header image
 

Commander Keen 3

2 wrzesień 2003 /R

Ta recenzja miała być w następnym numerze klasyki. Jednak gdy dostałem maila od Don Alfreda, w którym poinformował mnie żeby w szóstym numerze napisać o więcej jedną recenzję. Więc zabieram się do tego aby przedstawić wam kolejny produkt firmy ID Software.

Jak zwykle, wcielamy się w ośmioletniego geniusza Billego (Gejtsa) Blazera. Bill eksperymentując na śmieciach zamienił się w Keena - obrońcę świata. Jest to ostatni epizod trylogii “Invasion of the Vorticons” pod tytułem “Keen must Die!” Tym razem nasz bohater leci na planetę podstępnych V żeby skopać im kulki. Otwiera hiper przestrzenną bramę i przenosi się do galaktyki, w której znajduje się planeta Vorticon VI. Na szczęście systemy obronne V IV nie wychwyciły statku Billego i ten szczęśliwie ląduje na obcym ciele niebieskim. Jak w poprzedniej części Keen jest wyposażony w Pogo i pistolet, który w trójce może rozwiązać większość sporów :)

Na planecie Vorticonów jest wiele różnych dziwnych zwierząt, które V używają do celów militarnych. Są nimi takie śmieszne żółte zwierzaczki, które po nadepnięciu na nie umierają, a także złe zielone zmuty, które zieją falami ultradźwiękowymi. Oprócz tego Vorticony same stają do walki (w końcu to ich planeta), atakować nas mogą hordy zwykłych V, ninja oraz wielkie mamuśki nauczyciele (mamuśki te są bardzo wredne, zieją ogniem :)). Jest jeszcze kula-szpiegula, która lata bez celu tam i z powrotem. Na szczęście na większość tych przebrzydłych kosmoludów działa nasz Blaster. Na samym końcu czeka nas mordercza walka z wkurzonym Don Alfredem, który tym razem chce pozbyć się Keena (i przy okazji zdobyć świat, jak zwykle zresztą :)).

Jak w poprzednich częściach na początku przenosimy się na widok planety V, dzięki temu możemy przemieszczać się po kolejnych miastach i labolatoriach. Na planecie dominuje kolor różowy, tego samego koloru są tapety w domach Vorticonów. Jeśli zaatakujemy miasto, to znajdziemy w nim bloki mieszkalne, szkoły (tam dzieci V uczą się ziemskiego języka) i temu podobne budynki. W pomieszczeniach są także meble, na które możemy wejść!

Uwaga, w tym akapicie znów będę ględził o tym całym stuffie, który możemy znaleźć na planszy! No więc Vorticony w domach trzymają batoniki czekoladowe, dietetyczną Colę vel piwko, hamburgery, torty i Stuffed toy Vorninja, czyli taki odpowiednik mojego pluszowego misia :) Dodatkowo trzeba zbierać Akhry (czy coś takiego), im więcej tego na A tym lepiej.

Grafika praktycznie nie uległa zmianom, jak już pisałem tutaj dominuje kolor różowy, ale także niebieski (niebieskie jest niebo). Wszystko ładnie wygląda, drzewa, krzaczki, chmurki, wodospady i inne duperele. W końcu mogę ocenić dźwięk! Wszystko leci z PC Speakera, nawet jakoś to brzmi, w sumie jest OK.

W grze zmniejszono ilość pułapek (autorzy przeczytali moją reckę Commandera Keena 2 i doszli do wniosku że dobrze gadam :)) i dlatego ten crap jest bardziej grywalny niż jego poprzednia część. Tylko tym razem denerwuje szybko kończąca się amunicja (a na takiego V Ninja to trzeba z pięć strzałów). Czyli jak zwykle chłopcy z ID zrobili to co powinni, czyli dobrą grę!

Oceniono na 8

~ autor tedeward w dniu wrzesień 2, 2003.

Napisz odpowiedź