header image
 

TETRIS

9 październik 2004

W zakurzonym i ciemnym pomieszczeniu za biurkiem siedziała obrośnięta pajęczynami postać. Mrok rozjaśniały rozbłyski piorunów szalejących na nocnym niebie. W końcu jeden z błysków rozświetlił twarz postaci, był to prywatny detektyw Włodzimierz Tetris. Kiedyś w latach trzydziestych za czasów prohibicji ścigał mafiosów handlujących alkoholem, lecz po jej zniesieniu cierpiał na ogromny nadmiar czasu. Pewnego dnia siadł przed swoim biurkiem i nie rusza się do dziś, czeka na kolejne zlecenie. Nagle przez szybę w drzwiach ujrzał czyjś cień, drzwi się otworzyły. W biurze zaświeciło się światło. Teraz dopiero było widać Tetrisa dokładnie. Był młody, niedawno skończył trzydzieści cztery lata, miał piwne oczy i ufarbowane na zielono włosy. Strzepał z siebie kurz i pajęczyny, po czym ruszył w stronę postaci, jego oczy nie przyzwyczaiły się jeszcze do światła więc nie widział kto to jest.
- Czy to pan jest prywatnym detektywem? – usłyszał niski kobiecy głos
- Tak, to ja. Czym mogę służyć? – teraz już widział dokładnie, rozmawiał z bardzo grubą kobietą, jej warga ważyła chyba tonę, a obwód w pasie wynosił coś koło długości równika.
- Nie wiem czy mogę panu zaufać… – podeszła do szafki wypełnionej medalami i pucharami, były to odznaczenia za czyny jakich dokonał - …ale chyba tak, w końcu pan uratował Boneinga 747 przed katastrofą…
W jednej sekundzie Tetris przypomniał sobie całe wydarzenie.

***

Stewardessa przeszła do przedziału z pasażerami.
- Czy jest w samolocie ktoś, kto umie pilotować Boneinga 747? – podniosło rękę kilka osób, w tym Włodzimierz, który siedział blisko kabiny pilotów.
- Niech pan idzie ze mną – po czym wskazała na Tetrisa.
- Czy coś się stało? – spytał jeden z pasażerów
- Nie, nic poważnego. Po prostu szaleniec opanował samolot, zabił pilotów i chce rozbić samolot.
- Ufff, już myślałem że coś gorszego.
Kobieta zaprowadziła detektywa pod drzwi kabiny pilotów.
- Są zamknięte, nie możemy się tam dostać – powiedziała.
- Proszę się odsunąć. – odpowiedział po czym wyciągną broń i wystrzelił kilka pocisków w zamek i drzwi się otworzyły.
- Tam jest! To ten szaleniec!!!

Był to mężczyzna dość stary, na barku trzymał Kałasznikowa, a drugą ręką pilotował samolot. Obrócił się nagle i ujrzał swoich przeciwników. Wystrzelił serię w ich stronę, Tetris odskoczył, lecz stewardessa już nie zdążyła i przyjęła na siebie grad kul. W odpowiedzi na to Włodzimierz zastrzelił go jednym celnym strzałem między oczy, po czym siadł na drugim fotelu i założył słuchawki na uszy.
- Tu Tetris, słyszycie mnie? – powiedział do mikrofonu
- Tu wieża, Tetris słyszymy cię.
- Muszę lądować!
- Przecież jesteś nad Pacyfikiem!
- Nie!
- Co? Czy tu Awionetka Tetris-142??
- Nie Boneing 747!!
- No to czemu się podałeś jako Tetris?
- Bo tak mam na nazwisko.
- To strasznie głupio. No więc co się stało?
- Kończy nam się paliwo, jakiś szaleniec chciał rozbić samolot, stewardessa nie żyje, a ja zapomniałem mojego ulubionego kapelusza!
- Hmm… to źle. Bardzo źle, okropnie! Wszyscy zginiecie!!!! Aaaaaaaaaa…
- Uspokój się człowieku! Co mam zrobić?!
- Dobra, już nie przynoście tabletek – powiedział do kolegów w wieży - Więc musisz sam wylądować. Najpierw pociągnij seledynowy drążek, wciśnij pomarańczowy przycisk, przeciągnij na dół dwa czarno-granatowe suwaki po prawej na górze.
- Dobra, zrobione.
- Teraz wysuń podwozie i zmniejsz ciąg, tymi dwoma wajchami po lewej i wyląduj.
- Dobra, bez odbioru wieża.
- Powodzenia Tetris

Detektyw zamknął oczy i popchnął ster w dół. Nieśmiało otworzył je z powrotem i zobaczył że są już na lotnisku…

***

- Więc przyjmie pan zlecenie? – spytała gruba.
- Dobrze, ale jak się pani nazywa?
- Oj! Zapomniałam się przedstawić? Przepraszam bardzo, nazywam się Hermenegilda Jelonek.
- No więc jakie to zadanie?
- Ma pan odnaleźć mojego męża, Józefa Stokłosego. Zaginą kilka dni temu… proszę jego zdjęcie – wręczyła mu fotografię konia - …o przepraszam, to nie to – zaczęła szukać w torebce i wreszcie znalazła, na zdjęciu był Józef, miał niezbyt medialną twarz, a sam był czarno-biały.
- Czy on jest na coś chory?
- Nie to po prostu zdjęcie jest czarno białe. Za znalezienie go dam panu 10 000 złotych.
- Czy mogła by mi pani podać gdzie często przebywał? Mógłbym popytać się ludzi…
- O tak, w barze „Od świtu do zmierzchu”.
- Dobrze, rano pochodzę po Sandomierzu i się popytam ludzi.
W tym czasie przez okno wleciała siekiera i wbiła się w ścianę nad głową Hermenegildy.
- Tylko proszę nie mówić nikomu że u pana byłam, wydaje mi się że ktoś chce mnie zabić i panu też będzie groziło niebezpieczeństwo! Dobranoc.
- Dobranoc!
Gruba opuściła biuro, Tetris spojrzał przez okno i zobaczył jak wchodziła do Porsche, które pod jej ciężarem opadło.
- Uh, ale z niej gruba belka… – powiedział do siebie – przynajmniej mam coś do roboty.

***

Nastał ranek. Tetris ubrał się w brązowy płaszcz i swój ulubiony brązowy kapelusz. Do kabury wsadził rewolwer. Wyszedł z biura i zszedł po schodach na ulicę. Wsiadł na zaparkowanego tuż obok wyjścia czarnego konia i ruszył do baru „Od świtu do zmierzchu”. Po niespełna godzinie był już na miejscu. Zsiadł z konia i oddał kluczyki parkingowemu, po czym wszedł do środka. W środku był bar kilka stolików i scena, na której występował jakiś zespół. Tetrisowi spodobały się gitary w kształcie ludzi.
- Niezły bajer – powiedział do siebie. Lubił to robić, bo wiedział że rozmawia z kimś na jego poziomie.
Podszedł do baru i usiadł na stołku obok jakiegoś mężczyzny.
- Widziałeś tego człowieka? – spytał pokazując zdjęcie Stokłosego
- Tak! To mój kumpel Józek! Mieszka przy ulicy Żwirka i Muchomorka 9, chcesz klucze do jego mieszkania?
- Nie dzięki. – po czym opuścił bar, wsiadł na białego konia przyprowadzonego przez parkingowego i pojechał na ulicę Żwirka i Muchomorka 9. Nie było to daleko, tylko kilka ulic dalej od wspomnianego baru.

Huh komus znowu nie chcialo się pisac hi

~ autor tedeward w dniu październik 9, 2004.

Napisz odpowiedź