Wielkie czarne pudło…
2 grudzień 2003
Dosyć niedawno w KC pojawił się ten dział. Chciałem opisać mój rower, ale (powiedzmy że) Don Alfredo mi wytłumaczył o co w tym dziale chodzi. Tak więc chciałem wam przedstawić moją pierwszą maszynkę do mielenia mięs… grania. Więc było to takie wielkie pudło z dwiema nie mniejszymi wajchami do przełączania gier. Z wywiadu z Militarym w KC dowiedziałem się że to Atari.
No cóż, każda firma miała jakąś wpadkę.
Nie, teraz żartowałem.
No więc było to takie wielkie pudło, które podłączało się do telewizorka (ja miałem to coś podłączone do starego czarno-białego TV, który stał kiedyś w moim pokoju) i się ciosało. Do ciosania potrzebny(e) był dżokej, ten tego dżojstik (ale musiał mieć specjalną wtyczkę, te komputerowe nie pasowały). Można było podłączyć dwa i się ciosało razem.
Nie wiem czy konsolka posiadała możliwość podłączenia pada, ale wątpię jeśli już to tylko jakiś kazachstański model.
Tak samo było z dyskietkami wprost z Pegazusa. Niby wejście na nie było, ale nic nie pasowało.
Największym plusem pudła było to że różne gry były już w pamięci i nie trzeba było wkładać żadnych dyskietek (ale jak już wspomniałem żadne nie pasowały
) tylko pociągało za wajchę i gra się odpalała. Gierki były wypasione, ale wszystkich niestety nie pamiętam.
Te co sobie przypomniałem macie poniżej.
SPADOCHRONIARZE – przylatywał samolot i wyrzucał ciebie, czyli osławionego spadochroniarza, a ty musiałeś wylądować na specjalnym podeście. A jeśli nań nie trafiłeś to zostawały po tobie tylko… buty!
PAJĄKI – musiałeś przejść z jednego końca labiryntu na drugi. A do tego goniły cię zmutowane pająki. Czysty survival horror! Można było grać we dwóch na raz.
MARCHEWKI – to już kultowa gra! Stawałeś się farmerem z łopatą i broniłeś marchewek przed okrutnymi kretami w tym celu zasypywałeś je.
Dodatkowym utrudnieniem były przelatujące bociany, które… wydalały (pokarm) na naszego farmera.
A gdy ten dostał takim kupsztalem to już nie wstał. Tu się dało grać tylko na jednego.
ŚLIMAKI – coś jak wyścigi Lightcyclesów z filmu TRON (film oglądałem!
). I chyba nie trzeba więcej nic mówić. Gra stawiała warunek, musiało być dwóch graczy.
SUPERMAN – właziło się depcem do budki telefonicznej i zmieniało w Supermana. Później latałeś nad miastem, łapałeś (dosłownie!) przestępców i wrzucałeś (też dosłownie!) ich do więzienia.
SPIDERMAN – coś jak superman tylko że nie właziło się depcem do budki telefonicznej tylko skakało po budynkach i lało gangsterów, zbójów i Don Alfredów wystawiających łby przez okna.
TENIS – tenis.
STRAŻAK – łaziłeś strażakiem i gasiłeś pożary.
FORMUŁKI – i co ja mam napisać? A! Wiem: Formuły
. No dobra, wskakujesz do formułki i ścigasz się z innymi po torze w Monaco (czy gdzieś tam).
Więcej gier już nie pamiętam, ale za wszystkie serdecznie żałuje i postanowię się poprawić, a ciebie Don Alfredo proszę o kopnięcie w dópę (dla The One
) Pedra.
Niestety wszystkich gierek nie pamiętam (jak już pisałem), a było ich dużo więcej. Było jeszcze jakieś strzelanie do celu i coś jeszcze. Graficznie wszystkie te buble były bardzo podobne, a wierzcie mi, takich pixeli się nie zapomina.
Don Alfredo, na pewno nie widziałeś większych! (na oko wielkością przypominają klawisz literki “S” na klawiaturze, a może i większe).
To chyba tyle na temat mej piekielnej maszynki do grania. A za dziesięć lat będę się chwalił moim dzisiejszym komputerem.

Dodaj komentarz