Dogs of War

28 wrzesień 2004 /R

Wojna jest zawsze taka sama, zmieniają się tylko strony konfliktu…

Właśnie rozpoczął się rok 1942. Japonia odnosi sukcesy na Pacyfiku, zagarnia większość wysp aż do Australii. Sowieci, którzy niedawno dołączyli się do Aliantów, bronią przed nazistami Moskwę, oraz szykują się do kontrofensywy. W tym momencie do gry wkraczasz ty graczu. I co się dzieje potem? Stany Zjednoczone przyłączają się do państw Osi i podbijają Amerykę Pd. oraz Afrykę, Japonia zaś składa kapitulacje na rzecz ZSRR. Świat od dziś wygląda inaczej…

Dogs Of War jest turową strategią do bólu uproszczoną. Nie mamy dyplomacji czy polityki wewnętrznej, po prostu musimy walczyć. Za punkty produkcji zebrane z podbitych prowincji kupujemy nowe jednostki, które rozstawiamy pod koniec każdej tury.
Jednak żeby wygrać nie wystarczy wyprodukować jak najwięcej najtańszych jednostek, tutaj potrzebna jest odpowiednia taktyka.

Do wyboru mamy pięć mocarstw: Niemcy, Japonię, USA, Wielką Brytanię oraz ZSRR. Strony są oznaczone odpowiednimi kolorami Szarym, Żółtym, Zielonym, Brązowym oraz Czerwonym, każdy powinien się połapać jaki komu przypada.
Chcesz podbić Wielką Brytanią cały świat? Proszę bardzo, wystarczy trochę czasu oraz umiejętności i nikt nie podskoczy nowemu władcy lądów i oceanów. Twój wybór, od teraz ty tworzysz historię.

Wszystkich jednostek mamy dziesięć i to w zupełności wystarcza. Najważniejsze w naszej armii będą dywizje pancerne oraz piechota. Później powinniśmy inwestować w lotnictwo (myśliwce oraz bombowce) i marynarkę (pancerniki, lotniskowce, łodzie podwodne oraz transportery). Oprócz tego zbudować możemy działa przeciwlotnicze oraz fabryki, dzięki którym zyskamy jeszcze więcej punktów produkcji (a jednostki można rozstawiać tylko w prowincjach z fabryką). Brakuje tylko samolotów transportowych do desantów spadochronowych.

Wojska zostały dobrze odwzorowane. I np. pancerniki Amerykańskie czy Japońskie są dużo lepsze od Radzieckich, a znów czołgi Radzieckie mają większą siłę ognia niż Brytyjskie. To jednak ma mały wpływ na wynik bitew, ponieważ są one obliczane przez komputer i zebrane w system trafień. I gdy przeciwnik trafi, pojawia się gwiazdeczka symbolizująca, że jakiś oddział został zniszczony, po jednej serii usuwamy ikonę przedstawiającą tych, którzy zginęli. Może się wydawać skomplikowane, ale w rzeczywistości jest proste i przejrzyste (dla początkujących zalecane jest przeczytanie obszernego pliku pomocy).

Z wojną wiąże się jeszcze jedna rzecz. Postęp technologiczny. I wydając kilka punktów na naukę możemy otrzymać coraz to lepsze machiny wojenne. Rakiety V1, ulepszone bombowce, atomowe łodzie podwodne – to tylko niektóre przykłady wynalazków. Dzięki nim stare jednostki zyskają nowe umiejętności specjalne (np. wspomniane bombowce będą mogły niszczyć fabryki).

Najlepiej się jednak gra w kilka osób (a jeszcze lepiej, jak jest was piątka i macie jakieś tanie wino pod ręką). Wtedy gra może się toczyć całymi dniami (a jeżeli gramy z komputerem, zajmie nam to parę godzin). Tutaj świetnie się sprawdzają sojusze (ale tylko chwilowe) oraz możliwość oddania paru dywizji kumplowi, gdy wiemy że jemu się bardziej przydadzą.

Grafika w tej grze (tak jak w Europa Universalis) w ogóle nie powinna się liczyć. Bo nie chodzi tutaj o efektowne bitwy, fajerwerki i lasery tylko o umiejętne dowodzenie swoimi wojskami. Z resztą taka oprawa graficzna jest bardziej realistyczna, bo czy dowódcy w sztabach widzieli pole walki w 3D? Nie, mieli mapę z pionkami przedstawiającymi armie.
W DoW mamy dwie takie do wyboru, które możemy dowolnie powiększać oraz zmniejszać. Polityczną (z zaznaczonymi podbitymi terenami) oraz geograficzną (podbite tereny nie są zaznaczone). Ja wolę tą pierwszą, wszystko widać jak na dłoni. Jednostki nasze są przedstawione jako te wspomniane pionki. Małe czołgi lub ludziki danego koloru. I chociaż 256 kolorów dziś nie szokuje, to nie zwraca się na to uwagi i gra się świetnie.
Nieco gorzej jest z oprawą audio. Muzyki w trakcie gry nie ma. Jest tylko odtwarzany 30 sekundowy utwór tuż po włączeniu DoW. A dźwięki? Nie ma ich dużo, tylko wystrzały i wybuchy. Standard na wojnie.

Jednak grafika, czy dźwięki nie są w takich grach ważne. Tutaj liczy się tylko i wyłącznie grywalność. A tej jest mnóstwo, zawszę gdy rozpocznę grać “tylko żeby coś zobaczyć” nie mogę się odkleić od monitora, przez następną (jeśli dobrze pójdzie) godzinę. Po prostu miód.

Gra pojawiła się bodajże w 1998 roku, a do dziś leży na moim dysku i czeka by w nią zagrać. A że jest praktycznie darmowa to robi z niej grę absolutnie rewelacyjną. Założę się, że większość po uruchomieniu Psów Wojny, zwymiotowałaby na podłogę i usunęła to dziadostwo w pierony. Ta gra jest wyłącznie dla maniaków.

Oceniono na 9

~ przez tedeward w dniu wrzesień 28, 2004.

Napisz odpowiedź