na całej planecie. Przetrwała nas tylko garstka, ukryci głęboko pod ziemią, czekający na śmierć. Po paru miesiącach postanowiliśmy opuścić nasz schron, okazało się, że zarodniki znikły. Świat wydawał się bezpieczny… Do czasu, gdy odkryliśmy, że tą planetą włada teraz ktoś inny… Mutanty stworzone na podstawie ludzkich zwłok i wymarłych zwierząt, którymi władali Oni, Obcy…”

Zmierzch i Upadek
Tak przedstawia się fabuła gry UFO. I muszę wam powiedzieć, że pozytywnie mnie zaskoczyła. Początek nie wskazuje na to, że będzie to coś innego niż zwykle, ale końcówka gry jest wyśmienita. Spodziewałem się standardowego: “Źli obcy o papce zamiast mózgu, atakują Ziemię za pomocą latających porcelanowych talerzy niszcząc tylko dla rozrywki wszystko i wszystkich”, a tu proszę, niespodzianka! Autorom scenariusza należą się brawa, dzięki nim mamy zawiłą, oryginalną fabułę z gwałtownymi zwrotami oraz moralnymi decyzjami! Ostatnia strategia, w którą grałem przede wszystkim dla rozwiązania głównego wątku był Warcraft III, czyli bardzo dawno temu… Poza tym zauważyć można, że w grach rezygnuje się z fabuły, a stawia na grafikę i masę akcji. Miejmy nadzieję, że niedługo to się zmieni…

X-Com, eee… Ufo? Eeee… Nie znam, tego rapera…
Dawno temu w Ameryce była sobie gra o tytule X-Com, w Europie też się ukazała, ale pod nazwą UFO: Enemy Unknow. Według niektórych podań i legend, do dziś jest niedoścignionym wzorem gry taktycznej. Obecnie niewielu pamięta tą grę (np. taki Bedzio), w sumie to badziewna gra była! Te piksele, no i nie ma nawet zaaplikowanych pixel-shaderów!!!
Dlaczego o tym wspominam? Ano, bo UFO: Aftermath jest tak jakby kontynuacją X-Com: Enemy Unknow. Czyli tym, na co czekali fani w tym i ja. Oczywiście jest nim tylko nieoficjalnie, ponieważ Czesi z Altar, nie mają praw autorskich do prawidłowej serii UFO i ktoś by mógł ich do sądu podać. Więc cicho sza.

Mars napada
Grę prowadzimy, tak jak w pierwowzorze, na dwóch płaszczyznach. Pierwszej strategicznej: widok na cały glob, zarządzamy bazami (mamy ich trzy typy, technologiczne – produkcyjne, naukowe oraz wojskowe), produkcją oraz badaniami; i druga taktyczna, czyli nic innego jak walki z transgenenatami (mutanty na usługach Obcych) oraz z szarakami.

Gra rozpoczyna się 1 stycznia 2005 roku, kiedy to otrzymujemy list od Rady Ziemi, że wybrano nas na Przewodniczącego, a zarazem człowieka, który będzie władał całymi dostępnymi zasobami. Jednak na początku rządzić nie ma bardzo czym. Dwie bazy i trzech rekrutów to nie jest wiele, na szczęście wraz z postępami ich liczba wzrośnie. Skamieniali fani Enemy Unknow na pewno się zawiodą tym, że nie można samemu rozbudowywać baz, co w przypadku Aftermath niestety nie było by możliwe. Dwie bazy samodzielnie rozbudować, owszem dałoby się, ale ponad trzydzieści?

Space Invaders
Jednak nie będziemy ślęczeć przed widokiem kuli Ziemskiej przez cały czas, w końcu ufole pokażą swe wstrętne szare łebki i wypełzną na miasto, więc trzeba będzie ich zmusić do kapitulacji. Wtem na mapie głównej pojawia się znak, w którym miejscu szaraki balują i już wysyłamy swoją ekipę sprzątającą. Ale nie tak prędko kolego, zanim zajmiesz się obcymi, musisz rozprawić się z transgenenatami, które to będziesz eksterminował prawie przez całą grę. Sami kosmici nie lubią się narażać i występują w szczątkowych ilościach (a jeżeli już to tylko uzbrojeni po zęby), w bazach oraz statkach kosmicznych. Jak już było wspominane, mutageny te stworzono na podstawie ciał kiedyś żyjących istot, dzięki czemu stwory nabywają między innymi cechy ludzkie i mogą jak np. Obuch używać broni palnych. Jak się okazuje, część z nich to także nieudane eksperymenty, np. taki Łopotak, który to w praktyce nie potrafi nic i jest całkowicie nieszkodliwy. Zaskakuje wykonanie tego całego zoo, są tak realistycznie odrażające.
W końcu przyjdzie taki czas, gdy większość tych paskudztw zniknie i to nie dzięki naszej działalności, ale przez samych sprawców całego zamieszania, z resztą sami rozwikłacie tę zagadkę, jeżeli zagracie.

Starship Troopers
W grze jest kilka typów misji do wykonania, mamy zwykłe “zabij x transgenenatów” (co ciekawe trzeba zabić określoną liczbę, a nie wszystkich na danej mapie), ale również “schwytaj jeden okaz”, “zobacz po jednym okazie ze wszystkich gatunków na danej mapie” oraz misje ratownicze i poszukiwawcze (jakiegoś cennego przedmiotu na ten przykład). Poza tym raz na jakiś czas będziemy odbijać bazy puste (z mutagenami w środku) i te, które zamieszkują obcy.
Przed przystąpieniem do walki należy wcześniej przygotować oddział żołnierzy (a co mi tam! Mogę zdradzić, że będą to nie tylko ludzie!), który ma wyruszyć na misję, maksymalnie może być ich 7 (w misjach ratowniczych trzeba zostawić miejsce na ratowanego).

Sam wybierasz kogo weźmiesz do zespołu. Każdego wojaka określa kilka atrybutów, zwykłe (siła, zwinność etc.) oraz psychiczne (psychika, siła woli), które wpływają na zdolności danego bohatera, takie jak obsługa broni (karabinów, wyrzutni rakiet, karabinów snajperskich) lub opatrywanie rannych. Poza tym, możemy je podnieść poprzez trening w danych dziedzinach (trening na zawodowego żołnierza, snajpera lub medyka) i przez podnoszenie statystyk, tak jak to się robi w grach RPG. Po osiągnięciu kolejnego poziomu doświadczenia przez zabijakę, możemy podnieść wybraną dziedzinę.

Wiadomo, że dobry sprzęt nie zastąpi umiejętności, ale umiejętności bez dobrego sprzętu też są niczym. Na wyposażenie składa się pancerz, hełm i broń wraz z amunicją. Problem jest w tym, że na początku gry dostępne mamy zaledwie parę słabych pancerzy, jeden typ karabinu i dwa pistolety. Resztę uzyskamy zbierając je w odwiedzanych lokacjach, lub poprzez wynalezienie (w grze jest ponad 70 różnych technologii do opracowania) i samodzielne wyprodukowanie. Dostępny inwentarz jest ogromny, zaczniemy od ogólnie znanej broni jak Glock 17, UZI, M-16, H&K MP5, lub HK CAWS, kończąc na futurystycznych działkach Gattling i biotechnologii obcych.

Na szczęście nie ma tu czegoś takiego jak pieniądze, Czesi wyszli z założenia, że ludziom nie będą one przydatne w takim świecie i takiej sytuacji, mieli rację…

Gdy już mamy uzbrojony i wyszkolony oddział, wsadzamy go w helikopter (możliwe jest oddelegowanie tylko jednej ekspedycji w danej chwili) i wysyłamy w daną część świata. Często się zdarza, że kosmici, tak jak i my, będą chcieli odbić jakąś bazę. Wystarczy wtedy wysłać klucz samolotów by zestrzelili delikwenta, zanim ten doleci do celu. Sama walka powietrzna odbywa się automatycznie, bez naszego udziału i nie zawsze kończy się sukcesem (potem zestrzelonych pilotów musimy ratować z miejsca katastrofy).

Rime Of The Ancient Mariner*
Gdy już nasz oddział doleci do miejsca zdarzenia, przenosimy się do trybu taktycznego. I tutaj pojawia się kolejna niespodzianka, walka prowadzona jest w czasie rzeczywistym! Tury zastąpiono aktywną pauzą, dzięki czemu nie ma ogromnie dłużących się oczekiwań na swoją kolejkę. To wszystko dzięki systemowi o nazwie SAS, w którym to ustalamy kolejne polecenia dla każdego z podwładnych. Można robić ogromnie długie plany jak w grze Rainbow Six (biegnij, strzel, biegnij, kucnij, przeładuj…).

Przez to rozwiązanie, rola taktyki w grze spadła do minimum, najlepszym sposobem na eliminowanie zastępów przeciwników jest zbicie się w grupę i koncentrowanie ognia na pojedynczych wrogach. Możemy zrezygnować z zaskoczenia, okrążania, zachodzenia od tyłu, tutaj się to niestety nie sprawdza…

Pojawia się też kolejne rozczarowanie. Nie można wchodzić do budynków. Owszem, są wnętrza baz oraz statków kosmicznych, ale nie można stworzyć akcji w stylu X-Com, gdzie wrzucało się snajpera na dach lub na najwyższe piętro. Brakuje tego. Przez to także ograniczona jest destrukcja otoczenia, można niszczyć samochody, ogrodzenia, ławki i inne duperele, ale zamiast okrążać dany budynek chciałoby się rozwalić ściany i przejść przezeń…

Ponieważ UFO to gra o globalnym zasięgu, to zwiedzić można kawał świata. Wąskie uliczki Europejskich miast, tropiki, arabskie osiedla, azjatyckie stepy a nawet polarne pustkowia. Aż chciałoby się rozsiąść i podziwiać, gdyby nie ten panujący wszędzie mrok…

The Thing
UFO: Aftermath oprócz bardzo dobrzej fabuły, ma także porażający klimat. To za sprawą trzech rzeczy. Wyśmienitej muzyki, przy której czasami przechodzą ciarki po plecach, brudnej grafiki, która potęguje wrażenie ogromu zniszczenia i upadku ludzkości. Poza tym ważną sprawą jest stopniowe przedstawianie, co tak naprawdę się wydarzyło tego feralnego 2004 roku. Gdyż na początku nie wiemy zupełnie nic. Tylko jakieś przebłyski o kosmitach, zarodnikach i ostrzale z orbity, nie wiadomo dlaczego ani po co. Dopiero później dowiemy się wszystkiego. Nie wiem jak wy, ale dla mnie jest to strzał w dziesiątkę.

Grafika jest jednym z atutów UFO. Ciekawie prezentują się zrujnowane miasta, które przypominają te z filmu “28 dni później”, czyli wszystko zostawione na miejscu, samochody stojące na ulicach, pusty tramwaj. Tam gdzieś niedojedzona zupa, przewrócony rower przy drodze… Równie dobre są postacie, ich animacja oraz wybuchy i efekty dymne. Nieźle wyglądają też intro oraz outro. To drugie znów pozytywnie mnie zaskoczyło, spodziewałem się jakiegoś wielkiego wybuchu oraz pompatyczności, a tu? Znów niespodzianka. :)

Kraina Snów
Nowe UFO nie jest tym, czym chcieliby widzieć go fani starego X-Com’a. Obie te gry w niektórych sprawach są prawie identyczne, a w innych zupełnie różne. Jednak, jeżeli nie brać tej gry jako kontynuację hitu (bo przecież tak właśnie jest) powstaje zupełnie inny obraz, tym razem przedstawiający Aftermath’a jako bardzo dobrą grę, którą mogę polecić każdemu fanowi gier taktycznych. Pozostaje czekać na sequel pt. UFO: Aftershock, lub odpowiedź Sida Meiera i jego Firaxis (w końcu to oni mają prawa do starego X-Com’a)…

(*) – Ja wiem że tytuł ten ma się nijak do opisywanej gry, ale jakoś mi się tak dziwnie skojarzyło. :)

Oceniono na 8+

~ przez tedeward w dniu styczeń 13, 2005.

Napisz odpowiedź