Star Wars: Jedi Knight II: Jedi Outcast
5 styczeń 2004 /R

Fuck! Już miałem napisać tekst w stylu “Along time in a galaxy(…). Któż nie zna tych słów” ale stwierdziłem że każda recenzja gry ze słowami Star Wars w tytule tak się zaczyna lub podobnie (heloł Caleb i Jedi Academy ;P) i zmieniłem zdanie, tym razem będzie inaczej. Gwiezdne Wojny to wręcz kopalnia złota dla twórców gier (a raczej LucasArtsu), a jednak niezbyt wiele wychodzi gier z pod tego znaku (mógłbym powiedzieć niewiele dobrych, ale wtedy byłoby to bardzo mało :P). Jednymi z lepszych są gry FPP/TPP czyli cała seria Jedi Knight (bo innych FPP/TPP nie znam), oprócz tego mogę wymienić Shadows of the Empire czy gry z TIE Fighter czy X-Wing w nazwie, jednak trochę tego jest. Nie obeszło się także bez bubli pokroju Battle for Naboo czy SW: Galactic Batlegrounds, ale w końcu nie o tym miałem pisać (tylko patrzeć jak będą na mnie bluzgać za to że nie wymieniłem niektórych tytułów :P).
Jedi Outcast jest trzecią z cyklu Jedi Knight, przed nią były Jedi Knight i JK: Mysteries of the Sith (czyli dodatek do jedynki). W JK i JK2 wcielamy się w rolę najemnika służącego Rebelii Kyle Katarna, który po pewnym czasie staje się Jedi. W dodatku Kyle przechodzi na ciemną stronę mocy i jedynym ratunkiem dla niego jest Mary Jade, która wyrwała Kyle ze złej ścieszki, po tych wydarzeniach Katarn “odrzuca” moc i ponownie staje się najemnikiem, lecz bieg wydarzeń w Jedi Knight II zmusza go do ponownego wzięcie miecza świetlnego w łapy.
Cała akcja dzieje się po zniszczeniu Gwiazdy Śmierci, zabiciu Imperatora Palpiego i Vadera. Jednak Imperium nie upadło, a na jego czele staną Lord Dessan, który to próbuje… aaaaa nie zdradzę.
Powiem tylko że ci przywódcy Imperium nie uczą się na błędach.
Tak więc chcą dalej głosić swoje (jedyne słuszne :P) poglądy. Podczas gry zwiedzimy spory kawał wszechświata i spotkamy kilku znajomych z filmów. Polecimy na Yavin IV, Bespin (czyli dla takich laików jak Kalep “Miasto w chmurach”), bazę Imperium na Kejim, Niszczyciela Lorda Dessana, stację kosmiczną w asteroidzie (zapomniałem nazwy) i kopalnie chyba na Artusie, też nie pamiętam. A ze znanych osobistości będzie nam dane poznać Luka Skywalkera i walczyć razem z nim przeciwko Sithom (chwilę, ale zawsze) oraz Landa eeeee… - pamięć mnie zawodzi - kumpla Hana Solo. Liczyłem że spotkam Chewbackę, ale się przeliczyłem.
Gra została podzielona na epizody, każdym epizodem jest kolejne miejsce (planeta, miasto itp.), a w każdym z nich po kilka leveli, długich leveli. Każdy poziom jest bardzo złożony i tak wrednie skonstruowany że czasami błąkamy się po mapie w poszukiwaniu jakiejś wajchy czy przycisku! Miałem to kilka razy, za pierwszym razem jakoś sobie poradziłem (przypadkiem najechałem celownikiem na lampkę i wyświetliło mi się że można na tym mocy użyć…), a drugim razem to już niestety nie, po prostu nic nie mogłem zrobić i musiałem użyć kodu!!! W niektórych mapach jest stanowczo za dużo skakania, na szczęście z biegiem wydarzeń nasz hirłos skacze coraz wyżej i dalej, a to dzięki mocy, o której za chwilę. Na szczęście w późniejszym stadium gry jest coraz łatwiej.
Przeciwnicy, którzy nam przeszkadzają to nie tylko Stormtroopes (Szturmowcy) i oficerowie Imperium, lecz różnego rodzaju inne maszkary, chociaż wolałem walkę właśnie z kolesiami w białych mundurkach. Jednak musiałem też zabijać Rodianinów czy Granów, ci pierwsi szczególnie zaleźli mi za skórę i to nie dlatego że mają urodę Lova lecz te dziadowskie blastery ze snajperką, które po naładowaniu zabijają jednym strzałem nawet w nogę! Ale na szczęście my też możemy zaopatrzyć się w tą pukawkę. Gdy zdobędziemy miecz świetlny napadać nas będą Sith’owie - na początku są bardzo wredni lecz później jednym ciosem ich powalałem - i Shadowtroopes czyli tacy Stormtroppers z mieczem świetlnym, a wiedzcie że Lord Dessan znalazł sposób, dzięki któremu może zwykłego śmiertelnika zmienić w mistrza Jedi. Później na chwilę zaskoczą nas Swamptroopers, ale na krótko (na szczęście, bo oni patrolują bagnach gdzie miecz świetlny nie działa). Ale Imperium wcale takie głupie nie jest (ba w ogóle!) i przeciwko nam wysyła też różne maszyny bojowe. Na początku to tylko zwykłe Imperialne sondy, później staniemy do walki z jednoosobowymi AT-PT (jest to pierwsza maszyna krocząca użyta przez Imperium w walce), jakimiś latającymi odchodami przypominającymi… lepiej nie mówić tak brzydko o Calebie :P, by wreszcie stanąć do boju z moimi ulubionymi AT-ST. Eh… takiego powalić to trza wiedzieć z czego i jak, a jak taki kolos runie to ile satysfakcji (to kolejna wersja AT-PT, większa, mieści dwie osoby i ma sporą siłę rażenia. Do tego wrogów można deptać, hehe w tej grze jest najczęściej spotykaną maszynką, a w finale można nawet nią “chodzić”!!). Do tego co jakiś czas walczymy z jakimś bossem, a jest ich kilku i to nie łatwych. Dodatkowym atutem jest to że każdy przeciwnik z danej rasy porozumiewa się z kumplami w swoim języku, a my u dołu ekranu mamy to przetłumaczone z tym że wszyscy ludzie mówią po angielsku.
Skoro jesteśmy Jedi to i jakąś moc posiadamy. Do wyboru mamy kilka(naście) umiejętności, od zwykłego skoku wysoko, wzwyż przez miotanie mieczem świetlnym czy piorunami, duszenie, leczenie (bardzo fajne, nie trzeba apteczek szukać) po zwykłe pchnięcie i przyciągnięcie kogoś lub czegoś. Oczywiście tutaj wszystkich nie wymieniłem, a jest ich więcej. Bez mocy tej gry nie przejdziesz, choć byś się nie wiem jak starał, na przykład Mind Trick, który trzeba stosować w misji “skradanej” (nie lubię na siłę robienia takich misji!!!! A tu tak zrobili…).
Wspaniale z mocą zgrywają się różne bronie, bo oprócz miecza świetlnego (którym to można walczyć na trzy style, szybki, normalny i wolny. Najlepszy jest wolny bo zadaje największe obrażenia) możemy targać ze sobą różne inne bronie jak wspomniany balster z snajperką, Wookiee Bowcaster czyli broń Chewbacki, E11-Blaster Rifle - standardowe wyposażenie imperialnego żołdaka lub Thermal Detonator czyli swoiste granaty. Oczywiście jest tego dużo więcej, tylko mi się nie chce wypisywać wszystkich nazw bo i tak byście nie wiedzieli o co chodzi :P, mogę tylko dodać że znajdziemy coś niby bazookę i broń elektromagnetyczną. Tak czy siak, najczęściej będziesz używał miecza świetlnego, a gdy go wyciągniesz kamera zmieni się z FPP na TPP i to był bardzo dobry pomysł, bo nie wyobrażam sobie walki na miecze w FPP (co można zrobić przełączając kamerę z powrotem na widok z oczu, ale nie radzę). Czasami też skorzystamy z działek stacjonarnych i pojeździmy droidami, nie krzywdzą wrogów, ale dzięki nim możemy otworzyć zamknięte od wewnątrz drzwi (w końcu droidy Imperium mają wszędzie dostęp, nie?).
Wspomniane przeze mnie mapy są bardzo szczegółowo zbudowane, na nich znajdziemy ogrom przedmiotów, stojące AT-ST czy czekający na nieżywego już pilota TIE Fighter. Bardzo spodobało mi się na Yavinie IV, ale nie mogłem podziwiać długo krajobrazów, bo Stormtroopers mi wpakowali od razu pocisk w łeb bo schowałem miecz świetlny, który ma dodatkową funkcję ochrony przed pociskami, po prostu odbija je (widzieliśmy to w filmach). Jednak mamy zbyt małą interaktywność na wszystko co się znajduje ma mapie, no niby możemy zniszczyć czy skrzynię czy robota pałętającego się pod nogami, ale to za mało (BTW: Można spotkać R2D2 i C3PO pod… schodami :)).
Dodatkowo podczas dużych bitw (np. gdy po raz pierwszy zmierzymy się z AT-ST) nad naszymi głowami śmigają owe TIE Fightery i X-Wingi, aż by się chciało takim polatać, a tu dupa ubita, liczyłem że sobie chociaż tym X-Wingiem polatam, ale znowu się przeliczyłem.
Od strony graficznej produkt prezentuje się bardzo dobrze, mimo iż działa na wysłużonym już enginie Quake ]I[. Ale dzięki temu gra uruchomi się także na słabszych sprzętach (to samo tyczy się Jedi Academy), tylko w grze pojawia się dużo przenikania przez ściany i można bez problemów wejść w środek wraku AT-ST wnikając w niego. Jak już wspomniałem możemy grać w dwóch trybach FPP i TPP, z tym że widok z oczu nadaje się jedynie do broni zwykłych, a nie do miecza (z resztą to też już pisałem). Dodatkowym plusem jest to że każde miejsce do którego się wybieramy wygląda inaczej (no może tylko placówki Imperium wyglądają podobnie, ale one muszą być podobne). Kolejnym plusem jest bardzo dobrze dobrana muzyka, zmienia się wraz z wydarzeniami w grze, a najlepszy kawałek jest wg. mnie w Akademii Jedi gdy wracamy po miecz świetlny. Do dźwięków zaś nie mam zastrzeżeń, są dobre, niektóre jakby żywcem wzięte z filmów.
Sumując wszystko gra jest bardzo dobra, szkoda że autorzy nie dali graczom do wyboru czy chcą być dobrym czy złym (tak było w Jedi Outcast I) lub wybrać wygląd i rodzaj miecza świetlnego (fajnie jakby był light staff), ale trudno. Postawiłbym wyższą ocenę gdyby nie ten wredny kawałek gry (którego nie przeszedłem :P) oraz lekkie błędy w grafice. Polecam każdemu fanowi uniwersum Star Wars oraz fanom FPPków, ale obawiam się że nie wszystkim tym drugim gra by się spodobała (za dużo myślenia, hehe). Zwinie wam wiele godzin z życia, a wiedzcie że gra nawet jest długa…
Oceniono na 8+


Napisz odpowiedź