Conquest: Frontier Wars

23 wrzesień 2003 /R

Znasz Starcrafta? No pewne, a Star Trek: Armada? No to już nie wszyscy, ale ciekawi mnie czy widzieliście połączenie obu tych gier… O Conquest: Wojny Pogranicza było kiedyś dosyć głośno, ponieważ tuż przed premierą patronujący nad produkcją Microsoft nagle zrezygnował z tego układu. Lecz szybko znaleziono wyjście z sytuacji i gra wreszcie ujrzała światło dzienne.

W grze wcielamy się w młodego przystojnego i super inteligentnego (no co w końcu ja w to grałem :) ) komandora pewnej floty kosmicznej, który dosyć niedawno obejmuje owy stołek i od razu zostaje wysłany na poszukiwania statku USS Andromeda i jego załogi. Bo tak się złożyło że naukowcy skończyli pracę nad najnowszym osiągnięciem czyli nad Wrotami Między wymiarowymi i Andromeda została wysłana na testy (chyba raczej na pewną śmierć :P ) i tuż po przejściu przez owe drzwiczki baza traci z nimi kontakt. Jak się okazuje statek ten nie rozwalił się na jakimś latającym śmieciu czy przez jakiegoś gapowatego konserwatora napędu atomowego :P . Nasza ekipa wyrusza na ratunek. Dowiadujemy się że w układzie do którego dotarła Andromeda (i kilkunastu innych) trwa wojna domowa Modliszek, a dodatkowo na imprezkę wpadają Celareanowie, wrogowie owych paskudztw.

Pisałem wyżej o miksie Starcrafta i ST: Armada. Tak, gra ta czerpie pełnymi garściami z tych dwóch tytułów. Ze Starcrafta zapożyczono pomysły na rasy. Modliszki to Zergi, Celareanowie to Protossy, a Terranie to… Terranie! :) . Zaś z ST: Armada kilka innych pomysłów, jak wyciąganie surowców z planet, a także obłoki gazowe, które różnie wpływają na statki, np. czerwone niszczą je, niebieskie odcinają zaopatrzenie itd. Właśnie – wspomniałem o zaopatrzeniu, statkom w kosmosie przecież kończy się amunicja, jedzenie czy paliwo i tutaj to uwzględniono.

Gdy pisałem o rasach, zapomniałem wspomnieć że wcale nie są one podobne do tych ze Starcrafta! Wręcz przeciwnie. Każda rasa ma odmienny styl walki i umiejętności, np. tacy Celareanowie mają szybkie statki ze zdolnościami do kamuflażu (co ciekawe, gdy włączymy kamuflaż u Modliszek, ten nie zniknie, tylko zmieni się w inny statek!), czy Modliszki, których główną siłą ognia są małe myśliwce, które wypuszczane są z trzech różnych jednostek, które mogą one produkować. Jedynie Terranie są pośrodku. Niestety, autorzy oddali nam do dyspozycji tylko jedną kampanię, ale za to jaką wielką!

Aby w C:FW wygrać trzeba doskonale zarządzać surowcami, czyli rudą, gazem i załogą. Te dwa pierwsze można pozyskiwać z planet, szczątków statków, a także asteroid i obłoków gazowych. Zaś załogę da się tylko zdobyć budując koszary Marines na planetach, na których jest życie. A właśnie, planety, rozpoznać można cztery rodzaje: księżyce (na nich jest tylko ruda), gazowe giganty (a z nich zaś gaz), planety bagienne i te podobne do Ziemi (z tych pierwszych tylko załogę, a z tych drugich wszystkie surowce).

Bazy można budować tylko na orbitach planet. Wyjątkami są budynki strażnicze (wieżyczki obronne itp.). Na każde takie ciało niebieskie przypada kilka slotów, na których można budować. Każda budowla zajmuje kilka z nich (maksimum trzy). Oprócz takich zwykłych konstrukcji jak Główna Baza, Rafineria, czy Stocznie (mała i duża) mamy na dodatkowo takie w których możemy opracować nowe wynalazki, lub ulepszamy jakieś czynniki, np. kadłuby czy napęd statków. Jednym z lepszych pomysłów było umieszczenie specjalnych “umiejętności” statków, na każdą rasę przypada kilka. Np. u Terran jest Sonda, która wystrzelona z Lotniskowca we wskazanym układzie odkrywa go i pokazuje gdzie są przeciwnicy; czy Tarcza Egidy robi Pancerniki nieśmiertelnymi.

Jednostki są głównymi atutami gry. Nie dość że jest ich dużo to są bardzo zróżnicowane. I mamy takie małe i lekkie Korwety, czy cięższe Krążowniki Rakietowe. Mamy też Lotniskowce, z których startują malutkie myśliwce czy ogromne Pancerniki. Jednak gdy tworzymy naszą flotę nie może zabraknąć żadnego typu statku! Np. tylko Korwety mogą atakować te małe myśliwce, czy takie Lotniskowce bez obstawy są nic nie warte! Niestety, gdy mamy zaznaczoną całą flotę nie możemy kontrolować umiejętności specjalnych naszych podwładnych. Wtedy najlepiej zatrudnić sobie admirała, dzięki któremu łatwiej zapanować nad flotą to dodatkowo rozdają oni bonusy niektórym jednostkom! Taki admirał jest trochę drogi, ale bardzo potrzebny.

Bitwy rozgrywamy nie na jednej, lecz nawet na 16 mapach na raz!!! Niektóre układy są większe od innych i nie są wcale puste, oprócz wspomnianych planet, pasów asteroid i kul gazowych są także wstęgi energii, przez które statki nie mogą przelecieć czy czarne dziury, chyba wszyscy wiedzą co one robią.

Conquest graficznie przedstawia się dobrze. Są jednak rzeczy, które bym poprawił (np. wygląd asteroidów), ale ogólnie ok. W oddali nawet widać gwiazdy i inne galaktyki. Kamerę możemy obracać o 90 stopni i przybliżać, ale nie za bardzo to się przydaje (bardziej przydatne jest oddalenie). Dźwiękowo też jest wszystko brzmi tak jak (chyba) powinno, muzyka zaś jest bardzo dobra, wszystkie utwory są porządne i pasujące do klimatu.

Ogólnie gra jest dobra, ale dużo pomysłów ma pożyczonych ze znanych wcześniej tytułów, chociaż dzisiaj nie można tego uważać za ogromny błąd, ostatnio coraz trudniej wymyślić coś oryginalnego, jednak ocena jest jaka jest. Aha jeszcze jedno, recenzja była pisana na podstawie Terran i ich kampanii, gdy bym napisał jeszcze o Celareanach i Modliszkach tekst był by dużo dłuższy.

Oceniono na 7+

~ przez tedeward w dniu wrzesień 23, 2003.

Napisz odpowiedź