header image
 

Alex Kidd (NES)

20 lipiec 2004 /R

Są czasem takie chwile że nie ma się ochoty się już grać w żadne symulacje koreańskich masażystów czy prasowania ubrań w stanie nieważkości, a pragnie się tylko porządnej naparzaniny po ryjach. Tak było i w moim przypadku, zacząłem szukać jakiejś gry w tym stylu i znalazłem dzieło Japończyków z Segi, Alex Kidd. I choć gra ta nie odpowiada kryteriom naparzaniny, to niezmiernie mnie zaciekawiła.

Fabuła w tej grze praktycznie nie istnieje, tylko jakiś głos każe naszemu Alexowi zbierać Cudowne Kule, które ma zanieść do Zikuratu. Sam Alex nie jest jakimś super przypakowanym siłaczem z jeszcze większymi giwerami. On jest, jakby to powiedzieć, no Alex jest ciotą :)

Alex Kidd jest zwykłą platformówką, w której my idziemy z lewej, a przeciwnicy z prawej. Problem jest w tym że nasz Alex może zwalczać niemilców tylko gdy znajdzie odpowiedni power up, ale i on nie starcza na długo. Pozostaje jedno wyjście, przeskakiwać ich, bo spotkanie oko w oko z potworkiem kończy się niechybną śmiercią.

Do odnalezienia wszystkich kul jest dwanaście, ale wystarczy zdobyć sześć z nich aby obejrzeć koniec gry, który końcem nie jest. Dziwne nie? :) Czyli wystarczy przejść tylko sześć poziomów, na których końcu znajdziemy kulkę. Etapy te różnią się nie tylko wyglądem, ale również przeciwnikami jakich będziemy musieli omijać.

Pierwszy level to pokój z zabawkami, inny to cmentarz, są też żołądek, kosmos (z niską grawitacją) czy wodny poziom, na którym musimy omijać pływające butelki po denaturacie. Przeciwników jest masa, stepujące żaby, gołe dupy odbijające czaszki (na zdjęciu), bakterie wielkości kota czy tańczące disco zombie (a że o psycho pingwinach nie wspomnę). Nie można narzekać na monotonię.

Jednak na samych przeciwnikach się nie kończy. Trzeba także pokonywać różne przeszkody. Na lianach przeskakiwać ponad przepaściami, sprintem przebiegać przez zamykające się zęby, za pomocą odskoczni pokonywać wysokie pionowe ściany itd…

W przejściu poziomów pomagać nam będą power upy. Strzelanie, wspomniany sprint, oraz większe skoki. Dzięki nim grać się będzie łatwiej, a muszę powiedzieć że Alex Kidd do prostych nie należy. Najtrudniejszym poziomem był podwodny, a inne mu nie ustępowały. Takie założenie może zniechęcić gracza, a na dodatek mamy tylko kilka żywotów…

Grafika jest barwna i miła dla oka, no i nie razi pikselami. Jak na rok 1986 to jest bardzo ładnie. Mimo iż mam pewne zastrzeżenia, w późniejszych levelach niektóre tła są zrobione bez pomysłu. Niektórzy przeciwnicy też stworzeni “na odwal się” szczególnie te na żołądkowym poziomie, w którym znajdziemy latające głowy Buddy (co on tam robił? Wolę niewiedzieć).

Dźwięki są miłe dla ucha. Tylko trochę denerwuje ten krzyk umierającego Alexa, ale można mu to wybaczyć, bo jest ciotą ;) Poza tym reszta jest w porządku. Nieźle jest też z muzyką, która niestety leci w kółko na wszystkich poziomach, przez co staje się nudna i po czasie drażni uszy.

W Alexa możemy zagrać we dwie osoby. Drugi gracz będzie sterował Alexiną? Alexówką? Coś w tym stylu, ale raczej nie ma sensu zasiadać z kimś w tą grę, lepiej na dwoje sprawdzają się inne gry. Tutaj multiplayer mógłby w ogóle nie występować.

Gra jest krótka, szybko ją przeszedłem. A na dodatek ten wyśrubowany poziom trudności na niektórych poziomach czyni ją miejscami niegrywaną (a trzeba jeszcze dodać błędy w grafice). Mam dylemat, bo z jednej strony to, a z drugiej miło mi się grało i wcale nie nudziło. Jednak drugi raz do niej nie powrócę.

Oceniono na 5

~ autor tedeward w dniu lipiec 25, 2004.

Napisz odpowiedź