Harbinger
2 październik 2004 /D

W życiu jest tak, że jeżeli coś jest dobre (tak, wystarczy że jest dobre), szybko staje się przedmiotem plagiatów oraz kopii. Tak było w przypadku choćby Diablo, którego lepszych i gorszych (z przewagą gorszych) klonów mógłbym kilka wymienić. Do grupy tytułów diablopodobnych spokojnie można dopisać Harbingera.
Jak już pewnie zorientowaliście się, gra należy do gatunku uproszczonych RPGków, z naciskiem położonym na walkę. Nie będziemy tu mieć do bólu skomplikowanego rozwoju postaci, ani masy równie zawiłych questów pobocznych. Wszystko jest sprasowane do minimum, aby nic nie krępowało wyrzynania kolejnych setek potworów.
Mamy do wyboru trzy postacie. Gladiatora, typowego osiłka, który najlepiej sprawuje się w walce wręcz, Culibinę (czy jakoś tak), która to jest wątła fizycznie, ale za to ma coś poprzestawiane z psychiką i po ucieczce z wariatkowa wylądowała na statku. Oraz “hiro of the day” czyli Człowieka, który jest czymś pomiędzy. Nieźle walczy, ale jest mniej wytrzymały niż Gladiator. W demie dostępnego mamy tylko tego ostatniego (oczywiście nie mamy wpływu na jego wygląd). Gdy już wybierzemy naszego odpowiednika i nadamy mu imię, gra przenosi nas do swego świata. Czyli na ogromny statek kosmiczny, który dryfuje w przestrzeni. Pojazd ten jest zamieszkany przez tysiące różnych, nie tylko organicznych istot. Spotkamy przerośnięte robale, roboty strażnicze, ludzi oraz różne rasy kosmitów. Duża większość będzie wrogo nastawiona.
Całym tym ustrojstwem rządzi Overlord. Nikt nie wie dlaczego, ale wszyscy wykonują jego rozkazy (ale prawdę mówiąc, nikt też go nie lubi). I w tym momencie wkracza nasza postać, która go obali wybijając przy tym prawie całą populację statku.
W demie do dyspozycji jest jeden quest na pięciu poziomach, do których możemy dostać się teleportem. Należy zaznaczyć że są sporej wielkości i długo nam zajmie zanim wszystkie zwiedzimy (o ile wcześniej nie zginiemy). Przeciwnicy będą atakować nas całymi hordami (może nie są zbyt inteligentni, ale mają przewagę liczebną i dobrze z niej korzystają), przy okazji gubiąc cenne przedmioty, które to możemy upchnąć handlarzowi na jednym z poziomów. Kupi od nas wszystko co mu przyniesiemy, a i on ma całkiem pokaźny wachlarz “produktów”.
Każdy szanujący się bohater musi posiadać pancerz, który składa się z pancerza właściwego i hełmu, oraz broń. W demie znajdują się niestety tylko karabiny plazmowe. Z tym że mogą one strzelać różnymi trybami (plazmą, EMP lub elektrycznością), a za sprawą zaostrzonej lufy, można użyć jej jako broń biała. Amunicja każdej maszynki, którą dostaniemy w łapska automatycznie się regeneruje, wystarczy postać chwilę bez strzelania i hajda na wroga. Można też proces przyśpieszyć stając obok reaktora, ale to chyba nie jest bezpieczne…
Wiele z tych rzeczy pochowane jest na planszy w skrzynkach, szafkach oraz różnych innych skrytkach. Ale są takie przedmioty, które rzadko można znaleźć, np. implanty. Te zaś wszczepiamy, nie w własne cielsko, lecz do różnych części naszego uzbrojenia. I tak, karabin plazmowy ulepszony implantem “+3 do elektryczności”, od teraz może strzelać amunicją porażającą prądem! Do dyspozycji są też miny (kilka różnych typów), przyznam się że ich nie używałem wcale, z byt długo zajmuje ich rozstawienie, a skuteczność pozostawia wiele do życzenia.
Sama walka została (tak jak i reszta) uproszczona do klikania na wroga. Za każdego z nich dostaniemy punkty doświadczenia, a jeżeli uzbiera się ich trochę, nasza postać awansuje na następny poziom. Dostajemy kilka punktów do rozdysponowania między cztery czynniki (odpowiedzialne za siłę, zwinność, życie, oraz “psycho”).
W demku głównymi przeciwnikami będą robale, zmutowane pająki oraz metalowe puszki po sardynkach aka roboty strażnicze. Największym problemem są te drugie, nie dość że atakują całym stadem, otaczając bohatera, to na dodatek zatruwają go.
Raz na jakiś czas spotkamy postacie, z którymi będziemy mogli porozmawiać. Ale ta “rozmowa” to tylko wysłuchanie tego co ma dany NPC do powiedzenia. Czasami, acz bardzo rzadko, dostaniemy możliwość zmienienia tematu rozmowy.
Grafika jest niezła, choć ciut przestarzała. Statek od środka wygląda tak jak powinien. Setki kilometrów korytarzy, metalowe konstrukcje bez końca. Wraz z otaczającą ciemnością i robalami gdzieś w niej ukrytymi tworzy się wyśmienity klimat, który ma w sobie namiastkę filmów o Alienie. Dobrze widać co aktualnie nosi na sobie postać (oraz co trzyma w rękach). Muzyki oraz dźwięków, nie słyszałem zbyt wiele. Powód? WinAmp.
Ale zapewne są poprawne, jak cała gra.
Demo jest nawet długie, a gra nie nudzi i potwory miło się wyrzyna. Wszystko by było dobrze, gdyby nie to że gra jest tylko kopią produkcji Blizzardu. Jeżeli oczekujesz tylko Diablo w świecie Starcrafta, to Harbinger powinien ci pasować jak ulał. Wiele rzeczy można by poprawić, ale od dema w końcu nie można dużo wymagać.
Oceniono na 6


Napisz odpowiedź